Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
środa, 04 listopada 2015
Linda

Afera z Lindą mówiącym w wywiadzie dla Radia Łódź, że to "miasto jest umarłe, miasto meneli i tyle, sorry" jest dla mnie o tyle ważna, o ile w ogóle jest aferą. Sprawa miała miejsce bodaj 30 października, a jeszcze dziś, pięć dni później, nie cichną komentarze, artykuły i akcje(!) medialne, jak przebieranie się za "meneli" przez pracowników jakiejś firmy, robiącej sobie przy okazji PR.

W sprawie zabrała głos prezydent Zdanowska (która chce wyciągać konsekwencje), syn znanego z reklam proszków do prania prezentera telewizyjnego, który sam jest znany z nabijania się w TVN-ie z debili, o ile dobrze kojarzę, przeciętni mieszkańcy, blogerzy, fejsonauci oraz sami menele. Łódzkie Centrum Wydarzeń chce drukować koszuli z napisem "Je suis menel" i promuje hashtagi jestemmenelem i lodz, brakuje mi tylko Janka Tomaszewskiego wygrażającego pięścią przed Nescafe (już chyba tam już jest coś innego) i białego marszu niemeneli. Uff!

O co tyle krzyku? Dlaczego w ogóle tyle mówimy o chlapniętych głupich słowach było nie było już trochę nie pierwszej sławy aktora? Przecież to nie filozof, nie pisarz, nie polityk, nie publicysta, nie nawet Kuba Wojewódzki czy Anja Rubik. To Bogusław Linda. No hej, skąd ten ból?!

Wiadomo. Stąd, że Linda dotknął tego, czego boimy się najbardziej, co uporczywie od wielu lat staramy się przykryć gorączkowymi inwestycjami, kolorowymi wiatami i "designerską" czcionką logo miasta. Gdyby Łódź nie miała nic wspólnego z menelami, gdyby żaden wskaźnik nie zająkiwał się nawet o umieraniu miasta, słowa Lindy przeszłyby bez echa. Bo przecież kogo obchodzi bredzenie podstarzałego aktora? Gdyby Linda mówił o lądowaniu Talibów w Klewkach, gdyby zachwalał czakram po Zgierzem, nikt by nawet nie wzruszył ramionami pewnie, bo kogo obchodzi odchodzący od zmysłów aktor Linda. Ale powiedział o menelach i powiedział o umierającym mieście.

Znamienne, że bardziej nas zabolały menele niż umierające miasto. Myślę, że są dwie przyczyny. Pierwsza to kompleks po dzieciach w beczkach i łowcach skór. Boimy się złych łatek jak diabeł święconej wody, bo wiemy że zły PR ciągnie się latami. No i oczywiście menel to bieda, brud i zaniedbanie, a to po pierwsze jest bardzo niesexy, a po drugie za bardzo jakoś tak kojarzy się z biedą, brudem i zaniedbaniem łódzkich kamienic i ulic, które niestety są i są widoczne mimo dźwigów i morza asfaltu w Nowym Wspaniałym Centrum Łodzi. 

Ciekawe jest również to, że nikt się specjalnie nie rozwodzi nad drugą częścią wypowiedzi Lindy,  nad "umarłym miastem". Czy to dlatego, że "umarłe miasto" trudniej obśmiać niż "meneli", którzy przecież są w każdym dużym mieście, w tym oczywiście i Warszawie? Przecież demograficznie jesteśmy na skraju katastrofy, budujemy Nowe Wspaniałe Centrum Łodzi w nadziei na ściągnięcie "specjalistów" ze stolicy, co słychać praktyczniej w każdej wypowiedzi wysokich urzędników z UMŁ, a nikt jakoś nie mówi głośno, kto będzie korzystał z tych wszystkich podziemnych dworców, biurowców i  lotniska za 10-15 lat, o perspektywie 50-letniej już nie wspominając, jeśli "specjaliści" tu jednak nie przyjadą. 

Może zupełnie nie mam racji, może czepiam się niepotrzebnie tej "afery", ale weźmy i wyluzujmy trochę z tym Lindą, bo jeszcze chwila i przekroczymy granicę śmieszności, jak Kaczyńscy z Tageszeitung w 2006.

23:25, miejskie_narty
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
Animacja i reanimacja

Znów wracam po dłuższej przerwie, ale tym razem to nie lenistwo, lecz nadmiar pracy.

Dla zainteresowanych (botów i humanoidów) spieszę donieść, co się dzieje na Starym Polesiu.

  1. Ogrody Karskiego idą w odstawkę. Prezydent Zdanowska przyznała się do błędu urzędników podczas kwalifikowania projektu do Budżetu Obywatelskiego, przeprosiła wszystkich zawiedzionych, zaproponowała w zamian parki kieszonkowe i inne, fajniejsze i lepsze rozwiązania, które mają jedną jedyną wadę – istnieją w formie obietnic i planów, które mają być realizowane jak tylko PKP wybuduje tunel średnicowy (wcześniej oczywiście wycinając wszystkie drzewa), czyli poza tą kadencją pani prezydent.
  2. Zaprzyjaźnieni aktywiści staropolescy są mocno rozczarowani postawą prezydent Zdanowskiej nie tylko w kwestii Ogrodów, ale w ogóle w kwestii partycypacji społecznej. Ja nigdy nie miałem złudzeń, że BO służy gównie i przede wszystkim PR-owi PHZ, niemniej sposób, w jaki załatwiona została sprawa Ogrodów budzi również mój wielki niesmak. No cóż, z drugiej jednak strony zaangażowałem się w projekt realizowany na zlecenie UMŁ, który ma zachęcać lokalnych liderów do większej aktywności z mieszkańcami. Co mam powiedzieć tym liderom, którzy jeszcze rok temu angażowali się w przygotowanie projektu Ogrodów Karskiego?
  3. Zacząłem działać w Radzie Osiedla i póki co przyglądam się, jak to wszystko funkcjonuje, chociaż - mimo absurdalnych terminów – udało nam się złożyć 2 wnioski na konkursy inwestycyjne: jeden na remont starej hali ŁKS-u drugi na rekultywacje zieleni. Oba padły z powodów formalnych. Coraz poważniej myślę o zorganizowaniu biuletynu RO w formie drukowanej gazetki osiedlowej. No, ale to najprawdopodobniej, jeśli w ogóle, od przyszłego roku. Rada Osiedla to jest temat na oddzielny wpis, a nawet kategorię na blogu, która być może w końcu powstanie do czasu realizacji biuletynu – to byłoby miejsce na opisanie np. sytuacji z wnioskami inwestycyjnymi.
  4. Jak już wspomniałem, pracuję również w projekcie animacji społecznej, realizowanym przez OPUS, Stowarzyszenie Społeczni Zaangażowani i CAL na zlecenie UMŁ, gdzie jestem animatorem. Co to znaczy? To znaczy, że szukam lokalnych liderów, których chcemy, mówiąc bardzo skrótowo, zachęcić do dalszych działań animacyjnych, poprzez mikrowsparcie do 5000 PLN, na terenie Strefy Wielkomiejskiej – moja zaś działka obejmuje Stare Polesie i okolice. Zachęcam wszystkich (no, może oprócz botów) do klikania w poniższy link, poczytania o programie, ściągnięcia wniosku i aplikowaniaJ

http://www.opus.org.pl/rewitalizacja

Tu powiem tylko, że projekt jest realizowany między 01.06.2015 a 09.08.2015, a wnioski przyjmujemy do 08.05.2015. Gdy więc ktoś coś chciał się dowiedzieć więcej, to proszę do mnie pisać: urban.skiing@gmail.com

To na razie tyle. Stay tuned!

