Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
poniedziałek, 29 listopada 2010
Joński polegnie w zaspach?

Nie trzeba mieć zarejestrowanej działalności gospodarczej "usługi paranormalne", by postawić taką przepowiednię. No coż, myślę, że nawet gdyby zima nie zaatakowała z taką furią i - jak co roku - tak niespodziewanie, to i tak by przegrał ze Zdanowską. Pisałem już kiedyś, że według mnie jest niewybieralny, bo ma imidż kasiastego glancusia-picusia-siusiumajtka z korpo, co w Łodzi chyba nie jest najlepszą marką. Zwłaszcza w zestawieniu z jego frazeologią starych towarzyszy, pozujących trochę na dobrych gospodarzy, trochę na srogich ojców.

No, ale póki co nie przegrał, więc nie dzielmy skóry na niedźwiedzu.:-)

Zdanowska obiecuje równo, także wprowadzenie programu 100 kamienic, który pilotuje, jak rozumiem, Jakub Polewski. W dokładnym opisie programu, na miejscu 54 widnieje moja ulubiona  kamienica przy Próchnika 53 (str. 33), a na kamienicy dziś pojawiła się tabliczka "Kamienica do rozbiórki. Wstęp wzbroniony!" Więc wybory wyborami, obietnice obietnicami, programy programami, a urzędnicza machina miele równo (w dół). No chyba, że mam to interpretować w ten sposób, że jak Zdanowska wygra, to tabliczka zniknie. Zobaczymy.

 

 

 

 

22:13, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 listopada 2010
Wyścig nabiera tempa

Przepraszam czytelników, że cały czas o wyborach, ale cierpliwości - jeszcze parę dni i temat się zmieni. Trzeba będzie pisać o wynikach wyborów:-)

W końcu jakieś sondaże uwzględniają byłego Pierwszego. Tok FM i Dziennik Łódzki różnią się co prawda nieznacznie w liczbach, lecz kolejność jest taka sama. Do tej pory w lokalnych mediach Tomaszewski coś mało istniał, zwłaszcza w Gazecie Wyborczej. Sam oczywście życzę mu jak najgorszego wyniku, ale trochę mnie dziwił jego brak w pierwszej trójce.

Być może teraz sytuacja się zmieniła, być może wreszcie usilne starania umalowanego Włodka przyniosły skutek - nie wiem. Nie można jednak nie zauważyć, że Wyborcza stawia na Zdanowską.

Sam jestem zawiedziony kampanią - obietnic oczywiście pełno wszędzie, ale spójnej wizji Łodzi nie widać. Podzielam za to radość red. Domareckiego z powodu pojawienia się w kampanii tematu odnowienia centrum. Można tylko powiedzieć - wreszcie.

Mam nadzieję, że to już mój ostatni wpis wyborczy. Nie pisałem nic o kandydtaach na radnych ani do Rad Osiedli, niestety mało o nich wiem. Być może jest to wina samych kandydatów, być może lokalnych mediów, że skupiają się na wyborach prezydenkich, niejako z automatu usuwajac w cień resztę. W oczy rzuciło mi się kilku spamerów z PIS-u, którzy zakleili swoimi plakatami ściany sąsiednich kamienic (buractwo straszne, ale jakoś niezaskakujace). Rzucił mi się w oczy jakiś SLD-owiec, który się reklamował pomiarami ciśnienia na Zielonym Rynku. Myślałem, że lekarz, ale okazało się, że nie. Co ma ciśnienie staruszków do bycia radym? Hmm. Gdzieś czytałem, że Ula Niziołek startuje, ale nie wiem, czy to prawda. Kojarzę ją z Forum Łódź i ze środowiskiem GPO (które dawno dawno temu zarzekało, że nic z politykąnie chce mieć wspólnego:-)). Ale też ani plakatu ani w internecie nic nie widziałem.

Swoją drogą ciekawe, że nie widać żadnych kandydatów-społeczników chwalących się na lewo i prawo swoją działalnością społeczną. Może się nie przebijają do mediów? Znów nie wiem.

O kandydatach do Rad w ogóle nic nie wiem. Szkoda, moja wina, ale z drugiej strony nic mi do ręki nie trafia. Ani ulotka, ani spam na skrzynce, ani bilbord.

 

08:58, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 listopada 2010
Debata prezydencka w MS2

To była pierwsza i ostatnia debata prezydencka, na którą poszedłem w tych wyborach. Głównie dlatego, że tak naprawdę nie dowiedziałem się niczego o kandydatach, czego już wcześniej nie wiedziałbym z ich blogów bądź śledząc ich dotychczasowe kariery (tu mówię przede wszystkim o Tomaszewskim). Owszem, jest jeszcze czynnik wrażenia, jakie kandydaci mogą zrobić na odbiorcach w kontakcie na tyle bezpośrednim, na ile umożliwia to relacja widz-showman w live performance.

Co mi się nie podobało? Nie podobała mi się organizacja tej debaty –  założenie, że pytania z poszczególnych działek zadawane są przez przedstawicieli różnych łódzkich  środowisk pozarządowych być może i dobrze wygląda w teorii, w praktyce jednak się nie sprawdziło.  Ponieważ ludzie ci po prostu nie są dobrymi showmenami (Hubar nie odpytywałJ) –być może mają dobre chęci, z pewnością znają się na swoich dziedzinach,  umieją konstruować pytania, ale zupełnie nie potrafią „przepytać” kandydatów. Tu wyglądało to tak, że każdy ze zmieniających się prowadzących robił krótki wstęp, mniej lub bardziej wskazujący na obecne problemy i czytał pytanie wyświetlane, dla lepszego zrozumienia, jak rozumiem, na rzutniku. A potem kandydat swoje. I tyle, z małym bądź żadnym komentarzem. Nie ważne, czy odpowiedź na temat czy nie na temat, nie ważne czy brednia, pomyłka (jak u Janowskiej powtórzone kilkukrotnie i niesprostowane: róg Zielonej i Narutowicza).

Powinien to prowadzić ktoś z ikrą, kto by miał na tyle i wiedzy i śmiałości, by dopytać, wejść w polemikę, skontrować. A tak, to po prostu monologi propagandowe były. Najlepiej moim zdaniem wypadła Zdanowska, najgorzej Janowska. Pierwsza mówiła głośno, z pewnością siebie, rozwiązania – nawet jeśli nie jej własne, lecz podszepnięte przez doradców, najsensowniejsze z  proponowanych. Druga mówiła cicho, często w jej wypowiedział panował przerost formy nad treścią, zbyt dużo mądrych słów, zbyt mało konkretów, sporo lania wody.  Tomaszewski  w co drugim pytaniu zaczynał coś mówić i albo nie kończył bo mu zegar brak czasu zgłaszał albo zapowiadał, że odpowie przy innej okazji. I chyba nie wynikało to z chęci unikania odpowiedzi. Zadbał też o to, by na stolikach dostępny był „Łodziak”, a ulizany glancuś rozdawał krówki reklamujące Włodka. Piarowo jak zawsze nieźle, ale to co mówił, byle jakie, nieświeże, nieciekawe.

Wszyscy kandydaci co i rusz zarzekali się, że niezbędna jest partycypacja społeczna – fraza konsultacje społeczne odmieniona została przez wszystkie przypadki, przy okazji prawie wszystkich pytań. Jednym słowem – obietnice skrojone na miarę. Szczegóły są oczywiście w relacjach łódzkich mediów.Ja wytknę tylko kilka zdań – oczywiście wyjętych z kontekstu, tendencyjnych i o niczym nie świadczących. Cytaty niedosłowne:

Janowska:  „Dobrze, że Karta Brukselska została przyjęta”.

