Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
wtorek, 27 kwietnia 2010
Graffiti

Jak już pisałem ogólnie mało rzeczy wkurza mnie tak, jak skoksowani kolesie, ale muszę przyznać, że przeżyłem kiedyś lekką fascynację Banksym, więc nie wszystkie przejawy było nie było wandalizmu ulicznego wywołują we mnie bezsilną złość.

Jak ostatnio wybrałem się z synkiem na spacer, specjalnie na potrzebę tej notki zawędrowałem w okolice Łąkowej - swoją drogą jednej z fajnieszej ulic Starego Polesia, by strzelić niniejszą fotę:

Praca nie ma może polotu dzieł Banksy'ego i zasadniczo nie zgadzam się z jej przesłaniem, ale doceniam pomysł i doceniam wykonanie. I biorąc pod uwagę to, że jest wykonana na murze i tak zaniedbanym, jakby w ogóle nie miał właściciela, to gdybym był nim, już choćby ze wstydu zastosowałbym się do prośby i nie zamalowywał. Praca jest dowcipna, świeża - mimo, że w szarych odcieniach - i rozwesela tę smutną w dużej mierze okolicę.

Piszę o tym, bo jak tylko przeczytałem o planach, by część ruder między Manufakturą a Piotrkowską została pomalowana przez znanych w świecie grafficiarzy (czy może twórców street artu?), to pomyślałem sobie o niszczejącej kamienicy z rogu Lipowej i Próchnika (której fragment jest na zdjęciu w czołówce bloga). Ten klimayczny róg wygląda fatalnie głównie przez wygląd właśnie tego budynku - widać go i z Piotrkowskiej i z Zielonej. Pisały o nim i Aleksandra Hac (link nie bezpośrednio do tekstu, lecz do przeklejki za jednym z łodzkich for)i Marta Pietrasik z naszej kochanej łódzkiej Wyborczej, pisał gdzieś zdaje się Jakub Polewski i jak to zwykle bywa - nadal nikt nic nie wie, co dalej z nim będzie. Wyburzenie byłoby najgorszą opcją - bo w efekcie powstałaby w jego miejscu lepsza bądź gorsza plomba lub, co niestety bardziej przemawia mi do wyobraźni, przez wiele lat straszyłby pusty plac, ewentualnie zagospodarowany przez jakiegoś lokalnego biznesmena na parking.  Gdyby zamiast szpetnej, zniszczonej elewacji powstało ciekawe graffiti, być może budynkiem zainteresowałby się ktoś, komu opłaciłoby się zainwestować w jego odnowienie i przywrócenie do życia. Temat jest dłuższy i bardziej skomplikowany niż samo namalownie graffiti na elewacji, więc póki co kończę, komplementując postać z małpką. (Podobną małpkę już jakbym gdzieś zresztą widział w Łodzi, nie mogę tylko skojarzyć gdzie).

15:03, miejskie_narty , materiał
Link Komentarze (4) »
wtorek, 13 kwietnia 2010
Mam nową klawiaturę w laptopie

Nie było mnie tutaj prawie trzy tygodnie - na usprawiedliwienie mogę podać wiele różnych okoliczności (większość z nich ma wytłoczony napis "Huggies", inne - "Salbutamol", "Diphergan", "Ospamox", "Zinnat", "Flegamina" i tym podobne), z których najbardziej błaha, lecz jednocześnie  najbardziej wkurzająca, to brak spacji w klawiaturze. Niby miałem jakąś zastępczą zewnętrzną, ale wiadomo jak ciężko się pisze na czymś, czego nie używa się na co dzień. Dziś w końcu zainstalowano mi nową w serwisie, więc spieszę coś skrobnąć, by reszta czytelników nie zniechęciła się do końca.

O katastrofie w Smoleńsku nie mam zamiaru pisać, mimo że czytam i oglądam o tym prawie non-stop.

Na ośce wiosnę widać coraz bardziej. Dzieciaki jak co roku nie mają gdzie pójść, więc snują się po podwórkach i po ulicach. Piach jak co roku zalega przy krawężnikach. Jedyne pocieszenie to to, że gigantyczne dziury na pety, puszki i butelki w końcu znów przyciągnęły facetów w pomarańczy i może wreszcie ten koszmar barierkowy się skończy.

W Muzeum Sztuki znów(?) otworzono kawiarnię. Jutro mam dzień wolny (powiedzmy), więc może uda mi się tam zajrzeć na parę minut.

Śmieszne - od jakiegoś czasu zbierałem się, żeby napisać coś o Zielonym Rynku, a zwłaszcza o kolesiach handlujących tam bez żenady lewymi fajkami, a tu GŁ mnie uprzedziła. Co prawda red. Masłowski nie pisze o placu Barlickiego, lecz może to i lepiej, bo kolesie nic sobie z artykułu nie zrobili i nadal stoją, tam gdzie stali. Nie chciałem jednak pisać kolejnej "interwencyjnej" notki (nie tylko dlatego, że ostatni mój czytelnik ich sobie nie życzy) - dla mnie rynek jest fascynujący, bo jest autentyczny - życie tutaj płynie swoim, całkiem żwawym, tempem i wiele różnych postaci składa się na jego klimat, także szemrani kolesie z szemranymi fajkami. Jeszcze o tym napiszę obszerniej.

Z innych ważnych zdarzeń z życia dzielnicy, to oczywiście pożar w willi Kellera. Dla mnie najciekawsza była informacja o tym, kim jest właściciel: to hollywoodzki aktor kina akcji, Max Ryan. Wygląda na to, że kupił sobie ten podniszczony pałac przypadkiem, przy okazji kręcenia w Łodzi filmu. Czy rzeczywiście tak było? Czy to wygląda w ten sposób, że jedzie sobie taki ktoś, patrzy przez okno i wpada mu w oko budynek, który postanawia kupić? Czy ktoś inny mu to może podsuwa jako lokatę kapitału? "Wiesz kupisz teraz za grosze, poczekasz z 10 lat, to to miasto z pewnością odbije się od dna i real property nabierze real prices." - podpowiedział życzliwy opiekun? Czy tak właśnie wygląda inwestowanie w Łodzi? Ciekawe z jakich prawdziwych pobudek działkę tuż obok kupił ex-piłkarz Koźmiński? Czy rzeczywiście coś tam będzie robił, czy też ruina będzie czekać na lepsze czasy? Zobaczymy.

Co jeszcze?

Parę kamienic odzyskuje blask. Powinienem chyba rozpocząć sporządzanie dokumentacji fotograficznej starych budynków na całym osiedlu. Z dwóch powodów - po pierwsze by, móc dostrzec zmianę na lepsze i pokazać ją Wam, a po drugie by móc dostrzec zmianę na gorsze i też Wam pokazać. Bo jednak część odnowień obywa się po cienkich - i w efekcie kamienice zaczynają przypominać bloki. Być może ktoś byłby chętny, żeby wesprzeć mnie w budowaniu takiego spisu stanu dzielnicy? Dzień coraz dłuższy, słońca więcej, nic tylko chodzić i pstrykać!

 

 

01:48, miejskie_narty , forma
Link Komentarze (9) »