13:36, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 lutego 2015
Petycja do prezydent Zdanowskiej
15:18, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 lutego 2015
Przyszłość Ogrodów Karskiego

W połowie lutego wnioskodawczyni projektu pierwszego parku na Starym Polesiu „Ogrodów Karskiego”, Marta Karbowiak, została zaproszona na spotkanie do Biura Architekta Miasta, na którym oprócz dyrektora BAM-u byli obecni również dyrektorzy Miejskiej Pracowni Urbanistycznej, Wydziału Gospodarki Komunalnej oraz kilkoro urzędników z tych instytucji. Naprzeciwko tej jakże potężnej i wysokiej rangą reprezentacji UMŁ zasiadła wspomniana wnioskodawczyni, Witek Kopeć, radna Urszula Niziołek-Janiak i Wasz niżej niepodpisany, czyli członkowie Współ-dzielni Staropoleskiej, która identyfikuje się z projektem Ogrodów, wspiera go i w miarę skromnych możliwości promowała w czasie Budżetu Obywatelskiego.

Dlaczego BAM, MPU i WGK zaprosiło wnioskodawczynię i dlaczego na to spotkanie pofatygowali się osobiście sami dyrektorzy tych miejskich komórek w asyście swoich urzędników?

Ano dlatego, że WGK to jednostka odpowiedzialna za realizację tego zadania BO, a BAM i MPU planowały przeznaczyć tereny, na których ma zostać utworzony park, pod zabudowę mieszkalną (czytaj: sprzedaż deweloperowi). Plany te pokrzyżował jednak BO i zwycięstwo „Ogrodów” (możliwe po pozytywnej opinii WGK dla projektu w odpowiedniej fazie BO). Teraz dyrektorzy wspomnianych instytucji chcieliby wpłynąć na wnioskodawczynię, by ta zmieniła swój projekt tak, by na terenie Ogrodów Karskiego zmieściły się nowe budynki mieszkalne stojące frontem do parku na tyłach Mielczarskiego, drogi dojazdowe do nich, parking wielopoziomowy dla mieszkańców famuł oraz sam park, nieco tylko pomniejszony o obszar potrzebny do wybudowania bloków, dróg dojazdowych i parkingu.

Dlaczego dyrektorzy BAM, MPU oraz WGK potrzebują zgody wnioskodawczyni na zmianę projektu i w zamian za nią gotowi są odstąpić od sprzedaży części terenów deweloperowi, by zachować namiastkę parku tuż przy Ogrodowej?

Dlatego, że tylko wtedy UMŁ nie łamie umowy społecznej zawartej przez prezydent Zdanowską z mieszkańcami przy wprowadzaniu Budżetu Obywatelskiego. Jeśli  wnioskodawczyni się ugnie i zmodyfikuje swój projekt, teoretycznie wszystko będzie w porządku: urbaniści z BAM i MPU będą usatysfakcjonowani, bo nowe „dobre” fronty budynków wybudowanych przez nowych właścicieli terenu zasłonią „złe” tyły kamienic z Mielczarskiego, miasto zarobi na sprzedaży działki, a zwycięski projekt BO zostanie zrealizowany ku chwale PR-u miasta. A że zamiast pierwszego parku na Starym Polesiu będziemy mieli skwerek dla nowych mieszkańców nowych bloków, to już przecież się nie liczy. Ważne, że stan się zgadza – miały być Ogrody Karskiego sztuk jeden, są Ogrody Karskiego sztuk jeden.

O ile w ogóle będą, bo na horyzoncie jawi się drugie zagrożenie. Otóż na spotkaniu w BAM-ie usłyszeliśmy, że plany BAM i MPU planami, ale ten sam teren jest „zabezpieczony” umową UMŁ z PKP, wedle której PKP będą mogły używać części terenów przeznaczonych na „Ogrody” jako zaplecza przy budowie tunelu średnicowego i/lub przystanku „Manufaktura”. Nikt z naszych rozmówców nie potwierdził, że widział tę umowę, nie wspominając już o udostępnieniu nam jej kopii, jednak wersja o umowie z PKP powtarza się na tyle często, że trzeba ją uznać za prawdziwą.

Co to wszystko oznacza dla „Ogrodów”?

Ja tę grę interesów odczytuję w sposób następujący:

  1. BAM/MPU nie interesuje zbytnio, co będzie się działo na tym terenie w tym czy w przyszłym roku. Te instytucje zajmują się tworzeniem planów, czyli ustaleniem przeznaczenia danych terenów w dłuższej perspektywie czasowej. Więc przeznaczenie terenów między Mielczarskiego a Ogrodową na rok czy dwa dla PKP, jako zaplecza dla sprzętu, nie jest dla nich problemem – ważne jest, by teraz nic nie przeszkodziło w „prawidłowym” zaplanowaniu terenu.
  2. BAM/MPU mają jednak problem z „Ogrodami”, bo te właśnie stoją na przeszkodzie w zaplanowaniu terenu. Jeśli wnioskodawczyni nie zgodzi się na okrojenie wniosku, dyrektorzy tych instytucji będą musieli przekonać prezydent Zdanowską do swojej koncepcji, a tym samym do wyrażenia zgody na modyfikację jednego ze zwycięskich projektów BO.
  3. BAM/MPU może jednak używać argumentu „zaplecza dla PKP” jako straszaka dla społeczników, bo skądinąd wiadomo, że tunel dla potrzeb kolei jest absolutnym priorytetem władz miasta i gdyby na szali przyszło położyć dobre imię/PR/przyszłość BO i tunel, to tunel wygrywa jeszcze przed gongiem ogłaszającym pierwszą rundę. BAM/MPU może również użyć tego argumentu do przekonania prezydent Zdanowskiej do swoich racji: „Po co robić 'Ogrody' w pierwotnej wersji, jak i tak będziemy tam budować tunel?”.   
  4. Dla „Ogrodów Karskiego” umowa miasta z PKP ma kluczowe znaczenie, bo Budżet Obywatelski zakłada, że projekty muszą być zrealizowane do końca roku. Można sobie więc wyobrazić scenariusz taki, że „Ogrody” powstają, a w 2016 czy 2017 zostają rozjechane przez ciężki sprzęt pracujący przy budowie tunelu. Można też sobie wyobrazić, że prezydent Zdanowska zdecyduje się na „modyfikację” (biorę w cudzysłów, bo mam pełną świadomość, że okrojenie Ogrodów do karykaturalnie małych rozmiarów właśnie tak zostanie przedstawione) projektu, pod presją BAM/MPU, popartą argumentem „kolejowym”.
  5. Prezydent Zdanowska będzie musiała wybrać: dotrzymać umowy społecznej o realizacji wygranych projektów w Budżecie Obywatelskim, czy poprzeć „urbanistyczno-ekonomiczne” racje BAM/MPU, poparte argumentem umowy z PKP o zapleczu dla tunelu. Gdyby nie PKP, nie miałbym wątpliwości, że prezydent Zdanowska wybierze Budżet Obywatelski, który i tak jest już na takim zakręcie, że nie potrzebuje dodatkowej złej prasy w przypadku zarzucenia „Ogrodów Karskiego”. Ogrodów, które, jak mało który projekt, zgromadziły rzesze zwolenników na betonowo-asfaltowym Starym Polesiu i w innych częściach centrum Łodzi.

