Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
czwartek, 31 marca 2011
Blogerka Zdanowska

Tym razem o blogu Hanny Zdanowskiej. Podoba mi się to, że jest. Nie podoba to, że nie ma możliwości komentowania. Siła blogów polega na tym, że autor może jednak wejść w natychmiastową, bezpośrednią interakcję z czytelnikami Niekoniecznie oczywiście czytelnicy muszą chcieć komentować (jak choćby tutaj), ale jednak powinni mieć taką opcję.

Przyjemnie jest mieć prezydenta normalnego w tym względzie, że nie lekceważy totalnie zwykłych ludzi, jak to miał w zwyczaju Kropiwnicki.  Nawet jeśli blog jest tylko propagandową tubą, to dobrze mieć wgląd w poglądy i podejście do różnych spraw prezydenta. Z dzisiejszej notki pani prezydent (niech będzie, że sama pisze) dowiaduję się, że dla mnie najważniejszym wiceprezydentem jest Paweł Paczkowski - ma zajmować się programem 100 kamienic, rewitalizacją śródmieścia, budownictwem komunalnym, budową i remontem dróg, a nawet wagami dla TIR-ów!. Trochę tego jest. Paweł Paczkowski jest z zawodu dyrektorem. Pewnie to dobrze, bo sprawy wymienione na blogu Zdanowskiej dla laika wydają się bardzo trudne i wymagające. Tradycyjnie próżno googlować konkretów (pewnie gdyby pan wiceprezydent miał prowadzić blog, to nie było by komu redagować GŁ;-).Co?, gdzie?, jak?, za ile?, skąd?, kiedy?, w jakiej kolejności? to pytania trudne, a tym samym nie tylko nie stawiane, lecz przede wszystkim pozostające bez odpowiedzi.

Wracając do listy priorytetów pani prezydent - dla mnie  pewne rzeczy są cały czas niezrozumiałe. OK, wiem, że pewne projekty są bardziej "polityczne" i medialne i po prostu nie można ich nie forsować, ale jednak należało by zachować jakąś miarę. Mówię o Nowym Centrum Łodzi, jak można się domyślić. To, że są to szklane domy, to oczywiście dla władzy dobrze. Można mówić o tym do następnych wyborów, tym bardziej, że z Fabrycznym w tym czasie pewnie już zacznie się coś dziać, więc będzie można się pochwalić. Ale przecież nie można ludzi w nieskończoność wodzić za nos budową jakiejś urojonej wyspy, podczas gdy wokół wszystko będzie się coraz bardziej zapadać i rozpadać! Program 100 kamienic jakoś tak w mediach dużo niżej niż NCŁ. Rewitalizacja Śródmieścia wydaje się odgrzewanym kotletem, zwłaszcza wymieniona jako pozycja osobna niż program 100 kamienic. Na zdrowy laicki rozum, rewitalizajca Śródmieścia - gdyby miała być robiona porządnie - powinna kosztować znacznie więcej niż budowa NCŁ-  wszak każdy budowlaniec potwierdzi, że taniej zbudować nowy dom niż gruntowanie wyremontować mocno zniszczony stary.

Kolejna rzecz, według mnie medialnie przeceniana, to Księży Młyn. Owszem, jest tam klimatycznie, artystowsko(?), unikatowo. Owszem, KM jest dobrze położony, bo i tuż przy parku i prawie w centrum, ale jak dla mnie, żeby mówić o dzielnicy artystycznej, to KM jest zdecydowanie za mało - nie wiem, jak to ująć - mieszkalny. Chodzi mi o to, że terenu jest tam sporo, lecz budynków dzisiaj pełniących funkcję mieszkalną jest stosunkowo mało. Nie mogę sobie wyobrazić KM tętniącego życiem, pełnego spacerujących ludzi, gwarnego, otwartego na przechodniów (turystów?). Lofty u Scheiblera są miejscem tak chłodnym i mało przyjaznym, że równać się z nimi może chyba tylko centrum Fujitsu (patrząc z ulicy). W okolicy jest również ŁSSE, mimo sąsiedztwa Muzeum Książki miejsce z definicji nieturystyczne, nieartystyczne i niemieszkalne. Krótko mówiąc - zupełnie nie widzię tam dzielnicy artystyczej. Może i będzie pół ulicy, sztucznie pompowanej przeróżnymi dotacjami, gdzie będzie taki ruch turystyczny jak wcześniej w pracowniach przy Jerzego. I tyle. No, ale znów, politycznie nie można Księżego Młyna zostawić na pastwę nie wiadomo kogo.

Nie chcę mówić, czego mi na liście priorytetów brakuje. To musi "samo" dojrzeć w wybrańcach społeczństwa łódzkiejgo:-)

23:12, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 marca 2011
Bloger Kropa

Od jakiegoś czasu śledzę bloga Jerzego Kropiwnickiego (na onecie, nie chcę robić mu reklamy linkiem) i strasznie mnie on wciąga. Nie ma jeszcze komentarza do ostatniego njusa o wyborze pełnomocnika ds. rowerowych, ale jest notka o akcji, cytuję nieściśle, "zorganizowanej przez GW z udziałem pro-platformerskiej Grupy Pewnych Osób", czyli o niedzielnych zakupach  na Piotrkowskiej. Pan Profesor nie dość, że wali orty (coż, zdarza się każdemu, mnie także), to cały czas nie może pojąć tego, że GPO nie powstało z pobudek politycznych. O tym, że za akcją stała, według Kropy, Wyborcza szkoda pisać. Każdy, kto jest na liście dystrybucyjnej googlowej grupy GPO może łatwo udowonić, że mail stamtąd był wcześniej niż artykulik w GŁ. No, ale oczywiście rozumiem, że to nie jest wiarygodny argument wtedy, gdy zakłada się intnienie różnych spisków:-)

To, że w świecie Kropiwnickiego nie ma miejsca dla zaangażowanej, aktywnej i mającej ambicje wpływania na kształtowanie miasta organizacji społecznej, która jednocześnie nie jest w swej naturze polityczna, czyli nie wspiera czynnie żadnej partii politycznej i nie chce się z żadną identyfikować, utwierdza mnie w przekonaniu, że ten człowiek nie rozumie dzisiejszego świata. Mentalnie tkwi w gdzieś tam, skąd wielu Polaków już dawno wyszło.

Fajnie, że dziś jest blogerem, a nie czynnym politykiem. Język któym się posługuje rzeczywiście bardziej nadaje się do blogosfery niż do świata polityki. Sądy, które wygłasza, mogą przekonać stereotypowego czytelnika onetu (sam zainteresowany pewnie nie ma pojęcia o bagażu skojarzeń onetowych), ale - mam wrażenie - jak na byłego prezydenta miasta, są coś na bardzo dużym poziomie ogólności. Sama choćby recepta na Piotrkowską ("Posłuchajmy kupców, weźmy pod uwagę ich potrzeby") jest przecież płytciutka. Kupcy nie mówią jednym głosem, można zaripostować krótko i zamknąć dyskusję. Kupcy są jedną tylko jedną ze stron zaangażowaną w Piotrkowską, kupcy myślą przede wszystkim o swoim interesie, kupcy póki co nie przedstawili żadnych wiarygodnych badań, opracowań i analiz wskazujących na to, że akurat oni mają rację. I tak dalej i tak dalej. Ale przecież takie prawo wolnej twórczości. Można pisać, co się chce, czytać oczywiście nie trzeba.

Fajnie, że dziś można z Jerzym Kropiwnickim porozmawiać, poznać jego poglądy, zgodzić się z nimi bądź je obśmiać.  I mówię to jak najzupełniej poważnie.

Krótko mówiąc - właściwy człowiek na właściwym miejscu:-)

10:46, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 marca 2011
"Kilka dekad stagnacji"

Wywiad łódzkich dziennikarek z profesorem Tadeuszem Markowskim z UŁ przeszedł jakoś bez echa, mimo tego że poruszane są w nim problemy żywo dyskutowane w Łodzi tuż przed wyborami samorządowymi. I mimo tego, że niektóre tezy stawiane przez profesora wydają się kontrowersyjne. Pan profesor uważa na przykład, że miasto nie powinno sprzedawać mieszkań z wysoką bonifikatą. Kilkakrotnie w wywiadzie daje wyraz swojej niechęci do tego pomysłu. W jednym miejscu odpowiadając na pytanie: "[...]dlaczego biedni trafiali do mieszkań akurat w centrach polskich miast?", mówi:


"Gminy mogły dysponować swoimi mieszkaniami. A posiadały je właśnie w kamienicach w centrach. Jednak nie samo rozlokowanie było największym błędem, tylko pomysł wielu miast, by sprzedawać mieszkania za symboliczną złotówkę. Najubożsi stali się właścicielami mieszkań w śródmieściach i szybko okazało się, że nie stać ich na remonty."

Dla mnie jest to stwierdzenie szokujące - albo powszechne przekonanie o przyczynach patologii w Śródmieściu jest błędne, albo pan profesor się jednak myli. Bo przecież od dawna "mówi się" o tym, że "menele" i "żule" mieszkający w gminnych mieszkaniach i niepłacący czynszów są problemem. Nie chce mi się szukać, ale kilka miesięcy temu był nawet opublikowany report z zadłużenia lokatorów mieszkań komunalnych przy samej Piotrkowskiej. Zresztą w innym miejscu w tym wywiadzie profesor również wspomina o lokatorach zalegających. A tu się nagle okazuje - bo jak inaczej rozumieć zacytowane zdanie - że tak naprawdę to problemem nie są lokatorzy, lecz właściciele. Czyli, że większość z kolesi wystających w bramach od rana, czy śpiących gdzie popadnie, jak pozwala pogoda, wykupiło kiedyś swoje mieszkanie za "złotówkę"? Trochę nie chce mi się wierzyć, bo przecież ta symboliczna złotówka, to dziś bodajże 5% wartości mieszkania. Skąd oni mieliby wziąć te kilkanaście tysięcy? I kto miałby im pomóc w formalnościach?

W innym miejscu rozmówca opowiada dziennikarkom:

"Bo po sprzedaży mieszkań za grosze powstał miks własności. Wiele kamienic jest w połowie prywatnych, w połowie należy do gminy. I nikt się nie poczuwa do remontów. Nic dziwnego, że nie ma chętnych na mieszkania w centrum".

I znów mnóstwo znaków zapytania - czy ten miks własności nie wynika raczej z nieuporządkowanych ksiąg wieczystych i nierozwiązanych spraw spadkowych przemieszanych z własnością gminną? I dlaczego niby mieszkańcy "prywatni" mieliby nie poczuwać się do remontów dlatego, że sąsiadują z mieszkańcami "gminnymi"? U nas poczuwają się. Owszem gmina oponuje, bo "nie ma pieniędzy", ale gminę da się przegłosować. I wtedy pieniądze się jakoś muszą znaleźć.

Inne tezy wywiadu też, myślę, mogą być dyskusyjne. Jak ta o tym, że w Europie nie ma żadnego miasta (za wyjątkiem stolic), gdzie nastąpił proces  - nieuchronny po procesie suburbanizacji - reurbanizacji. OK, może nie znam zbyt dobrze Europy, ale jak sobie przeglądam taki raport Mercera i widzę, że wśród miast z pierwszej 10 najlepiej nadających się do życia jest 6 nie-stolic, to znów nie chce mi się wierzyć, że wszystkie one (czy też tylko te 5 z Europy) są w fazie suburbanizacji i jeszcze nie weszły w fazę reurbanizacji. Czy życie w nich byłoby porównywalne do życia w niektórych stolicach (Wiedeń - słynący przecież między innymi ze swoich kamienic - jest tam na pierwszm miejscu), gdyby ich centra pustoszały po zamknięciu biur? Trudno uwierzyć.

Tak czy inaczej gorąco polecam wywiad, bo mimo niektórych - przynajmniej w oczach laika - kontrowersji, wnosi wiele do dzisiejszej dyskusji o Łodzi.

00:13, miejskie_narty , ASUL
Link Komentarze (2) »