Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
środa, 23 lutego 2011
Tomaszewski dostał posadkę!

I to taką, jak przewidywano dawno temu. Mam nadzieję, że ten link jeszcze trochę podziała, ale na wszelki wypadek zrobiłem sobie z kopię. Dlaczego? Bo jak szukałem tego artykułu poprzez ścieżkę: Dziennik Łódzki ->Blogi ->Paweł Domarecki, to niestety tam go już nie widać. Może mam paranoję, a może Dziennik robi przysługę byłemu koledze  - nie mam pojęcia, chociaż wątpię. Ale nie o tym chciałem.

Dla mnie promowanie niedawnego przeciwnika w wyborach, wiceprezydenta przy Kropiwnickim, który przecież został odwołany w referendum; wtedy gdy mówi się publicznie o tym, że miasto jest w fatalnym stanie po poprzedniej ekipie (może miała na myśli partyjnego kolegę - Sadzyńskiego?) jest totalnie nie do pomyślenia. Prezydent Zdanowska chce reformować UM, likwidować delegatury i bóg wie co jeszcze, a jednocześnie wysyła sygnał: wraca stare!

Czemu GŁ poświęca temu njusowi tylko cały akapit? Czy jutro w papierze będzie coś więcej? Czemu Zdanowska czekała aż do teraz, skoro dziennikarze wiedzieli o tej nominacji już 2 miesiące temu?

Dla mnie to koniec złudzeń. Nie to, że miałem jakieś szczególne oczekiwania po nowej prezydent, ale jednak każda zmiana niesie za sobą nową nadzieję. A nie ma nic gorszego niż zarzynanie nadziei Tomaszewskim.

Hmm, ciekawe co dziś robią np. Chądzyński czy Orzechowski?

23:38, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
piątek, 18 lutego 2011
Media łódzkie

Transfery na łódzkim rynku dziennikarsko-samorządowym są niepokojące. Najbardziej zmartwiło mnie  odejście Pawła Domareckiego z Dziennika i, jak rozumiem, zaprzestanie blogowania. Zamieściłem w komentarzach do jego pożegnalnej notki swój apel o kontynuację prowadzenia bloga, ale myślę, że nic z tego nie będzie. Red. Domarecki jest teraz, jak można się było dowiedzieć z Dziennika, wicedyrektorem w Biurze Rozwoju Przedsiębiorczości i Obsługi Inwestora. Strona biura mówi co prawda co innego, ale w BIP-ie (teoretycznie aktualizowanym jeszcze w 2010 roku!;-)) już jest OK. Nie sądzę, by miał czas, a przede wszystkim ochotę komentować poczynania miasta, pobierając pensję z podatków. Nie to, żebym miał pretensje. Każdy jest kowalem własnego losu, każdy dba o siebie i swoją rodzinę, realizuje swoje pasje, itp., itd. Niemniej ubyło nam dobrego dziennikarza, a przybyło niewiadomo jakiego, póki co, urzędnika. Trzymam kciuki, lecz jednocześnie nie mogę nie zauważyć drenażu łódzkich mediów.

Ten sam artykuł mówi o transferze Jakuba Wiewiórskiego, dotychczas w lokalnym dodatku Wyborczej, teraz p.o. dyrektora w Wydziale Kultury. Wspomniane są nazwiska Marcina Kwintkiewicza i Marcina Masłowskiego, wcześniej znanych przecież i odnoszących sukcesy dziennikarzy GŁ, od dłuższego czasu zadomowionych w magistracie. Pada także nazwisko Mariusza Gossa, dziennikarza Expressu, Dziennika i korespondenta „Rz” z Łodzi. Niedawno można było dowiedzieć się, że o stanowisko dyrektora Centrum Dialogu im. Marka Edelmana w Łodzi stara się Joanna Podolska,  podpora łódzkiej Wyborczej. Czy jak zostanie dyrektorem, nadal będzie dziennikarką? Można jeszcze wspomnieć Leszka Karczewskiego, kiedyś głośnego krytyka teatralnego z tej samej gazety, dziś kierownika działu edukacji w Muzeum Sztuki.