Co teraz?

Marta Karbowiak nie chce ulec presji BAM/MPU, bo propozycja tych instytucji de facto zostawia z Ogrodów jedynie nazwę. W pełni ją popieram – jej zgoda na projekt BAM/MPU oznaczałaby zawiedzenie zaufania mieszkańców głosujących na park, nie wspominając już o katastrofalnych skutkach dla samego parku. O tym, że jest on nam bardziej potrzebny niż nowe bloki nie muszę chyba nikogo przekonywać, zresztą powiedziano o tym już wiele i lepiej ode mnie.

Wnioskodawczyni oraz my wszyscy, którzy popieramy realizację „Ogrodów” w takiej formie, w jakiej zostały przedstawione głosującym na nie w Budżecie Obywatelskim, powinniśmy zrobić wszystko, by wyłączyć argument o umowie z PKP z dyskusji na linii prezydent Zdanowska – BAM/MPU/WGK – wnioskodawczyni. Nie dlatego, że stawianie na szali tunelu i Ogrodów skazuje Ogrody na porażkę. Dlatego, że jest to fałszywa alternatywa. Tak, jak umowa z PKP nie przeszkadza BAM/MPU w planowaniu na tym terenie bloków od dewelopera, tak też w dłuższej perspektywie nie koliduje z „Ogrodami”. Budżet Obywatelski był pomyślany przede wszystkim jako narzędzie badania potrzeb mieszkańców. Wynik „Ogrodów” w BO pokazał, że mieszkańcy Starego Polesia potrzebują tam zieleni. UMŁ, pozytywnie opiniując „Ogrody” w BO, zobowiązał się, że jeśli projekt wygra, zostanie zrealizowany do końca 2015 roku. Jeśli teraz „nagle” „okazuje się”, że w tym samym czasie UMŁ zobowiązał się umową z PKP, to sorry  - niech zapłaci za odnowienie parku po jego ewentualnym przyszłym zniszczeniu podczas budowy tunelu. Albo – jeśli to możliwe – wyznaczy inne miejsce dla PKP.

Powinniśmy również wspólnie zaprotestować przeciwko próbom sprzedaży tego terenu deweloperowi, który miałby tam budować bloki. Odpowiednie jednostki UMŁ miały czas, by opiniować projekt przed głosowaniem w Budżecie Obywatelskim i zaopiniowały „Ogrody Karskiego” pozytywnie. Dziś pozostaje jedynie dotrzymać słowa danego łodzianom i wybudować „Ogrody Karskiego”. Tylko tyle i aż tyle.

21:04, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
niedziela, 04 stycznia 2015
Podsumowanie 2014

Od ostatniego wpisu na Starym Polesiu wydarzyło się wiele i niestety nie sposób wszystkiego zrelacjonować, a że przy okazji nadszedł nowy rok, to i jest okazja, by poczynić małe podsumowanie 2014  i podzielić się nadziejami na 2015.

2014

1. Ponieważ w ostatnich wpisać mocno agitowałem wyborczo, spieszę donieść na pierwszym miejscu, że Współ-dzielnia Staropoleska wprowadziła troje kandydatów do rady osiedla, w tym i mnie! Dziękuję Wam, jeśli na mnie głosowaliście! Rada zaczyna działać od stycznia, więc jak tylko będę miał pierwsze wieści z frontu, nie omieszkam się nimi podzielić w oddzielnej notce. Niemniej samo nasze wejście do formalnych struktur zarządzających i organizacyjnych osiedla (nawet jeśli te struktury mają małe kompetencje), to ważny punkt w tym przyczółku łódzkich ruchów miejskich, w którym się jakoś znalazłem. Poza tym do Rady Miasta, z listy PO, dostał się szef stowarzyszenia kibiców ŁKS, czyli de facto największego ruchu społecznego w Starym Polesiu.

2. Niestety wczesną jesienią Kogle-Mogle zostały zamknięte. To ważne i smutne dla mnie wydarzenie. Kogle wytrwały rok z hakiem, wnosząc na Legionów bardzo dużo energii i kolorytu. Upadły, bo złożyło się na to wiele różnych czynników, ale główny, według mnie, był taki, że Kogle próbowały działać według modelu biznesowego kawiarni, lecz w rzeczywistości funkcjonowały nie jako kawiarnia, lecz jako swego rodzaju świetlica środowiskowa dla okolicznych zaniedbanych dzieciaków. Dla mnie Kogle były symbolem zmian na Starym Polesiu, zmian oczywiście na lepsze. Ilekroć przejeżdżałem tamtędy i widziałem rząd foteli kinowych wystawionych przed lokalem w cieplejsze dni i Martę bądź Jolkę na pecie z którymś z bywalców (dorosłych, mam na myśli), to miałem poczucie, że SP przestaje być miejscem, gdzie marzy się tylko o ucieczce stąd. Teraz tego poczucia mam jakby mniej...