Tomaszewski:  „ W Studium Zagospodarowania Przestrzennego nie uwzględniono przebiegu najważniejszych tras. Dziś trzeba przeprowadzić konsultacje społeczne, żeby ustalić przebieg dróg”.

Zdanowska: „Powinniśmy pomyśleć o budownictwie komunalnym/socjalnym– dla mieszkańców na czas remontów/rewitalizacji”

Tomaszewski:  „Tworzyć miejsca pracy, walka z biedą to walka z bezrobociem, organizacje społeczne powinny działać, zachęcanie do korzystania z Urzędu Pracy. Za parę lat 30% łodzian to będę emeryci”.

Janowska: „ Nie mogę się pogodizć z tym, że tak się dzieje[ o biedzie]. Do biedy dochodzi z różnych powodów – biedę się dziedziczy, ludzie mają za małe kwalifikacje, system opieki społecznej jest nieefektywny, źle działa – najważniejsze to zreformować ten system  i zreformować system edukacji Rozmawiać z nauczycielami”.

Zdanowska: „Tym rodzinom, które rokują nadzieję na resocjalizację, należy udostępniać lokale w śródmieścia – jest mnóstwo miejsc, gdzie można wybudować budynki. Należy ich [czyli biedne rodziny]zaktywizować”.

Tomaszewski: „Biedy nie jest tylko w starych budynkach, lecz także w nowych. Musi [wyjście z biedy] iść w parze z atrakcyjną ofertą pracy, z pracą ludzi, którzy zajmują się uzależnieniami. Musi być oferta specjalistyczna pomocy tym ludziom”.

Janowska:  „8  tysięcy ludzi czeka na mieszkania socjalne. W tym czasie miasto płaci kamienicznikom. Jest mnóstwo lokali pustych – należy je wykorzystać. Potem: praca za czynsz, praca za zasiłek. Najbiedniejszym obniżyć czynsz”.

Itd. Itp.

15:24, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 10 listopada 2010
Tomaszewski panikuje:-)

 

Jest tak niespójny, że aż miło. Raz doubledecker pamiętający chyba czasy Swinging London, na billboardach makijaż a'la matrioszka, a teraz półnagie modelki. A poza tym wciąż odgrzewanie kotleta pt. za moich czasów to ci dopiero była kultura. Przywrócicie mnie na stołek, to Gehry, Dzikość Serca i cuda na kiju. Znamienne jest, że nazwisko Kropiwnickiego w ogóle nie pada w jego kampanii, interesujące, że nie widać ukłonów w stronę moherów (no chyba że o tym nie wiem, bo ten kanał dystrybucji mnie omija).

Jeszcze niedawno myślałem, że niesiony zniechęceniem łodzian do "reform" Sadzyńskiego/Jońskiego, ma on jakieś szanse wyborcze, teraz coraz bardziej widzę, że jednak nie. I dobrze.

20:07, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 09 listopada 2010
Blogi wyborcze - Zdanowska, take 1

Po, moim zdaniem, kiepskim, choć i tak lepszym niż większości kontrkandydatów, starcie blogowym, Hanna Zdanowska jakby trochę lepiej radzi sobie z internetowymi obetnicami wyborczym. Co nie znaczy, że dobrze.