Jeszcze raz powtarzam, nie mam do nikogo pretensji, zwłaszcza, że jako czytelnik GW nie mogę nie zauważyć, że w lokalnym dodatku karuzela nazwisk kręci się w zawrotnym tempie. Więc rozumiem, że dziennikarze mogą obawiać się, że jak nie pójdą „w dyrektory”, to wcześniej czy później polecą na bruk. Dlaczego tak jest, nie mam pojęcia. Mogę tylko podejrzewać, że dla kogoś bardziej liczą się czynniki ekonomiczne niż trudno definiowalna „jakość”. Zwłaszcza, że lokalne dodatki GW nie funkcjonują samodzielnie na rynku – nikt ich raczej nie kupuje dla nich samych, lecz dla ogólnopolskiego wydania, w którym – o dziwo – jakoś nie ma takiej rotacji nazwisk.

Jakie są tego skutki dla Łodzi? Wydaje mi się, że fatalne. Jedyną samodzielną gazetą trzymającą jakiś poziom jest Dziennik Łódzki, tytuł należący do Grupy Wydawniczej Polskapresse. Nie jest to poziom jakoś zbyt wysoki, bo Dziennik de facto nie ma żadnej konkurencji. Łódzki dodatek do Wyborczej niby chce być opiniotwórczy, ale skoro nie chce bądź nie potrafi utrzymać przy sobie dziennikarzy, wcale nie wychyla się poziomem ponad Dziennik. A przecież jego niesamodzielność mogłaby być atutem – mógłby być, jak kiedyś chciał być, elitarny. No, ale jest jaki jest – widocznie polityka Agory jest inna. Gazeta o największym w Łodzi nakładzie, Express Ilustrowany, też należy do Polskapresse i jest brukowcem, z zasady nie zajmującym się poważną tematyką. Poza tym z dzienników nic. Jest Agora i jest Polskapresse, jak łatwo zauważyć dwie firmy, które niespecjalnie muszę zajmować się Łodzią. Liczy się tylko sprzedaż. A ponieważ klient może wybrać między leberką sprzedawaną w pakiecie z kiełbasą, trochę tańszą samą kaszanką, bądź najtańszą masową metką, to po co proponować mu inną kiełbasę, nie wspominając już o bardzo drogim w produkcji baleronie. Którego nie wiadomo, czy ktokolwiek by kupił, bo okoliczna klientela raczej nie za bogata i w ogóle zasadniczo w garmażu niegustująca.

Moja prywatna teoria jest taka, że Łódź jest zadupiem w dużej mierze dlatego, że brak u nas porządnego dziennikarstwa. Niby jest potentat kablówkowy Toya, który prowadzi swój serwis informacyjny, niby jest tygodnik Angora. Ale Toya jaka jest, wiadomo, a charakter Angory jest zgoła nielokalny. Co poza tym? Kuriozum Kultura i Biznes? Gazety darmowe? Ach, zapomniałem o TVP3 i pani prezes Potockiej, która nie miała gdzie mieszkać:-) A Internet?

I tu wracamy do początku notki i największego powodu mojego smutku. Blog Pawła Domareckiego był jednym z niewielu jasnych punktów w łódzkim Internecie. Naprawdę o sprawach bieżących w Łodzi trudno znaleźć cokolwiek ciekawego i rzeczowego. Po tym, jak red. Domarecki zrezygnował z blogowania uświadomiłem sobie, że większość pozycji z mojej blogorolki jest nieaktualna (nie to, żeby wszystkie były mocno rzeczowe, no offence of kors and with due respect;-)). I nie mam czym ich zastąpić. I tylko proszę mi nie pisać o mediach „obywatelskich”, o portalach typu mmlodz.pl (nie odpala mi się teraz, czyżby już splajtowali?) czy halolodz.pl. Bo tam póki co nikt nie wykrył niczego na miarę handlu skórami. I nie wykryje, nie tylko zresztą tam, ale obawiam się, że w ogóle w Łodzi już nie. Nie dlatego, że takich afer już nie ma. Tylko komu miało by na tym zależeć, kto miałby to wychodzić, wypytać, wyśledzić i wreszcie spisać?

 

13:35, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
Szkoda

Coraz mniej powodów do optymizmu.

Zacznę od nawiązania do własnego wpisu sprzed paru tygodni, gdzie narzekałem na to, że o ile północna strona Próchnika między Wólczańską a Zachodnią jest w miarę stabilna, jeśli chodzi drobne zakłady i sklepy, o tyle południowa jest w ciągłej plajcie. Otóż niedawno z północnej strony znikł salon fryzjerski/kosmetyczny, co tym bardziej smuci, że wydawało się, przynajmniej patrząc na witrynę, że idzie im nieźle. Może właśnie dlatego przenieśli się gdzieś w lepszą lokalizację? Jeśli tak, to by znaczyło, że tutaj na stałe są tylko takie biznesiki, które kręcą się o tyle o ile - za dobrze, by bankrutować, zbyt słabo, by awansować. Mam nadzieję, że się mylę.

Drugą rzeczą, która mnie jeszcze bardziej niepokoi, i o której już nie raz pisałem, jest kamienica z rogu Lipowej i Próchnika (dokładnie: Próchnika 53). Kamienica jest strasznie zaniedbana, wyprowadzono z niej w końcu wszystkich lokatorów, kilka miesięcy temu pojawiła się tablica informująca, że budynek jest do rozbiórki, potem zamurowano parterowe okna ostatniego z lokatorów. Aż wreszcie niedawno zamontowano gustowną bramę od stodoły.

Dlaczego nie można było zamontować bramy (niekoniecznie takiej, jak ta) przez wiele lat, kiedy w budynku mieszkali jeszcze lokatorzy, lecz było ich tak niewielu i byli tak słabi, że nie mieli siły dać odporu okolicznym nastolatkom (prawdę mówiąc nie tylko okolicznym i nie tylko nastolatkom: raz widziałem, jak na "imprezę" przyjechali kolesie specjalnie tutaj samochodem - postali z godzinę, wypili po parę piw, posłuchali muzy z głośników i odjechali, nie niepokojeni przez nikogo) którzy lubili i lubią tutaj sobie popić? Dlaczego bramę montuje się wtedy, kiedy budynek jest już praktycznie ruiną między innymi dlatego, że wcześniej tej bramy nie było? Nie mam pojęcia, ale podejrzewam, że administrator się przestraszył, że komuś, kto wejdzie do środka się wysikać, spadnie cegła na głowę. Lepiej niech sika na bramę.

Kamienica przy Próchnika 53 jest wpisana na listę budynków objętych programem "100 kamienic dla Łodzi", ochoczo wykorzystywanym przez prezydent Zdanowską w kampanii wyborczej. To, co się dzieje z tym budynkiem już po wyborach, dla mnie oznacza przede wszystkim to, że nie traktowała ona poważanie programu. Rozumiem, że może nie być pieniędzy na wyremontowanie wszystkich budynków z listy, jednak przyjmuję, że jeśli popiera się jakiś program, publicznie wyraża się o nim pochlebnie, to przynajmniej można wysłać sygnał do odpowiednich AN-ów, by te starały się przygotować konkretne kamienice do remontu, a nie do wyburzenia. Gdyby więc na rzeczonej kamienicy pojawiła sie tabliczka: "Budynek objęty programem '100 kamienic dla Łodzi', wstęp wzbroniony" i informacja, kiedy planuje się remont, (choćby za 5 lat) byłbym spokojniejszy. Teraz przez najbliższe 2 lata będzie stał, tak jak stoi od ostatnich 5 lat, z coraz większą liczbą pustakowych i dyktowych łat, aż w końcu przyjedzie maszyna, rozwali, a czyjś szwagier otworzy parking.

Ostatnią rzeczą, o której chcę napisać, są niepokojące transfery na łódzkim rynku mediów, ale to chyba temat na osobną notkę. Będzie jeszcze dziś.

 

11:57, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011
Dziennikarska wnikliwość

Znów można się tylko zdziwić, gdy czyta się takie rzeczy, jak doniesienia GŁ o pogróżkach kiboli na Chojnach i reakcji kierownictwa spółdzielni mieszkaniowej i Straży Miejskiej.

Prezes w żywe oczy leci w kulki, dobry strażnik nie chce zmuszać biednego prezesa do wysyłania jego jeszcze biedniejszych pracowników do biegania z farbą i pędzlem co noc po strasznym osiedlu, a potulny dziennikarz łyka te brednie i życie (kiboli) toczy się dalej.

Podobnie rzecz się miała z niedawnym "śledztwem" ws. Browarów Łódzkich i braku piwa. Zarząd nie chcę rozmawiać, dziennikarz "po licznych próbach" kontaktu publikuje komentarz i po sprawie. O wiele więcej można się dowiedzieć z głosów czytelników pod artykułami. Nie linkuję, ale bez problemu można zobaczyć, że wiele osób, które zna temat, ma ochotę podzielić się informacjami, do których GŁ nie chce bądź nie potrafi dotrzeć. (Tak, wiem, forum to na ogół brednie, owoce frustracji i wytryski żółci, jednak czasem brutalnie weryfikuje to, co spłodzi dziennikarz). 

I tyle krytyki. Czytelników pozdrawiam z Bukowiny. Z wieści z ośki tylko doniesienia gazetowe, tym razem optymistyczne: na Żeromskiego konkubina przeżyła scenę zazdrości.

PS. Po powrocie: Naprawdę, jak się wróci do Łodzi po przejechaniu tranzytem przez kilka miast, to ma się wrażenie, że nasze drogi albo nie były remontowane od wieków, albo spadł tutaj deszcz meteorytów. Albo, jak to mówi mój trzyletni synek: Gordon znowu tu zadziałał. Jeszcze parę miesięcy takich zaniedbań i będziemy mogli starać się o dodanie do listy miast partnerskich Groznego.

17:49, miejskie_narty , ASUL
Link Dodaj komentarz »
środa, 02 lutego 2011
Zarządzanie

Garść przemyśleń na temat zarządzania osiedlem.

1. Dziś w Łodzi nie ma czegoś takiego jak zarządzanie na poziomie osiedla. Osiedle funkcjonuje tylko jako jednostka administracyjna. Istnieje oczywiście Rada Osiedla, ale jej kompetencje i budżet są - z tego co wiem - śladowe. Gościła tutaj przez chwilę członkini Rady, jeśli jeszcze zagląda, to prosiłbym o skorygowanie poprzedniego stwierdzenia, gdybym się mylił. Jakie by zresztą te kompetencje nie były, żadnego działania ze strony Rady w sferze zarządzania osiedlem nie widać.

2. Nieruchomościami zarządzają różne podmioty, przy czym największym zarządcą - mającym najwięcej nieruchomości - jest oczywiście gmina. Tutaj mała dygresja: kiedyś łatwo było poznać, kto zarządza (administruje) daną nieruchomością, bo na budynkach, na tabliczkach z numerami była taka informacja. Od czasu wprowadzenia SIM-u, jest trudniej - info z tabliczek zniknęło. Później głośno było przez chwilę o systemie, dzięki któremu można sprawdzić kto za co odpowiada, ale 5 minut w googlu nie dało żadnych rezultatów, nie mogę tego odnaleźć. Za to dzięki kwerendzie dowiedziałem się, że poszczególne AN-y dorobiły się stron internetowych. I tam są wyszukiwarki administratorów poszczególnych adresów. Więc częściowa informacja jest dostępna - i łatwo można zobaczyć, ile gmina ma. Trudniej nastomiast dojść, "czyj" jest dany budynek. Trzeba najpierw wyantycypować sobie,  który AN mógłby potencjalnie być odpowiedzialny, wejść na odpowiednią stronę i sprawdzić, czy jest na liście.

3. Ulicami zarządza ZDiT, to akurat proste. Chodniki powinny być utrzymywane w czystości przez zarządców nieruchomości, do których przylegają. Niby też proste, lecz co z utrzymywaniem ich w odpowiednim stanie technicznym? Kto o to dba? Czy centralnie któraś delegatura UM? Prawdopodobnie tak, sądząc po tym, że w praktyce nikt nie dba. Czy Rada Osiedla ma na to wpływ jakiś (opiniujący?, doradczy?) wpływ? Kto dba o roślinność? Kto dba o bezpieczeństwo? Odpowiedzi na te pytania dosyć mnie nurtują, nie jednak na tyle, żebym nie mógł spać. Bo jakie by nie były i tak wiadomo, że nie widać żadnego spójnego działania lokalnego w zakresie kształtowania i utrzymywania jakiegoś, wcześniej zaplanowanego charakteru osiedla.

4. Wyobraźmy sobie taki model: Istnieje ciało, dajmy na to fundacja, która stawia sobie za cel zarządzanie osiedlem. Mniejsza o to, jak prawnie miałoby to wyglądać, chodzi mi tylko o zwizualizowanie sobie pewnej możliwości. Fundacja (założenie jest takie, że miasto faktycznie, nie tylko deklaracyjnie ją popiera) stara się przejąć te czynności, które rozproszone są wykonywane gorzej/drożej/mniej skutecznie niż skupione (ale cały czas lokalnie). Czyli

- przejmuje odpowiedzialność za utrzymanie chodników: od poszczególnych zarządców przejmuje sprzątanie, od gminnej "centrali" utrzymanie stanu technicznego. Moja wspólnota dzisiaj płaci sprzątaczce ok. 400 zł miesięcznie za sprzątanie klatki i codzienne chodnika. Ta kobieta musi specjalnie przyjechać/przyjść kilka przecznic, żeby zamieść ze 100 m2 chodnika. Taniej by było (mówię tylko o wynagrodzeniu, gdyby wziąć pod uwagę koszty pracy, to różnica jeszcze by się powiększyła), gdyby cztery sąsiadujące domy płaciły jej niż czterem różnym sprzątaczkom. Z kolei AN-y przesadzają w drugą stronę, rozpisując takie przetargi, w których wygrywa firma oferująca najniższą stawkę, co wetuje sobie tym, że jeden sprzątający ma do "obmiecenia" kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt domów. Co do stanu technicznego, to domniemuję, że jeśli centrala ma x tys. na remonty chodników w całej Łodzi, szansa, że zrobią chodnik warty powiedzmy 1/100 x w danym roku na Starym Polesiu jest mała. Myślę, że władują 1/10 x w dziesięć mniej lub bardziej przypadkowo wybranych projektów, z czego ze 2 będą robione pod koniec roku, bez ładu, składu i nadzoru, byleby tylko zdążyć z realizacją budżetu.  Szansa, że padnie na biedne SP, gdzie raczej decydenci nie pomieszkują, będzie mała. Poza tym, czy to Stare Polesie, czy inne osiedle, zawsze przy odgórnym dzieleniu pieniędzy będą liczyć się partyjne, polityczne gierki, co oczywiście jest mniej ekonomiczne, mówiąc oględnie, niż wydawanie pieniędzy przez ludzi na miejscu.

-przejmuje odpowiedzialność za zieleń: (już nie będę szczegółowo wyjaśniał, jak dzieciom:-))

-pomaga w kontaktach mieszkańców z policją/SM.

-pomaga w organizacji życia społeczno-kulturalnego na poziomie lokalnym.

-itd itp.

5. I co, fajna wizja, czy utopia? :-)

 

 

 

00:36, miejskie_narty
Link Komentarze (1) »