3. W ramach budżetu obywatelskiego przy SP26 powstało pierwsze, otwarte, porządne boisko na osiedlu, z którego już korzystają okoliczne dzieciaki. A w tym roku Stare Polesie wygrało budżet obywatelski dla Polesia jeszcze bardziej niż w zeszłym. Dzięki zaangażowaniu wielu ludzi w 2015 mają powstać świetlice artystyczne (czy wypełnią pustkę po Koglach?), SP26 będzie przystosowana do potrzeb dzieciaków z niepełnosprawnością, na Legionów pojawi się plac zabaw i przede wszystkim ma zostać wybudowany pierwszy park na Starym Polesiu - Ogrody Karskiego. Niestety, istnieją podejrzenia, że w związku z budową tunelu średnicowego władze miasta mogą Ogrody Karskiego po prostu olać, no ale o tym więcej przy nadziejach na 2015. 

4. W tym roku z inicjatywy Społecznie Zaangażowanych zawiązała się Współ-dzielnia Staropoleska, czyli nieformalna koalicja podmiotów, którym, że tak to górnolotnie ujmę, dobro Starego Polesia leży na sercu. Okazuje się, że takich osób i instytucji jest całkiem sporo, nie będę wymieniał nazwisk, bo nie mam upoważnienia - kto chce, może sobie odnaleźć społeczność na fejsie, albo poprzez tego bloga dać znać, to napiszę coś więcej. W ramach Współ-dzielni Kogle zorganizowały półkolonie dla dzieciaków, w ramach Współ-dzielni odbyła się pierwsza dziadowska parada staropoleska dzielnie prowadzona przez Marię i wóz metafizyczny teatru Pinokio, za moment będzie szopka oraz szereg innych mniej lub bardziej spektakularnych działań aktywizujących mieszkańców i promujących Stare Polesie na mapie Łodzi.

5. I wreszcie, w Łodzi pojawiały się pierwsze duże pieniądze na działania rewitalizacyjne, w tym i działania miękkie. Z tego co się orientuję, ogłoszone zostały już pierwsze przetargi i pewnie już wkrótce będzie wiadomo coś więcej o tym kto, co i gdzie dokładnie realizuje w mieście i na Starym Polesiu. Co prawda, samo osiedle zostało przez łódzkich planistów, którzy sporządzili podział na kwartały rewitalizacyjne, po prostu niezauważone, a może raczej zignorowane i przecięte granicami "twardej" rewitalizacji, co może mieć opłakane skutki, zwłaszcza gdy zestawimy sobie tę granicę planowaną trasą Karskiego, ale o tym w następnej notce.

Wymieniłem tylko te wydarzenia z życia osiedla, które znalazły się w mojej orbicie. Oczywiście można by dodać wiele innych mniej lub bardziej istotnych, jak choć początek remontu famuły przy Ogrodowej, czy pojawienie się pasów dla rowerów na Żeromskiego, lecz już samo to zestawienie pokazuje, że był to ważny rok dla Starego Polesia. A 2015 będzie równie ważny, jeśli nie ważniejszy. Tylko czy ja będę w nim uczestniczył? Zobaczymy.

 

10:19, miejskie_narty
Link Komentarze (3) »
piątek, 14 listopada 2014
Jeszcze o wyborach do Rady Osiedla

O sobie pisałem w poprzedniej notce, dziś więcej o tym, dlaczego w ogóle warto się pofatygować do wyborów, czyli tekst, który napisałem  na ten temat do Miej Miejsce.

Już w najbliższą niedzielę (16.11) odbędą się wybory samorządowe, w ramach których wybieramy również Rady Osiedli. W tym roku to o tyle ważna informacja, że po raz pierwszy w Łodzi partyzanci miejscy albo społecznicy 2.0 albo po prostu ludzie, którym zależy na okolicy samodzielnie i w sposób zorganizowany próbują „sięgać po władzę” właśnie na tym szczeblu.

Rady Osiedli mają dosyć ograniczone kompetencje (link do BIP-u z zadaniami RO) i nie niosą ze sobą praktycznie żadnych przywilejów, dość wspomnieć, że jedynie przewodniczącemu i innym członkom RO pełniącym funkcje może zostać przyznana dieta nie przekraczająca 5% (słownie: pięciu procent) wysokości diety Przewodniczącego Rady Miasta. (odpowiedni BIP). Jednak często partie traktują RO jako szkółkę dla swoich działaczy, którzy później być może dostaną szansę sprawdzenia się na prawdziwym politycznym froncie, stąd też pojawiające się listy partyjne (kolejny BIP do przejrzenia) i czasami całkiem spora konkurencja o miejsca w Radzie.

Te wybory są wyjątkowe, ponieważ dotychczas w Łodzi aktywni społecznie działacze albo startowali w wyborach do Rady Miasta z końcowych miejsc list partyjnych, albo wybierali działanie z ramienia trzeciego sektora,  formalnie nie decydując się na udział w strukturach władzy. Skutek jest taki, że „stara władza” w Łodzi może czuć się bezpieczna – obywatelska nowa fala jej w tym roku nie zagraża, przynajmniej na poziomach, które cokolwiek znaczą z punktu widzenia sprawowania władzy.

Tymczasem na poziomie „jednostek pomocniczych” już jest szansa, że społecznicy będą mogli wpływać na najbliższą okolicę w sposób systemowy i niezależny od partyjnych interesów. Oto swoje listy zawiązały co najmniej dwa komitety powstałe oddolnie, bez partyjnych pieniędzy i struktur: „Odnowa Teofilowa i Wielkopolska” oraz „Współ-dzielnia staropoleska”, grupy działające lokalnie od dłuższego czasu, które doskonale wykorzystały narzędzie dane obywatelom dwa lata temu przez władze miasta –  budżet obywatelski –  i zmobilizowały mieszkańców najbliższej okolicy, by pomóc im zdobyć to, czego chcieli sami mieszkańcy. Na Starym Polesiu jest już nowe boisko na Pogonce, za rok będą Ogrody Karskiego, a to tylko niektóre z „wygranych” projektów, a projekty BO to tylko niektóre z działań realizowanych przez ludzi tworzących Współ-dzielnię przez ostatnie 4 lata.

Ludzie w polskich miastach wreszcie zaczynają dostrzegać, że w rozwoju nie liczy się wyłącznie PKB, że ważne jest również to, by jak najwięcej ludzi żyło w godnych warunkach – by nie trzeba było wozić dzieci do szkoły na drugi koniec miasta, by do parku czy placu zabaw można było dotrzeć pieszo, by za oknem nie mieć wyłącznie brzydoty i hałasu. To teraz jest moment, żeby rozejrzeć się po okolicy i sprawdzić, czy i u Was nie powstały oddolne ruchy, którym zależy na tym, by mieć miejsce. Pamiętajcie,  komisje wyborcze w głosowaniu do Rad Osiedli mogą być w innych lokalach niż komisje organizujące „prawdziwe” wybory samorządowe. Sprawdźcie, gdzie jest wasz lokal wyborczy, sprawdźcie, kto kandyduje w  okolicy i idźcie wybrać swoje Rady Osiedli.  Nie trzeba być zameldowanym na osiedlu, w którym się głosuje, wystarczy tu mieszkać. I nam zaufać.

08:06, miejskie_narty
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 listopada 2014
Wybory do Rady Osiedla.

No i stało się. Współ-dzielnia Staropoleska zarejestrowała listę kandydatów na radnych do Rady Osiedla Stare Polesie, na której pod numerem 10 znajduje się moje nazwisko. W ulotce wyborczej (!), jak widać poniżej, przedstawiając się, odsyłam potencjalnych, szanownych wyborców tutaj, więc to jest właśnie ten moment, w którym powinienem dokonać oficjalnej autoprezentacji.

Nazywam się Maciej Urbański, od dziesięciu lat mieszkam na samym końcu Próchnika, tuż przy Lipowej. O tym, czym zajmuję się zawodowo, można przeczytać tutaj. Stare Polesie darzę uczuciem mocnym, acz ambiwalentnym. Ci z Was, którzy byli już tu wcześniej, znają moje poglądy na osiedle. Dla tych, którzy są po raz pierwszy i którym nie chce się przedzierać przez archiwalne i pewnie czasami nudnawe notki, streszczam. Dla Starego Polesia chciałbym przede wszystkim, żeby stało się miejscem, gdzie mieszka się na tyle wygodnie i dobrze, że po prostu chce się tu mieszkać. Żeby ludzie starsi i ludzie z małymi dziećmi - jak ja - nie tylko nie planowali wyprowadzki, lecz żeby chcieli się tu wprowadzić. Co musi się stać, żeby to nastąpiło? Ja to widzę to widzę w ten sposób:

  • Ruch samochodowy musi być uspokojony. Wtedy będzie nie tylko bezpieczniej i ciszej, lecz także przyjemniej. Przecież dla nas, mieszkańców, nasze bezpieczeństwo i komfort życia są ważniejsze niż wygoda przejezdnych kierowców jak najszybciej przecinających Stare Polesie. Dlaczego między blokami Retkinii czy Widzewa ruch może być uspokojony, a między kamienicami Starego Polesia mają być jednokierunkowe dwupasmówki?
  • Zapewnić więcej zieleni. Trzeba zrobić wszystko, żeby Stare Polesie przestało być betonową pustynią. Do końca 2015 mają powstać Ogrody Karskiego, wywalczone dzięki Marcie Karbowiak (też startuje!), ale potrzeba więcej trawników, więcej skwerków i więcej zieleńców.
  • Trzeba zadbać o dzieciaki ze Starego Polesia, bo to one już wkrótce będą stanowić o tym miejscu. Potrzeba jak najwięcej placów zabaw, ogólnie dostępnych boisk (nowe boisko przy SP 26 na Pogonce już jest, wywalczone dzięki ekipie ze szkoły a także Szymonowi Iwanowskiemu (też startuje!)) i otwartych, bezpiecznych podwórek.

Oczywiście na Starym Polesiu potrzeba jeszcze wielu innych rzeczy, a przede wszystkim potrzeba otwarcia się na ludzi. Współ-dzielnia Staropoleska właśnie to robi, otwiera się na ludzi i buduje tożsamość lokalną. Dzięki skromnym bo skromnym, ale jednak jakimś narzędziom zapewnianym przez udział w Radzie Osiedla chcemy robić to, co już do tej pory robimy, lecz w szerszym wymiarze. Głosujcie:-)

Tutaj link z adresami komisji wyborczych przyporządkowanymi do odpowiednich ulic. To ważne, bo w wyborach do Rady Osiedla czasami głosuje się w innych miejscach niż przy wyborze radnych i prezydenta.

 

23:59, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2014
Budżet Obywatelski 2015

Właśnie ogłoszono wyniki konsultacji społecznych, w których łodzianie doradzali władzom miasta, na jakie inwestycje przeznaczyć 1% budżetu miejskiego w roku 2015. Z tych konsultacji decydenci dowiedzieli się, że łodzianom bardzo zależy na inwestycjach związanych ze szkołami i przychodniami (w 65 „zwycięskich” projektach znalazło się 11 „przychodniowych” i 14 „szkolnych” – żaden inny typ instytucji nie jest tak licznie reprezentowany wśród wygranych), co chyba nikogo nie dziwi, nie tylko dlatego, że placówki oświatowe są w Polsce niedoinwestowane a  społeczeństwo Łodzi jest coraz starsze i nie najzdrowsze.

Największym echem odbiło się zwycięstwo projektu L0085 w kategorii ogólnomiejskiej, który zgarnął ponad 8,7 mln z dziesięciomilionowej puli i dzięki któremu koalicja 15 łódzkich szkół poprawi swoją infrastrukturę sportową. Skutkiem ubocznym jest to, że w tej kategorii przepadły wszystkie inne projekty wycenione na więcej niż 1,3 mln, które zebrały mniej głosów niż projekt L0085. Wszyscy ci wnioskodawcy, którzy zdecydowali się złożyć swoje projekty jako ogólnomiejskie po prostu mieli pecha – padli ofiarą systemu, który promuje silniejszych i lepiej zorganizowanych, czyli np. szkoły, organizacje pozarządowe, kluby sportowe czy właśnie przychodnie. I to budzi oburzenie wielu osób, pojawiają się głosy nawołujące do ograniczeń kwotowych przy składaniu projektów – np. do 50% puli w danej kategorii. Według mnie to bardzo dobra propozycja, jednak nie rozwiąże one problemu, ponieważ leży on gdzieś indziej.  

Owszem w tym roku tak się stało, że koalicja instytucji danego typu zgarnęła jednym projektem 87% puli i warto by było wprowadzić mechanizm uniemożliwiający tego typu „zawłaszczenia” budżetu. Ale przecież gdyby w tegorocznym BO był limit kosztów pojedynczego projektu określony na 50% puli, to co stałoby na przeszkodzie, by ta sama koalicja złożyła dwa projekty po 4,5 mln każdy? Albo podzieliła się na dwie mniejsze koalicje? Nic, oczywiście.

Jeśli spojrzymy na konsultacje społeczne „Budżet Obywatelski 2015” całościowo, to okazuje się, że szkoły i przychodnie zgarnęły 17,4 mln z 40 mln, czyli 43,5% całej puli. Gdy przyjrzymy się głosom oddanym na zwycięskie projekty, to szkoły i przychodnie pozyskały 73 707 głosów z ogółu 162 211 głosów oddanych na zwycięskie projekty, co stanowi ich 45,4%. Więc dwa typy instytucji, które wygrywały w tegorocznym BO najczęściej zgarnęły ponad 40% głosów i 40% pieniędzy. Dlaczego akurat szkoły i przychodnie? (I czy naprawdę władze miasta potrzebują gigantycznego mechanizmu BO, żeby się o dowiedzieć, że tego typu placówki są niedofinansowane?!)

Odpowiedzi bym szukał u źródeł, czyli w tym, czym BO w rzeczywistości jest. Formalnie są to konsultacje społeczne o określonym regulaminie. De facto więc mieszkańcy nie tyle wybierają w głosowaniu projekty, ile biorą udział w konsultacjach, na podstawie których później prezydent decyduje, jakie inwestycje zrealizować w budżecie na następny rok. Ktoś z niezbyt dobrze wyrobionymi kompetencjami społecznymi mógłby porównywać BO do wyborów np. samorządowych czy Rady Osiedli – nic bardziej mylnego. Wybory, mocą odpowiednich ustaw, są wiążące, konsultacje to tylko konsultacje – i dlatego w zeszłym roku okazało się, że pula pieniędzy została zwiększona i kilka projektów zostało dodanych, a niektóre projekty nie zmieściły się w jednym roku (jeden z wymogów), lecz i tak zostaną zrealizowane. Inną różnicą między wyborami a konsultacjami jest inne rozłożenie priorytetów na osi zabezpieczenia – frekwencja.  Twórcy Budżetu Obywatelskiego, w odróżnieniu od ustawodawcy, za cel nadrzędny postawili sobie zachęcenie jak największej liczby mieszkańców do oddania głosów, traktując BO jako narzędzie stymulujące partycypację społeczną w procesie sprawowania władzy. Ta „inkluzyjność” ma jednak swój koszt – żeby osiągnąć dużą frekwencję trzeba usunąć wszelkie bariery w oddawaniu głosów czyli w wyrażaniu opinii i zgodzić się na to, że jakaś część głosów pozyskana będzie nieuczciwie, niemoralnie czy w sposób, w którym granica między uczciwością a jej brakiem jest grząska i niepewna. Weryfikacja oddających głosy jest umowna, karty do głosowania może drukować każdy, można do woli pośredniczyć w zbieraniu i znoszeniu głosów do punktów głosowania. Samo konsultowanie mieszkańców (głosowanie) w tym roku trwało tydzień, a dla co bystrzejszych nawet dwa tygodnie. Jak? Prosto – wzór kart do głosowania został opublikowany na tydzień przez rozpoczęciem głosownia, a ponieważ można pośredniczyć w zbieraniu głosów, to w rzeczywistości można było zbierać podpisy na kartach do głosowania przez cały tydzień, by w sobotę 23 września – pierwszego dnia BO – o 10.00 rano wrzucić do urny paczkę z tysiącem już ładnie wypisanych kart. I dalej iść zbierać. To karty papierowe (z którymi można było robić jeszcze wiele innych rzeczy).

W internecie rzecz miała się jeszcze prościej: wystarczyło mieć bazę z danymi osobowymi i PESEL-ami oraz mocną wiarę, że osoby, których danymi dysponujemy raczej same nie zagłosują. Skąd wziąć takie informacje? Można było je zachować z zeszłorocznego głosowania w ramach BO, można po prostu je mieć w komputerze w biurze i z pewnością można je zdobyć na szereg innych sposobów. W tym roku pojawiały się doniesienia o ludziach, którym „skradziono” PESELE – czyli ktoś za nich oddał głos, co zauważyli wtedy, gdy sami chcieli zagłosować (przepraszam – wziąć udział w konsultacjach).  Ile osób nie zauważyło, że oddano za nich głosy? Czy wśród skradzionych głosów były głosy na zwycięskie projekty? Nie wiadomo – w końcu z punktu widzenia władz BO jest sukcesem wtedy, gdy jest duża frekwencja, a poza tym jak udowodnić, że ktoś oszukiwał, a nie np. wpisał PESEL sąsiadki przez pomyłkę. Nie ma więc żadnego powodu, by to rozgrzebywać, zwłaszcza teraz, tuż przed wyborami (w których już nie można pośredniczyć w oddawaniu głosów). No i w ogóle po co robić kontrole i doszukiwać się dziury w całym, skoro społeczeństwo tak ładnie partycypuje…

Ja to się ma do szkół i przychodni? Czy chcę przez to oskarżać te placówki o nieuczciwość? Nie, nie chcę, nie mam żadnych podstaw. Ale ma to się do nich tak, że akurat i szkoły i przychodnie mają dostęp nie tylko do baz danych uczniów i pacjentów, ale mają przede wszystkim dostęp na samych uczniów i pacjentów. Nie muszą oszukiwać, wystarczy, że dyrektorzy tych instytucji użyją swoich struktur – pracowników, pacjentów, uczniów i ich rodzin, by już mieć gigantyczną przewagę nad innymi wnioskodawcami. Koalicja 15 szkół wygrała w budżecie ogólnomiejskim nie dlatego, że mieszkańcy Łodzi uważają, że akurat na te 15 szkół należy przeznaczyć 8,7 z 10 milionów. Wygrała dlatego, że razem te dysponują największym zapleczem. I dlatego, że można pośredniczyć w oddawaniu głosów.

Ja nie mam nic do szkół i przychodni. Grały według takich reguł, jakie zostały ustalone. Wydaje mi się, że utyskiwanie, że nie wszyscy dorośli do odpowiednich form mechanizmów demokratycznych jest nie na miejscu. Bardziej na miejscu byłoby przyznanie przez twórców BO – „Nie jest ważne, kto wygra i jak wygra. To sprawa poboczna. Ważne, żebyście ludzie partycypowali”. I robili frekwencje, która skądinąd przydaje się przed wyborami. No, ale tego nikt przecież publicznie nie powie. Więc będziemy słyszeć różne propozycje – kwoty, algorytmy i co tam jeszcze, a o uściśleniu głosowania raczej nie usłyszymy.

Ale czy naprawdę wysoka frekwencja warta jest swojej ceny?  

 

PS. To, że nie piszę o fajnych rzeczach w tegorocznym BO, nie znaczy, że ich nie widzę. Ten wpis jest o zasadach i o moim poczuciu sfrustrowania z tego powodu, że te zasady się nie zmienią.

18:53, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lipca 2014
Woonerfy, podwórce i parki kieszonkowe

Parę dni temu na fejsie pojawiło się zdjęcie z 6 Sierpnia, na którym widać kilka zaparkowanych byle gdzie samochodów. Na dopiero co oddanym do użytku, szeroko opisywanym, w tonach pełnych ekscytacji i zachwytu, pierwszym w prawieEuropie prawieśrodkowej woonerfie.

Oczywiście podzielam zachwyt wszystkich tych, którzy cieszą się, że fragment ulicy 6 sierpnia stał się przyjaźniejszy dla mieszkańców i doceniam wkład ludzi, którzy przyczynili się do przebudowania tej ulicy. No, ale nie po to prowadzę tego bloga, że szerzyć (właśc.: szerować) wyrazy uznania i rozpływać się w chwaleniu cukru, bo słodki. Powiem więc o tym, co mnie niepokoi od samego początku pojawienia się idei woonerfu w Łodzi. Otóż niepokoi mnie właśnie nadmiar marketingowego, projektowego podejścia (w sosie soszalmediowym) do wprowadzania zmian w charakterze przestrzeni miejskiej, dość oczywistych w czasoprzestrzeni, do której chcielibyśmy przynależeć.

Objawia się to w uporczywym lansowaniu nazewnictwa: woonerf i podwórzec miejski są odmieniane przez wszystkie przypadki, przy czym daje się zauważyć, że niektóre frakcje wolą jedną nazwę, inne drugą i konsekwentnie, z wytrwałością godną SEO copywritera, wklejają je we wszystkie swoje publiczne wypowiedzi. Dlaczego to jest niebezpieczne? Dlatego, że jeśli mówimy o woonerfie, to mówimy o czymś co nie jest zwykłą uspokojoną, przeprojektowaną ulicą w mieście. Woonerf to przeszczep, to moda, która być może się przyjmie, ale najprawdopodobniej, jak to z modą, za moment okaże się, że już straci swój powab świeżości dla mediów i tym samym dla ludożerki. 

Oczywiście doskonale rozumiem, że żeby sprzedać coś nowego, trzeba to atrakcyjnie opakować i chwytliwie nazwać i o ile woonerf, kojarzący się z egzotycznie uporządkowaną i nieludzko poukładaną Holandią fajnie spełnił swoją rolę, o tyle zupełnie nie rozumiem usilnych, acz z góry skazanych na porażkę starań Fenomenu, żeby wszczepić dodatkowo "podwórzec miejski".

Ale wróćmy do niebezpieczeństw etykietowania. Mamy już woonerf na 6 Sierpnia i okazuje się, że nie bardzo wiemy co z nim zrobić. W pierwszych dniach po otwarciu media zaroiły się od zdjęć ludzi, którzy przyszli tam jak "na Piotrkowską", żeby zjeść lody, posiedzieć chwilę na ławce i porozkoszować się woonerfem. A jakieś dwa tygodnie później są już zdjęcia parkujących byle jak samochodów. Co ja z tego wnioskuję (nie ma mnie w Łodzi, więc mam tylko obraz z mediów i fejsa)? To, że wychodzi na to, że woonerf na 6 Sierpnia wyszedł nam czymś w rodzaju przedłużenia Piotrkowskiej. Miejscem, gdzie w weekend można przyjść do restauracji, miłym oku, przyjaznym pieszym, ale nie wykluczającym kierowców (jak Piotrkowska). Jak łatwo się domyślić, nie mam nic przeciwko temu, by Piotrkowska rozrastała się na boki, cieszy mnie to bardzo, ale czy mam rozumieć, że  jej gałąź nazywa się woonerfem tylko dlatego, że trzeba było jakoś sprzedać tę ideę w zeszłorocznym budżecie obywatelskim? I, co istotniejsze – czy pierwszy woonerf jest odgałęzieniem Piotrkowskiej także dlatego, że większość z nas tak naprawdę nie wie, o co w tym całym woonerfie chodzi, więc przyjmuje go trochę jak małą Piotrkowską?

Teraz chcemy woonerfów na Gdańskiej, na Moniuszki, na 1 Maja, na Piramowicza i jeszcze pewnie w paru innych miejscach, które według różnych mniej lub bardziej specjalistów "nadają się" na woonerf. Głównie dlatego, że ruch samochodowy tam jest znikomy, a na ulicy, oprócz parkowania, "nic się dzieje". I jeśli woonerf uda się wszczepić na łódzki grunt, okaże się, że za rok, dwa, będziemy mieli kilka fragmentów ulic w centrum "uwoonerfionych", pełne samozachwytu statusy prezydent Zdanowskiej na fejsie (o ile wygra wybory) i wysoki poziom endorfin u paru urzędników. Natomiast nie będziemy mieli zmiany systemowej w charakterze ulic w centrum Łodzi.  

Co stoi na przeszkodzie, żeby wreszcie powiedzieć sobie, że chcemy centrum Łodzi przyjaznego dla mieszkańców? I zdefiniować tę przyjazność. Jak byśmy do tego nie podchodzili, to wyjdzie nam, że potrzeba więcej zieleni, mniej ruchu samochodowego, więcej przestrzeni dla mieszkańców – skwerków, placów zabaw, boisk, trawników, ciszy i obiektów, które są estetyczne i czyste: ławek, koszy na śmieci, stojaków na rowery, równych chodników, zaplanowanych ulic.

Co stoi na przeszkodzie, żeby sobie wreszcie powiedzieć, że do tej pory centrum Łodzi było źle zorganizowane, źle zaplanowane, że żyje się tu w zdecydowanej większości źle – bo ktoś kiedyś źle zrobił wiele rzeczy w przestrzeni publicznej i trzeba to wyprostować. Jak wyglądam przez okno i widzę jedno drzewo, które rozwala i tak krzywy chodnik, na którym nie ma ani jednego kosza na śmieci, ani jednego stojaka na rowery, ani pół metra kwadratowego trawnika; jak widzę asfaltową ulicę, szeroką na jakieś pewnie 8 metrów, na której nie ma ani wymalowanego żadnego pasa, lecz przy której zawsze parkują w bardzo przypadkowym „porządku” samochody głównie mieszkańców oraz pracowników i  klientów lokalnych przedsiębiorstw, to choć marzy mi się coś, co wielu moim znajomym aktywistom miejskim przywodzi na myśl woonerf czy – jak ostatnio usłyszałem –  „park kieszonkowy” myślę o tym inaczej.

Mnie marzy się decydent, który powie – ulice w centrum Łodzi są źle zaprojektowane, bo kiedyś planiści w tej części Europy źle projektowali. Żebyśmy żyli w przyzwoitych warunkach, musimy je zmienić. Zaczynamy od Strefy Wielkomiejskiej, bo to jest nasze dziedzictwo i ten obszar musimy zadbać w pierwszej kolejności, jeśli chcemy zachować miejski charakter Łodzi. Inaczej w ciągu dziesięciu lat się rozleci i po jednej stronie śródmieścia będziemy mieli Nowe Wspaniałe Centrum Łodzi z dworcem obsługującym 200 tys. pasażerów dziennie oraz Bramę Miasta (oh, wait..), a z drugiej strony ziejącą pustkami strefę niczyją. Harmonogram jest taki, a taki. Te ulice będą zwężone, będą posadzone drzewa, będziemy łączyć funkcję ulic, parków, skwerów i placów zabaw w jednej przestrzeni, która do tej pory służyła gównie tranzytowi samochodowemu. Tamte ulice, niestety, muszą jednak w pierwszej kolejności pozostać tranzytowe, ale zrobimy wszystko, żeby były bezpieczne i będziemy kompensować robiąc mini parki (niech nawet się nazywają kieszonkowe), w podwórkach, które będziemy się starali łączyć ze sobą.

Nie chcę „woonerfu”, wygranego w plebiscycie o nazwie Budżet Obywatelski. Nie chcę egzotycznego przeszczepu europejskiej normalności, chcę planowego działania wynikającego z namysłu nad funkcją miasta w XXI wieku w kontekście posiadanych zasobów i przewidywanych trendów. Zwłaszcza, że w Łodzi jest to stosunkowo proste, bo jesteśmy miastem jednocześnie młodym i zniszczonym. Miastem, którego losy się właśnie ważą i albo zrozumiemy, że musimy dostosować się oczekiwań XXI-wiecznego Europejczyka albo pozostaniemy tym nie wiadomo czym, czym jesteśmy dziś. Jesteśmy miastem, w którym już wszyscy chyba wiedzą, że musi się zmienić i które przecież już się zmienia (co przerażające: chaotycznie i bez planów). Łódź to raptem dwa stulecia miejskości i raptem 70 lat działania uczelni wyższych. Jedyne co mamy wartościowego w sensie architektonicznym, to właśnie te już prawie doszczętnie zniszczone kamienice, pałace i fabryki w śródmieściu, między którymi dziś biegną dwupasmowe tranzytowe ulice łączące nie za bardzo wiadomo co (przecież nie mamy nawet obcych korpo w centrum, do których trzeba dojeżdżać). Kamienice, pałace i fabryki. Z czego najwięcej oczywiście kamienic, których funkcja jest od momentu ich powstania niezmienna: służą do mieszkania. W centrum Łodzi najwięcej z wartościowych budynków ma funkcję mieszkalną. Miesz – kal – ną. No naprawdę nie trzeba tutaj geniusza, że wpaść na to, że lepiej się mieszka, jak pod oknem ma się uspokojony ruch, drzewa i dzieciaki niż dwupasmową Wólczańską, Struga, Więckowskiego, Żeromskiego, Próchnika, Żeligowskiego, Zachodnią czy Kościuszki.  

Woonerf, mimo, że punktowo robi nam dobrze, systemowo jednak oddala nas wprowadzania głębokich zmian w celu zaprowadzenia normalności.  



15:56, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 maja 2014
Jest coraz ciekawiej

Na Starym Polesiu robi się coraz ciekawiej.Wyliczę pokrótce w punktach:

1. Przy Gdańskiej 19 otworzyła się Oficyna. Jak będzie funkcjonować, jak będzie wpływać na lokalsów, czyli np. na mnie i moje dzieci, tego jeszcze nie wiadomo, musi upłynąć trochę czasu. Niezależnie od jej przyszłych losów, pojawienie się Oficyny na Starym Polesiu bardzo mnie ucieszyło, przede wszystkim dlatego, że od dawna czekałem na taką "offową" inicjatywę w okolicy. Kibicuję OFF Piotrkowskiej, z sympatią patrzę na WIMĘ, zazdroszczę PR-u Księżemu Młynowi, ale rozum i serce podpowiadały mi od dawna, że prawdziwy off najlepiej by się miał właśnie na Starym Polesiu. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że SP jest o wiele bliżej "centrum" niż KM czy WIMA, ale jednocześnie jest o wiele tańszy, przez to automatycznie o wiele bardziej atrakcyjny dla naprawdę offowych inicjatyw niż okolice Piotrkowskiej, czyli OFF-Piotrkowska. Po drugie pojawienie się Oficyny może unaocznić niedowiarkom, jak fajne i pełne życia mogą stać się podwórka. Oficynę z Gdańskiej trudno zauważyć - ale gdy przekroczy się bramę, wejdzie na podwórko, zobaczy imponujący kasztan, to od razu widać, jak wiele w takim miejscu można zrobić. Stare Polesie, z ulicami, które póki co służą lepiej szybkiemu tranzytowi samochodów niż mieszkańcom, jest bardziej atrakcyjne "od zaplecza". Trzeba tylko te podwórka trochę ucywilizować. (Żeby się przekonać, jaki niewykorzystany potencjał się w nich kryje, wystarczy rzucić okiem na placyk, który pojawiał się na widoku przy Legionów, po wyburzeniu drewnianych warzywniaków.

2. Z roku na rok pojawia się coraz więcej inicjatyw społecznych oferujących kulturę i rozrywkę dla mieszkańców, co ważne, organizowanych przez ludzi i instytucje stąd. W tę sobotę jest kolejna, już czwarta, Majówka Poleska przy SP 26 na Pogonowskiego, tym razem żegnająca stare boisko, które wkrótce zostanie zastąpione nowym, "wygranym" w BO. W zeszłym tygodniu majówkę robiła SP36 przy Więckowskiego. W ten weekend majówkę planuje również SP23 przy Gdańskiej, a Teatr Pinokio rozpoczyna festiwal Teatralna Karuzela, w który angażują się również Kogle-Mogle (jak zresztą i w majówkę przy SP26). Pinokio parę tygodni temu gościł już w bramach Starego Polesie z przedstawieniami dla dzieciaków, które wzbudziły duże zainteresowanie. Widać, jak duże jest zapotrzebowanie na kulturę i widać, że trzeba do tych dzieci wychodzić, bo same do teatru nie trafią.

3. Wczoraj minął termin składania wniosków do kolejnej edycji Budżetu Obywatelskiego i już teraz wiadomo, że we wrześniu będzie się działo! Na razie jest informacja, że z Polesia wpłynęło 129 wniosków, ile z nich będzie dotyczyło Starego Polesia - zobaczymy. Sam wiem o sześciu: jeszcze raz będziemy walczyć o halę ŁKS-u przy Pogonowskiego; SP26 chce w tym roku pozyskać środki na przystosowanie do potrzeb dzieci z niepełnosprawnością ruchową; wspomniany wyżej placyk z Legionów będzie miał szansę, by stać się placem zabaw; lokalni i zaprzyjaźnieni artyści chcą utworzyć świetlice artystyczne, zapuszczony plac między Mielczarskiego a Manufakturą być może stanie się parkiem(!), a 1 Maja między Gdańską i Wólczańską - woonerfem. O czym pisze Witek na nowym blogu o Starym Polesiu, którego powstanie uważam za kolejny krok w kierunku utworzenia lokalnej gazety, o której już kiedyś pisałem, a o której cały czas nie mogę zapomnieć. Witkowi oczywiście gratuluję doskonałej roboty i trzymam kciuki, by wytrwał w tym, jakże pracochłonnym, zadaniu, którego się podjął.

13:58, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13