We wpisie "przedszkolnym" jeszcze mamy banialuki: o preferencyjnych kryteriach przyjęć dzieci z biednych rodzin do przedszkoli na przykład. Ok, w założeniach hasło fajne (prawie na miarę Jońskiego;-)). Ale gdy się przyjrzeć mu bliżej, to oczywiście brakuje jakichś konkretniejszych założeń. Do tej pory często przedszkola stawiały taki wymóg, że oboje rodzice muszą pracować, co na przykład dla jednych moich znajomych było o tyle przeszkodą, że matka dziecka pracowała na umowę o dzieło (nie, nie w łódzkiej Gazecie Wyborczej;-) i musieli przedszkole "załatwiać". Czy teraz wahadło wychyli się w drugą stronę? Że jak dwoje rodziców pracuje, to trudniej będzie dostać się do przedszkola? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że jak już się dziecko w przedszkolu umieści, to można będzie odebrać je po 17. Elastyczności to dobry pomysł, lecz - obawiam się - wymagać będzie rewolucji w przedszkolach: praca na dwie zmiany, więcej etatów itp. A Platforma, jak wiemy, rewolucji nie lubi... W tym wpisie nie ma nic o niżu demograficznym i o konieczności dostosowania się do niego. Cóż, temat trudny, więc nie ma co zniechęcać i rodziców i nauczycieli do siebie.

Potem jest wpis "rowerowy" - po części sentymentalna podróż (baj bajk ofkors) pani Zdanowskiej w sielską przeszłość, po części ukłon w stronę młodych. Ukłon w dobrą stronę, tylko gdy czytam taki fragment, to mam wątpliwości:

Teraz pojazdów w Łodzi tyle, że rowerem strach jeździć w ruchu ulicznym. Rozwiązaniem jest budowa ścieżek rowerowych, które fachowcy nazywają drogami. Dla mnie każdy może je nazywać po swojemu, najważniejsze żeby były. Trzeba je zbudować nie tylko dla rowerów ale także dla osób niepełnosprawnych na wózkach.

Dla mnie też nie jest ważne, jak się nazywają (ostatnio nie wypada mówić "ścieżki), ale ważne jest gdzie one są, ważne jest ile ich jest, ważne jest, jakie są. Można mówić i mówić. Ale Zdanowska nie mówi. Szkoda. Jest za to o miasteczku rowerowym (ki pies?), o monitorowanych parkingach rowerowych, o wypożyczalni rowerów, żeby zmniejszyć ruch samochodowy w centrum. No i jest żal, że radni nie przepchnęli Wojtka (jest gdzieś w mojej blogorolce) na oficera. (Nie matura, lecz chęć szczera...). Dla mnie mówienie o oficerze, uporczywe powtarzanie tej koszmarnej kalki, świadczy nie tylko o kiepskim wyczuciu językowym, lecz przede wszystkim rodzi podejrzenie, że ktoś chce tak implementować stanowisko, jak tłumaczy jego nazwę. Mam nadzieję, że się mylę. Hanna Zdanowska wzięła też udział w rozmowie w programie Skołowani w TOK FM - ale myślę, że poświęcę temu oddzielny komentarz.

Kolejna notka poświęcona jest kulturze alternatywnej:

Przy skateparku powstanie sala konferencyjno-biurowa, gdzie młodzież zorganizuje spotkania z ciekawymi osobami, a kibice sportu zobaczą relacje telewizyjne ze spotkań łódzkich drużyn rozgrywanych na wyjazdach. Za ścianą skateparku zostanie urządzone cybercentrum, w którym prowadzone będą zajęcia fotograficzne, muzyczne, grafiki komputerowej, a także e-kursy języków obcych.

E-kursy języków obcych w salce konferencyjno-biurowej przy alternatywnym skateparku? Heloł?!

Na koniec coś o uporze, ale w zasadzie oprócz droppingu ministerialnych names i wishful thinkingu nic tam nie ma. Jest już na stronie Dziennika video z rozmową red. Domareckiego z p. Zdanowską, ale o tym w następnym odcinku.

08:38, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 02 listopada 2010
Jeszcze o ESK 2016

Wyszło szydło z worka. Okazuje się, że tak jak w przypadku wniosku o Euro 200012, aplikacja przedłożona jury była baznadziejnie napisana. Dziś sążnista krytyka w lokalnej GW - Jędrzej Słodkowski wytyka środowisku ŁAC wszelkiego rodzaju błędy - począwszy od literówek, skończywszy na rzeczowych. Cóż, aplikacja jest dostępna online właściwie od momentu, gdy okazało się, że cesarz jest nagi. Sam biję się w piersi, że nie chciało mi się jej przeczytać, ale w końcu jestem tylko amatorem i raz że mi się nie chcę, a dwa że nie mam czasu na szczegółowe wgłębianie się w niuanse produktu Candrowicza i s-ki. Dziwi natomiast milczenie innych łódzkich mediów.

Wcześniej zrzucałem całą winę na faktycznych mocodawców Candorwicza, czyli Tomaszewskiego, traktując tego pierwszego jak zakontraktowanego wykonawcę zlecenia, który po prostu okazał się słabszy od koknurentów, drugiego zaś - jak menedżera, który zatrudnił złego człowieka, w dodaktu na fatalnych dla swoich pracodawców, czyli łodzian, warunkach. Jednak im więcej czasu mija od porażki, tym moja niechęć do dyrektora ŁAC rośnie. Tak jak redaktorowi Słodkowskiemu, i mnie przeszkadza brak symbolicznego przepraszam z jego strony.

Poza tym szkoda mi ludzi, którzy tak bardzo uwierzyli w hasła sprzedawane przez dyrektora. Jeden z listów, opblikowanych przez GŁ po ogłoszeniu hiobowej wieści, zrzucał całą winę za niepowodzenie na dzisiejszych polityków i brak ich zrozumienia dla zaangażowania łodzian w całą sprawę. List był podpisany imieniem i nazwiskiem przez, jak sama się przedstawiła, łodziankę. Tyle tylko, że uważny czytelnik łódzkich mediów z łatwością skojarzy to imię i nazwisko z fundacją Fenomen czy z GPO. Zbieg okoliczności czy członkimi organizacji zaangażowanych w ideę ŁESK2016 tak bardzo nie dopuszcza do siebie myśli o ułomności naszej kandydatury, że winy szuka w "polityce", na dodatek argumentując z pozycji "łodzianki", czyli niejako odsuwając od siebie ewentualny współudział w działaniach zainicjowanych przez Candrowicza?

Szkoda mi ich, bo mam dla nich wiele sympatii, a z tym i owym nawet udało mi i łyknąć co nieco.

Nie sądzę też, by można było iść dalej w obranym kierunku, tak jakby nic się nie stało. Bo wygląda na to, że ten kierunek nie jest najlepszy z możliwych. Oczywiście nie mam nic przeciwko promowaniu kultury jako takiej, ale chyba jednak najwyższa pora inaczej definiować (a może lepie by było powiedzieć - w innym trybie, również osobowym), który obszar kultury promować (czytaj: finansować) bardziej, który mniej, a który wcale.  Rację ma red. Domarecki pisząc, że Łódź cały czas szuka swojej tożsamości. Szuka, szuka i nie może znaleźć. Sam również mam taką intuicję. Wygląda na to, że nie uda się nam się sobie wmówić, że to kultura jest tym wyróżnikiem. A przynajmniej będzie o wiele trudniej.

 

12:54, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 01 listopada 2010
Kandydaci blogują - Joński, take 1

Zacznę od priorytetów Jońskiego: czyli inwestycji w infrasturktuę drogową.

1.budowa Drogi Krajowej nr 1 "Trasa Górna" na odcinku od Al. Jana Pawła II do ul. Rzgowskiej, etap II odcinek Paradna 
2.rozbudowa i modernizacja trasy tramwaju relacji Wschód-Zachód (Retkinia - Olechów) wraz z systemem zasilania oraz systemem obszarowego sterowania ruchem
3.budowa obwodnicy Nowosolna
4.przebudowa ulicy Rokicińskiej i Strykowskiej
5.remonty dróg i chodników w Nowosolnej, Mileszkach i Andrzejowie

Mnie, jako mieszkańcowi Starego Polesie nic z wyżej wymienionych propozycji nie przemawia do wyobrazi. Niżej jest ciut bliżej sercu, choć i tak słabo -

Doprowadzimy również do przebudowy i remontów kilkudziesięciu ulic, m.in.:
Łagiewnicka, Rojna, Zjazdowa, Tuwima, Tramwajowa, Inflancka, Rokicińska, Aleksandrowska, Wólczańska, Legionów, Lutomierska, Jugosłowiańska, Jaracza, Wróblewskiego, Czerwona, Narutowicza, Rewolucji 1905 r, Unii Lubelskiej, Szczecińska, Ustronna, Przędzalniana, Żeromskiego, Aleksandrowska, Szczecińska i wiele innych.

- nawet w czczych, niepopartych żadnymi, zdjęciami czy linkami (przecież to blog - możliwości jest pełno!) do projektów, założeń, kosztorysów, planów, czegokolwiek. Po prostu - przebudujemy. Ale jak, na szersze, węższe, szybsze, wolniejsze? Tego już kandydat Joński nie mówi w tym wpisie. W notce "Infrastuktura przede wszystkim" znów niewiele konkretów (o tych za moment:)) - coś o kręgosłupie, coś o oświetleniu, coś o ścieżkach rowerowych, coś o chodnikach. Ale, co? - No, będą! Przejdźmy więc do "Konkretów", zwłaszcza, że prezyednt Joński kieruje wpis zwłaszcza do trzydziestolatów, czyli i do mnie. Najpierw coś dla studenótw/absolwentów - dowiedzą się, że nie jest lekko, że uczelnie nie oferują tego czegoś, czego wymaga rynek pracy, ale dzięki szkoleniom będzie lepiej ponieważ, nieustannie poszukując nowych możliwości rozwoju osobowego i zawodowego, [...] na rozwój przedsiębiorczości udało się w tym roku pozyskać z rezerwy rządowej ponad 5 mln zł. :-) Łał, całe 5 milionów. Moża za to kupić pewnie z 8 samochodzików do sprzątania ulic, albo z osiem wypasionych karetek, albo z 4 merce dla Pęczaka (wiem, odgrzewany kotlet). No i rozwinąć przedsiębiorczość w Łodzi.

Potem Joński zapowiada, ile nowych przedsiębiorstw powstanie, dzięki dotacjom z PUP-u, w Łodzi w - uwaga! - 2010 roku. Całe 1371! Panie Joński, jak Pan chce tu szczuć starymi danymi, to niech Pan poda, ile z przedsiębiorstw otwartych dzięki dotacjom z PUP-u w 2008 roku działa do dziś.

Na koniec rzeczywiście coś dla trzydziestolatów - obietnica utworzenia nowych miejsc w przedszkolach i żłobkach. Ale znów żadnych konkretów (tytuł jak widać nie zobowiązuje:-)). Trzydzistolatkowie dowiedzą się, ile kosztuje opiekunka (jakby nie wiedzieli), dowiedzą się, że otwarcie nowych państwowych placówek nie spowoduje zamknięcia prywatnych  (Czyżby właścicieli i klientów prywantnych placówek było tak wielu, że trzeba ich też połechtać)? Lecz nie dowiedzą się, ile miejsc rzeczywiście brakuje, nie dowiedzą się kiedy i gdzie powstaną nowe przedszkola i żłobki, nie dowiedzą się, ile pieniędzy zostało na to przeznaczone do tej pory). Znów wyrób czekoladopodobny - konkrety bez konkretów.

Nie będę już pisał o Rudzkiej Górze w wizji Jońskiego. Byłem tam w wrześniu, zjechałem saneczkami, wypiłem dwie czy trzy żołądkowe gorzkie, zjadłem pierogi. Było fajnie. Bez Jońskiego.

PS. Odnośnie rodziców z dziećmi w Łodzi i Warszawie kolejna notka. Już wkrótce.

12:34, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »