Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
wtorek, 23 lutego 2010
Skoksowani kolesie

Na rogu Próchnika i Żeromskiego jest sobie kamienica, po której dobrze się maże sprejem. Najpierw było coś, czego już nie pamiętam, potem Straż Miejska została zmuszona do podjęcia akcji wypisywania mandatów właścicielom i administratorom  za nieusunięte napisy o treści rasistowskiej, w wyniku której pojawiły się widoczny na zdjęciu gustowny różowy podkład, potem pojawił się czarny napis widoczny teraz na pierwszym planie - czyli "skoksowani kolesie - ŁKS Polesie", następnie równie stylowy, co oryginalny RTS przeplatany gwiazdami Dawida (nie wiem, czemu edytor bloksa nie ma ich w puli symboli), niestety dziś już niewidoczny, a na koniec, w miejsce granatowych gwiazd i RTS-u wykwitły te żółtawe ciapki, które można dostrzec na focie. I ten stan utrzymuje się już co najmniej pół roku.

Jak to wszystko interpretować? Zacznijmy od Straży Miejskiej. Całą akcję wlepiania mandatów właścicielom i administratorom budynków za tolerowanie napisów na murach uważam za słuszną, mimo że wzbudzała ona sporo kontrowersji. Że niby za akt wandalizmu karała ofiarę tegoż aktu, a nie sprawcę. Otóż nie. Kara spotykała właścicieli nie za akt, lecz za tolerowanie skutków tego aktu. Za sam akt, gdyby nieudolne SM czy policja były w stanie ich złapać, oczywiście odpowiadaliby sprawcy, Czy kara nałożona na nich byłaby wyższa niż mandat na administratora, to już inna kwestia, choć oczywiście absurdów w Polsce (więc i w Łodzi) nie brakuje. Straż Miejska, wiem to bo widziałem ich akcję na własne oczy, brała na celownik (czyli przyjeżdżała, robiła fotę i nakazywała administratorowi usunięcie napisu  wciągu 24 godzin pod groźbą mandatu w wysokości 500 zł) jednak wyłącznie te zgłoszone przez kogoś budynki. I tak na przykład przyjechali do naszej kamienicy, na której od lat widniała zapomniana przez wszystkich gwiazda Dawida, pstryknęli i pojechali dalej. Tyle tylko, że przyjeżdżając zaparkowali po drugiej stronie ulicy, dokładnie pod taką samą, jeśli nie większą gwiazdą wkomponowaną w zmyślny "Żydzew" (gwiazdy zamiast "Ż" i "w"). Lecz ich już nie sfotografowali (kilkanaście tygodni później stamtąd też zniknęły). Wydaje mi się, że przez te kilkanaście tygodni naprawdę wiele kamienic pozbyło się wulgarnych i rasistowskich napisów ze swoich murów. I stąd all in all plus dla strażników.

Teraz ludzie, którzy dzwonią/dzwonili. No ok, tak trzeba robić. Sam jednak nie zebrałem się ani razu, by zadzwonić po SM, choć jak żuliki piją mi pod oknem i hałasują, to raczej dzwonię. Być może wychowałem się w takim kontekście kulturowym, że taka akcja po prostu byłaby przyjęta jako szczyt żenady, obciachu czy lipy, mimo że z gruntu jest słuszna. Trudno powiedzieć. Myślę, że zadzwonię w końcu w sprawie skoksowanych kolesi także po to, by przekonać się, czy akcja jeszcze trwa i czy "kolesie" kwalifikują się pod mandat, bo jest najciekawsze w tej przydługawej historii. Czyli przechodzimy do trzeciej strony wciągniętej w wir akcji SM - do ludków odpowiedzialnych za zamalowanie napisów. W przypadku mojej kamienicy ja byłem za to odpowiedzialny. Co zrobiłem? Ano policzyłem, ile metrów ma front kamienicy, pomnożyłem to przez 2 z małym hakiem (wysokość od ziemi do mniej więcej okien na parterze) i zamówiłem odpowiednią ilość farby plus 10 litrów. Całość z malowaniem kosztowała kilkaset złotych (o ile dobrze pamiętam 500). Po prostu dla mnie było oczywiste, że należy wykorzystać okazję, bo choć trochę odświeżyć elewację - choćby do wysokości 2 metrów. Farbę oczywiście dobrałem tak, by jak najmniej odcinała się od reszty budynku.

A co sobie myśli ktoś, kto najpierw paćka napis na różowo, potem, gdy pojawia mu się "Skoksowani kolesie..." nie robi nic, a dopiero, gdy mu na "kolesiach" domalują gwiazdy Dawida zamazuje je jeszcze innym kolorem farby tak, by przypadkiem nie najechać na "kolesi"? Co sobie taki ktoś myśl? Nie ma zielonego pojęcia. W całej Łodzi jest mnóstwo przykładów bezmyślnego zamalowywania napisów - robi się to punktowo, w kolorach od czapy, czasem wręcz (bym nie uwierzył, gdybym nie zobaczył na Jaracza) poprawiając litery napisu farbą zbliżoną kolorem do elewacji. Efekt -  spodziewany. No, ale co trzeba mieć z głową nie tak, żeby zamalowując omijać część napisu? Możliwości dla mnie są dwie, a właściwie jedna. Albo zamalowywał to ten, kto wrzucił wcześniej "kolesi" albo ten człowiek źle dawkuje medykamenty. Tak czy inaczej musi być skoksowany. Tylko dlaczego innym mieszkańcom to nie przeszkadza?

22:47, miejskie_narty , forma
Link Komentarze (4) »
niedziela, 21 lutego 2010
Camerimage

Nie będę się zbytnio rozwodził nad tym, co do tej pory w związku z aferą festiwalowo-referendalną miało miejsce, lecz chciałbym tylko pokrótce potraktować to, co się (jeszcze) nie zadziało.

Najświeższe (dla postronnego, choć zainteresowanego obserwatora) doniesienia z frontu prowadzonego przez dymisjonowanego generalissimusa Tomaszewskiego i watażkę Żydowicza przeciwko ambitnym kapitanom sztabowym Walaskowi i Jońskiemu obejmują artykuł Jakuba Wiewiórskiego z 16 lutego, w którym autor właściwie przesądza o pozostaniu CI w Łodzi, pojedynczy njuz z wiadomości TOK FM z rana 17 lutego, gdzie dziennikarz mówi o odtrąbieniu przez Żydowicza ostatecznego ostatecznego ostatecznego odwrotu z Łodzi( nie mam linka, po prostu słyszałem to przy śniadaniu) i artykuł z Dziennika z 19 lutego, w którym okazuje się, że Tomaszewski stał się przedstawicielem łodzian wybranym (?), by w ramach formalnej procedury zmusić radnych po ponownego rozpatrzenia sprawy finansowania centrum i wywrzeć na nich nacisk, by oczywiście rozpatrzyli ją w sposób korzystny dla Gehry'ego i Żydowicza. W tym celu zawiązała się inicjatywa, bezpartyjna oczywiście. Autorzy inicjatywy na ustach mają, ma się rozumieć dobro Łodzi: "Jesteśmy bezpartyjną inicjatywą, tworzoną przez mieszkańców Łodzi. Potrzebujemy min. 6 tys. podpisów, by łodzianie przywrócili podium sztuce filmowej w naszym mieście. Zbieramy je, by Rada Miejska pozwoliła miastu m.in. pozyskać z zewnątrz 500 mln!" i "Realizacja Centrum Festiwalowo – Kongresowego Camerimage Łódź – Center (CŁC) może przynieść Łodzi, ale także regionowi i Polsce olbrzymie korzyści".

Jak ja rozumiem te "fakty medialne". Otóż Jakub Wiewiórski chlapnął dosyć nieopatrznie analizę okraszoną dość definitywnymi stwierdzeniami i jednoznacznym tytułem, Marek Żydowicz przeczytał, sięgnął po telefon i wykrzyczał: "Haj Dejwid, tfu, sorry, to TVN24? Aaa, Tok FM, może być - chcę zakomunikować, że Camerimage wynosi się z Łodzi..." Potem zadzwonił do niego Tomaszewski i mówi: "Marek, uspokój się, jeszcze nie wszystko stracone, zbierze się podpisy, szturmem weźmiemy Magistrat, wystarczy 6 tysięcy szabel, będzie Power Point i bannery, luzik". No i jest inicjatywa i jest zbieranie podpisów. No i ok, Tomaszewski rozgrywa swoją wojnę, Żydowicz swoją, akurat w tej bitwie opłaca im się stać obok siebie.

Nie będę już się pastwił nad logiczną rozbieżnością między stanowiskami Inicjatywy i Żydowicza polegającą na różnym podejściu do dobra Łodzi. Inicjatywa kieruje się dobrem Łodzi w dążeniu do pchnięcia uchwały "pozwalającej miastu pozyskać z zewnątrz 500 mln" (z wykrzyknikiem), a Żydowicz kieruje się dobrem Camerimage cały czas grożąc przeniesieniem imprezy do innego miasta. Nie mówiąc już o tym, że skoro CI już w zasadzie nie ma w Łodzi, to po co centrum mające być siedzibą CI?

Chciałem napisać o czym innym: czemu przedstawiciele łódzkich środowisk kultury, nauki i byznesu nie wystosują listu otwartego (w końcu to wojna na listy) do Marka Żydowicza z apelem, by się opamiętał i zaprzestał nieustannego instrumentalnego traktowania Łodzi oraz szantażowania jej mieszkańców. Jakkolwiek duże by nie były jego zasługi, to przecież nie można tolerować tego rodzaju buty w traktowaniu mieszkańców i miasta, o czym, jak wiadomo, przekonał się niedawno jeden buc. Elity, weźcie się w garść i napiszcie do Żydowicza: Panie Żydowicz daj pan spokój - Łódź stara się o tytuł ESK2016, Łódź lubi, docenia i szanuje Camerimage, Camerimage, zdaje się, dobrze czuje się w Łodzi, radni podjęli określoną decyzję tuż przed referendum, sam Pan żeś się zgodził upolitycznić projekt budowy centrum godząc się na rozpętanie awantury tuż przed referendum. Teraz nadal stajesz Pan u boku przegranego Tomaszewskiego i nadal pozwalasz mu się wciągać we własne małe (w stosunku do projektu) polityczne gierki. Zrozum Pan, tak to się nie da!

 

 

Tagi: Łódź
00:42, miejskie_narty , miasto
Link Komentarze (5) »
środa, 10 lutego 2010
Szkolny Festiwal Mediów w gimnazjum nr 27

Bardzo fajnie, że chciało się komuś zorganizować taką imprezę, mimo że początek był dosyć skromny. Spóźniłem się co prawda na prelekcję p. Bonisławskiego, ale zdążyłem na pokazywane późnej filmy. Czytelnicy tego bloga albo je już widzieli albo bez trudu znajdą je w sieci, ale dla dzieciaków z gimnazjum na pewno była to nowość. I nie chodzi o to, że nie mają dostępu do internetu (chociaż na pewno nie wszyscy mają), ale o to, że nawet jak w tym internecie siedzą, to raczej nie po to, by oglądać rzeczy typu miasto z innej beczki. Oczywiście nie ma co się dziwić. Nie ma sensu mieć też do nich o to pretensji - w tym wieku na z pewnością są ciekawsze rzeczy do robienia niż odnajdowanie przebrzmiałego piękna w swoim mieście. Zwłaszcza jak się tę przebrzmiałość ma na co dzień w ilościach stanowczo zbyt dużych.

Ale fajnie jest, że nauczycielki mają ochotę robić z dziećmi niesztampowe imprezy. Ludzie z Lipowej od Nowa też pewnie ubogacą ją w przyszłości  - z tego co zrozumiałem dziś była niejako inauguracja większego projektu. Trzymam kciuki, żeby udało się gimnazjalistów uaktywnić - dziś, przynajmniej podczas tej części, na której byłem obecni, ich rola sprawdzała się do obejrzenia filmów. Naprawdę szkoda, że Brite nie mógł przyjść i pokazać im jak te filmiki kręcić, czy przynajmniej montować.

Sam mam nadzieję, że się jakoś dołączę do tego, tylko jeszcze nie wiem, jak:-)

Na koniec, jako niepoprawny teoretyk i nieprzejednany materialista, pozwolę sobie udzielić jednej rady organizatorom:

Bez keszu jest bieda. Bieda jest niefajna. Niefajne rzeczy są niefajne, bo są biedne. Jeśli to ma być festiwal mediów i jeśli w planach jest kręcenie filmów i potem warsztat ich montażu, to warto by zorganizować to w formie konkursu z nagrodami. Może jakiś okoliczny sklep - coś mi się wydaje, że w okolicy jest spora hurtownia sprzętu komputerowego;-) mógłby ufundować jakąś kamerkę internetową czy aparat foto? Dla sklepu to naprawdę nie są wielkie koszta, a dla dzieci jest bardzo duży bodziec. Tylko trzeba pamiętać, że nagrody nie mogą być badziewne - lepsze żadne niż żenujące, pamiętajcie! Może któraś redakcja odpali gadżety dla wszystkich uczestników warsztatu/konkursu (kubki itp)? Może szkoła wyasygnuje jakieś środki?

Mam nadzieję, że nikt się za tę sugestię nie obrazi.

 

 

14:03, miejskie_narty
Link Komentarze (3) »
wtorek, 09 lutego 2010
Ulice

Ponieważ nikt mi nic nie zasugerował po apelu pod koniec poprzedniej notki, to zaczynam swoją litanię. Czyli piszę o tym, co sprawia - jak mi się wydaje - że Stare Polesie nie jest dzielnicą mieszkalną o określonym charakterze, lecz w gruncie rzeczy słabo zdefiniowaną przestrzenią gdzieś prawie w centrum miasta.

Zaczynam od ulic.

Ulice u nas jakoś nie sprzyjają mieszkańcom.  Zaprojektowane są głównie z myślą o tranzytowym ruchu samochodowym - czyli tam gdzie się dało upchnięto dwa pasy w jedną stronę, patrząc od góry: Próchnika, 1 Maja, Więckowskiego, 6 Sierpnia, Struga, Skłodowskiej i Zamenhofa. Ulice w osi północ-południe już rzadziej są jednokierunkowe, lecz ich funkcja zasadniczo jest podobna: Łąkowa, Żeromskiego  i Wólczańska to także bardzo ruchliwe ulice bardziej przystosowane do tranzytu niż do dojazdu w określone miejsca przy nich się znajdujące.

Oczywiście trudno sobie wyobrazić, żeby całe Stare Polesie "zamknąć", czy wygrodzić od reszty miasta, jednak jak dla mnie zdecydowanie za dużo tutaj "tranzytu". Negatywnym skutkiem jest to, że po wyżej wspomnianych ulicach (a stanowią one więcej niż połowę ulic Starego Polesia) trudno, niemiło i niebezpiecznie przemieszczać się inaczej niż samochodem. Chodniki są wąskie, w większości strasznie zaniedbane, z wystającymi kawałkami płyt i korzeniami drzew - niekiedy bez samych drzew. Poruszanie się pieszo (pieszo z wózkiem dziecięcym!) rowerem czy wózkiem inwalidzkim jest mordęgą. A tu przecież się gównie mieszka i pracuje. Dlaczego większość ulic ma służyć nie mieszkańcom i pracownikom Starego Polesie, lecz tym, którzy przez nie przejeżdżają?

Pewnie dlatego, że ci, którzy zadecydowali o takim tych ulic charakterze w życiu nie pomyśleli o Starym Polesiu jako o osiedlu, dzielnicy czy w jakkolwiek inaczej nazwanym obszarze, na którym mieszkają ludzie, którym należą się godne warunki życia. Nie ma życia bez przyjaznych, bezpiecznych i funkcjonalnych ulic. Oczywiście zaprojektowanie odpowiedniego ruchu jest tylko jednym z warunków, by te ulice były takie, jakie wszyscy (wszyscy którzy tu mieszkamy i pracujemy) byśmy chcieli mieć. Ale to jest moim zdaniem jeden z warunków podstawowych.

Co w praktyce mam na myśli - uspokojenie ruchu poprzez zostawienie jednego pasa. W miejsce drugiego powinny być utworzone rozsądniejsze miejsca parkingowe (czy po skosie nie zmieści się więcej aut niż jeden za drugim?), pas dla rowerów i przede wszystkim szersze oraz równiejsze chodniki. Przecież i tak te ulice przez kilka miesięcy w roku stają się jednopasmowe, co widać na poniższych zdjęciach. Jakoś świat się od tego nie zawala:

i:

Jeszcze jedno: nie wspomniałem o dwóch grupach ulic: Gdańskiej i Zielonej, które niejako nadają Staremu Polesiu ram i są najważniejszymi, najbardziej charakterystycznymi i najładniejszymi (Gdańska!)  ulicami dzielnicy oraz o zespole ulic: Strzelców Kaniowskich, Pogonowskiego i Lipowej, przy których ruch jest w dużej mierze uspokojony, taki jaki powinien być.

Gdańska i Zielona są wiecznie zakorkowane. Połączenie tramwajów i samochodów najwyraźniej nie sprawdza się. Gdyby tam chcieć upchnąć powiedzmy pas dla rowerów, to w obecnym układzie po prostu by nie było miejsca. W przypadku Zielonej mówię tutaj o odcinku od Kościuszki do Żeligowskiego, w przypadku Gdańskiej - o niej całej. A przecież Gdańska mogłaby pretendować do miana jednej z ładniejszej łódzkich ulic. A spacerować po niej prawie zupełnie się nie da.

 

12:14, miejskie_narty , forma
Link Komentarze (3) »
środa, 03 lutego 2010
Czym osiedle nie jest, a być powinno?

Myślę oczywiście o Starym Polesiu. Otóż osiedle Stare Polesie nie jest osiedlem w najbardziej intuicyjnym znaczeniu tego słowa. Nie jest niedużym skupiskiem budynków mieszkalnych. Jeśli spojrzymy na Stare Polesie jako na rejon zamknięty ulicami Ogrodową i al. Mickiewicza Wólczańską, to jest to kawał terenu, tak na oko z 10 kilometrów kwadratowych. Według danych zacytowanych w poprzedniej notce osiedle SP liczy sobie ok. 40 tys. mieszkańców. Nawet jeśli weźmiemy poprawkę na to, że osiedle jako jednostka pomocnicza (na południu zamknięta ulicą bodajże Radwańską) jest większe niż obszar SIM (czyli ten, który opisałem powyżej) i na to, że dane te nie są zbyt aktualne i dokładne, to na pewno musimy liczyć się z co najmniej kilkunastu tysiącami ludzi. Czyli tyle ile można znaleźć z małym miasteczku powiatowym.

Krótko mówiąc Stare Polesie jest za duże by być tylko osiedlem. Ale nie chodzi mi tu kwestie nazewnictwa - nie ma większego znaczenia, czy będziemy mówić o osiedlu czy dzielnicy. Znaczenie ma, w jaki sposób jest ten obszar (niech będzie administracyjnie: osiedle) zarządzany, znaczenie ma to, czy ktokolwiek kieruje jego rozwojem i czy mieszkańcy myślą o nim, jak o miejscu, z którym się identyfikują. Obawiam się, że praktycznie wcale nie jest zarządzany, że nikt nie kieruje jego rozwojem i mało kto (oprócz wspomnianych już kibli) się z nim identyfikuje.

A przecież jest ku temu potencjał - Stare Polesie ma dosyć jednolitą zabudowę: w większości mamy tu przedwojenne kamienice (owszem poprzeplatane nowszymi plombami albo jeszcze niezabudowanymi dziurami), mamy rynek (co prawda zabudowany, ale nie całkowicie) i mamy mnóstwo różnych starych fabryczek, które dziś spełniają funkcje komercyjne, z naciskiem na usługowe. Czyli Stare Polesie ma charakter (patrząc na strukturę zabudowy) przede wszystkim mieszkalny i usługowy. Czy wygląda jak osiedle mieszkalne?

Nie. Dlaczego? Mam swoją koncepcję, ale może ktoś mi coś w podpowie (w pierwszym tygodniu działalności blog miał 120 odsłon, co uznaję za sukces, ale też podejrzewam, że większość odwiedzających zawędrowała tu z FŁ, gdzie w sygnaturce wstawiłem link). Tak czy inaczej, zachęcam do komentowania. Jeśli gdzieś podałem złe dane bądź źle je zinterpretowałem, to tym bardziej zachęcam do poprawiania.

10:08, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »