Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
czwartek, 21 marca 2013
Zamieszkać na Starym Polesiu cz. 2

Ostatnią notkę skończyłem na przywołaniu inwestycji BGR Project Development. Architektonicznie jest to projekt odważny, nie chcę oceniać, czy dobry czy zły, zresztą mało się na tym znam. Mogę powiedzieć tylko, że na wizualizacjach nawet się mi podoba, choć trochę się obawiam, że w rzeczywistości wyjdzie kloc. No, ale może nie.  

I o tym, czyli o wizualizacjach chciałbym teraz kilka słów. O wizualizacjach i wizjach sprzedawanych przez developerów. 

 

 

Na grafice widać (screen ze ich strony) kilka ciekawych rzeczy, oprócz oczywiście planowanego budynku. Widać równy, zielony trawnik, równy, poszerzony(!) chodnik i równe niedziurawe ulice. To szczegóły budujące w zamierzeniu autora spójną wizję. Mamy tu kompletnie zmieniony charakter Starego Polesia - ktoś (zdaje się, że nawet Afropolak) biega, idący mężczyzna ma białą koszulę i krawat!, a matka z dzieckiem nie wygląda na zmartwioną tym, że właśnie wdepnęła w psią kupę. Natomiast kamienice po północnej stronie 6 Sierpnia mają zamurowane i zamalowane okna. Pewnie w wizji developera nie ma tam obecnych mieszkańców, a jest, bo ja wiem? - parking? hala do squasha?, magazyn designerskiego sklepu Apple'a na Barlickim? Z jednej strony sprzedaje się nam normalność (biały kołnierzyk idący pieszo do pracy), z drugiej tuszuje (prawie dosłownie) dotychczasową strukturę. Spójność wizji się trochę rozjeżdża.

Być może taki jest standard wizualizacji developerskich na całym świecie. Wolałbym jednak, żeby grafik zadał sobie ten trud i postarał wyobrazić jakieś życie w sąsiedztwie. Fragment opisu ze strony:

  

Pisałem już o tym wcześniej, "stara dzielnica mieszkaniowa na granicy administracyjnej Śródmieścia i Polesia", 5 minut do Manu, 10 spacerkiem do teżewe na Kaliski i Fabryczny, (i pewnie 15 do toru F1 na Brusie), wszystko pięknie i miło, symbol rozwoju okolicy. Okolicy bez nazwy. Bardzo bym sobie życzył, żeby BGRPD przyczynił się do rozwoju Starego Polesia, żebym chodząc do pracy spotykał ludzi w białych koszulach i krawatach (jak bardzo bym ich prywatnie nie cierpiał) i uśmiechając się do nich kiwał przyjaźnie głową na powitanie. Jednak póki co po Łodzi, a zwłaszcza po Starym Polesiu, nie chodzą tacy ludzie.

Życzę szczęścia rzeczonej firmie przy sprzedawaniu swojej wizji. Nie wiem jednak, czy lepiej by nie wyszli pisząc prawdę - że Stare Polesie to zniszczona dzielnica, którą chcemy i powoli przywracamy do życia, że jak jesteś absolwentem (albo przyjezdnym specjalistą)  to możesz w rozsądnej cenie kupić sobie mieszkanie tutaj, że, że....sorry zaciąłem się. No, prawda na razie nie jest szczególnie atrakcyjna, ale może właśnie dlatego, że w rzeczywistości developerzy nie chcą brać na siebie żadnej społecznej odpowiedzialności. Chcą po prostu sprzedać swoje mieszkania. 

Sprzedanie prawdy nie jest jednak niemożliwe. Pewnie jest trudniejsze i bardziej kosztowne, i pewne każdy developer lekką ręką i ciężkim językiem zakwestionowałby moje "lepiej by wyszli" z poprzedniego akapitu. No ale jeśli taki developer wyłożyłby określone środki po to, żeby rzeczywiście okolica stała się ładniejsza, to czy w perspektywie 10 lat sam by na tym nie zarobił? Czy księgowi dzisiejszych developerów liczą 10 lat w przód? Nie mam pojęcia.  

Dziś w realu ten fragment wygląda mniej więcej tak: 

 

 

Mimo wszystko kupujcie, poważnie mówię. :-)

 

środa, 20 marca 2013
Zamieszkać na Starym Polesiu, cz. 1

Zaieszkać na Starym Polesiu nie jest łatwo, przynjamniej jeśli chodzi o nowe budownictwo. I to nie dlatego, że nie pojawiają się nowe budynki mieszkalne - te owszem są, lecz póki co żadnen z developerów nie skusił się, żeby przyznać wprost, gdzie buduje. Raczej obowiązuje wersja "blisko centrum", "pięć minut od Manufaktury" czy "niedaleko Piotrkowskiej". 

Moim skromnym zdaniem łatwiej by im było sprzedać te mieszkania, gdyby zaakceptowali fakt, że powstają one na Starym Polesiu i informowali o tym potencjalnych kupców. Choć  z drugiej strony rozumiem, że na razie nie ma za bardzo do czego się przyznawać. (Moje skromne wysiłki, by nadać temu miejscu namiastkę toższamości są chyba jednak zbyt skrome). Dzielnia raczej nie istnieje w świadomości Łodzian, a jeśli już, to negatywnie.

Tak czy inaczej, jest jakiś ruch w interesie developerskim, kilka inwestycji zostało ukończonych, jedne cieszą większy powodzeniem, inne mniejszym. Numerem jeden dla mnie jest budynek przy Żeligowskiego.

 

Nie jestem pewien, czy zadecydowała o tym skala, czy sąsiedztwo banalego parterowego ciągu sklepów i punktów usługowych naprzeciwko, czy może jednak miejsce, w niewielkiem w sumie stopniu sąsiadujące z typowymi zrujnowanymi kamienicami staropoleskimi, jedak wydaje się, że zdecydownanie udało się developerowi ożywić swoją inwestycję. Inni mają nieco mniejszą skuteczność.

Kamienica Przy Teatrze, róg Więckowskiego i Wólczańskiej niestety wciąż wydaje się prawie niezamiekszana. Wygląda atrakcyjnie, wizualizacje ciekawe, no ale położenie kiepskie. Rozumiem intencje inwestora, by nazwą nawiązać do śródmiejskiego, kulturalnego (w domyśle: uspokojonego otoczenia) Jednak charakter jednokierunkowych dwupasmówek w centrum skutecznie zniechęca potencjalnych kupców. Fajnie jest mieszkać w ładnej kamienicy, ale naprawdę niefajnie jest mieć pod oknami miejsce startu lokalnych bolidów czekających na zielone przy Zachodniej. Na miejscu właściciela budynku skupiłbym się na lobbingu na rzecz Tempo-30. Wieczorem, gdy mniej więcej można ocenić, ile mieszkań jest zamieszkanych wygląda to tak:

 

Inną ciekawą propozycją jest inwestycja przy Legionów/Cmentarnej. Wydaje się, że tutaj też można mówić o umiarkowanym sukcesie - na parterze są jakieś biznesy, wieczorem jest w miarę widno, ogólnie rzecz biorąc jest życie:

 

Z ciekawostek jest jeszcze kamienica przy Lipowej 20, gdzie dobudowano piętro i można kupić sobie nowe mieszkania. Byłem tam kiedyś na parterze u ubezpieczyciela - mieszkanie świetne, przestronne, jasne. Naprawdę fajnie. Lipowa od dłuższego czasu jest moim czarnym koniem - jak zacznie się nowe życie Starego Polesia, to zacznie się właśnie od Lipowej. Nie mam pojęcia jak wygląda tam sprzedaż, ale ceny raczej wysokawe (zwłaszcza jeśli porównać je np. z cenami wyprzedawanych loftów u Scheiblera.

Tuż obok budowana jest plomba, która, nie licząc kolorów, w miarę mi się podoba. Czy będzie miała branie, zobaczymy:

 



Trochę dalej na południe zapowiedź czegoś oryginalnego, ale to zasługuje na oddzielną notkę. Póki co kończę z kapialistycznym pozdrowniem: chodźcie i kupujcie tutaj wszyscy!  

niedziela, 10 marca 2013
Park Poniatowskiego

Stare Polesie, jak powszechnie wiadomo, z lasem, czy inną zielenią miejską ma niewiele wspólnego, więc gdy chcesz z dzieckiem spędzić trochę czasu na powietrzu, a najbliższy plac zabaw w niespodziewanie wiosenny początek marca wygląda tak:

to pozostaje pojechać albo na Zdrowie albo do parku Poniatowskiego. Ja jakoś bardziej lubię do Poniatowskiego i tam jeżdżę częściej. I zawsze irytuje mnie to, jak kiepsko ten park jest skomunikowany z miastem. Gdy się jedzie tam samochodem, to są trzy możliwości zaparkowania. Albo od wschodu, przy Żeromskiego, przed Wyższą Szkołą Pedagogiczną - ale tam, w zatoczce i na chodniku może stanąć w sumie z dziesięć samochodów, więc często jest to opcja tylko teoretyczna, albo na małym parkingu od południa, przy gimnazjum przy Inżynierskiej oraz ewentualnie na parkingu pobliskiego CH Pasaż Łódzki, czyli, jak mówią lokalsi, pod Realem. Parkowa, która oddziela Real od parku z południa, jest ulicą z zakazem parkowania:

Z zachodu i od północy park zamykają odpowiednio Jana Pawła i Mickiewicza, czyli arterie, przy których również nie da się zaparkować. Mamy więc sytuację, że przy jednym z popularniejszych łódzkich parków jest bezpośrednio może 20 miejsc parkingowych oraz hipermarket z morzem asfaltu wybudowanym właśnie po to, żeby na nim parkować.

Jak jednak widać na powyższym zdjęciu, między Realem a parkiem, przez ulicę Parkową, nie poprowadzono żadnego przejścia dla pieszych. Sam tam parę razy parkowałem i mam doświadczenie takie, że naprawdę nielekko przejeść przez tę ulicę, zwłaszcza np. z dziecięcym wózkiem czy rowerem.  Utrudnia nie tylko brak przejścia, lecz również stosunkowo duży ruch, wysokie krawężniki i trawniki między chodnikami a ulicą. W efekcie od wielu lat parking bezpośrednio przylegający do parku wygląda niezmiennie tak:

Tam, gdzie można, jest zastawiony (nie widać na zdjęciu) i tam, gdzie nie można też jest zastawiony (widać na zdjęciu). Sam się bardzo denerwuję, gdy widzę ludzi wjeżdżających za zakaz i tam parkujących i - przyznaję - odczuwam satysfakcję, gdy widzę strażników miejskich lepiących mandaty. Jednak naprawdę nie mogę zrozumieć, dlaczego blokada uniemożliwiająca wjazd do parku (widać ją trochę na zdjęciu) nigdy nie jest postawiona i oczywiście nie mam pojęcia, dlaczego zarządca parku nie wpadł na pomysł, by dogadać się z marketem i ZDiT-em ws. pasów na Parkowej. 

Podejrzewam zwykły brak wyobraźni i powszechny tumiwisim, jednak gdy widzę blokady na kołach za zakazem (a widzę je często, bo strażnicy doskonale wiedzą, że tam jest łatwy zarobek), to mam trochę inne podejrzenia.

21:10, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »