Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
środa, 12 maja 2010
FD4K

Dziś znów gruchnęła wiadomość, że kolejny łódzki festiwal zostaje zawieszony. Nie jest to oczywiście dobra wiadomość, lecz nie zabierałbym się od razu do potępiania komisarza i jego urzędników, co w łódzkim internecie ostatnio jest bardzo popularne.

Sam mam sporo zastrzeżeń do działalności obecnej ekipy. Sądzę, że jak tak dalej będą postępować, to mają duże szanse na przegranie nadchodzących wyborów, co przy gigantycznej niepopularności kliki Kropiwnickiego, skandalicznym stanie miasta w dniu odejścia prezydenta i wreszcie nieprzeciętnej bucie jego samego byłoby dużym wyczynem.

Ale akurat jeśli chodzi o festiwale, to jeszcze raz zalecam ostrożność, zwłaszcza, że o pochopne, krytyczne wobec urzędników wnioski z oświadczeń organizatorów festiwali bardzo łatwo. Być może rzeczywiście łódzkie PO jest tak bezrefleksyjne, że co i rusz strzela sobie w stopę "czepiając" się organizatorów, tym samym wystawiajac się na ich szantaże w postaci konferencji prasowych, podczas których ogłaszany jest "brak możliwości współpracy z obecnymi władzami". Jest to jednak dla mnie wątpliwy scenariusz - nie wydaje mi się, by Sadzyński (czy kto tam za nim stoi) był aż tak krótkowzroczny. Raczej widzę w tym działaniu niezbędne w dłuższej perspektywie przywracanie odpowiednich proporcji w relacjach między miastem a inicjatywami prywatnymi. O Centrum Camerimage i Marku Żydowiczu napisano już tyle, że nawet nie widzę sensu linkować odpowiednich tekstów, dość przypomnieć, że powód okupacji UM, czyli rzekomy deadline na składanie dokumentacji do ministerstwa w celu otrzymania funduszy unijnych okazał się ściemą. Jak można zatwierdzać przyznanie publicznych środków na projekt, którego twórca organizuje okupację sali obrad RM na kilka dni przed planowanym referendum, by wymusić przychylne dla siebie decyzje pod pretekstem, którego zweryfikowanie jako ściemniackiego powinno dziennikarzom zająć pół dnia, a który w obliczu ich niemocy i tak jest weryfikowany przez samo źródło, czyl Ministerstwo Kultury? Jak można zatwierdzać pieniądze na tak kosztowny projekt, więdząc, że nadchodzący budżet będzie mocno ograniczony? Dla mnie w całej tej gmatwaninie informacji płynących z różnych stron szala rozsądku przeważa się na stronę PO.

Jeśli chodzi o FD4K to znów póki co szerzej niewiele wiadomo. Pewnie, że szkoda, że tak ciekawa i popularna impreza się nie odbędzie, niemniej po czyjej stronie leży wina, tego na razie nie wiem. Wiem tylko, że skoro "nie widać dalszych możliwości prowadzenia rozmów", to znaczy że gdzieś nie ma woli prowadzenia takich rozmów. Szukam w sieci statutu Fundacji Festiwal Dialogu Czterech Kultur, z którą dziś umowę rozwiązało miasto (tej umowy nawet nie próbuję szukać), bo ciekaw jestem szczegółów działania tej organizacji, ale nie mogę znaleźć. Są oczywiście dokumenty Miasta Dialogu, z których niewiele wynika, oprócz tego, kto jest prezesem. Oczywiste zastrzeżenia może budzić zatrudnienie w Mieście Dialogu córki pani prezes - w końcu to jest instytucja działająca na podstawie umowy z miastem i w dużej mierze finansowana przez miasto. Nawet jeśli prawnie wszystko jest w porządku, etycznie, jak dla mnie, sytuacja słaba. Tak czy inaczej dziwi nieprzejrzystość relacji między Fundacją a miastem, zwłaszcza brak publicznej informacji o nadzorze fundacji. Niektóre fundacje publikują swoje statuty, by wspomnieć choćby fundację im. Stefana Batorego. Tam, m.in. w paragrafach 8, 12, 13, 14 jasno stoi zakres obowiązków poszczególnych ciał, zwłaszcza Rady, która pełni funkcję nadzorczą. Czemu w naszym przypadku trudno wyguglować coś podobodnego? Czemu miasto nie zadbało, by fundacja, z którą podpisuje umowę i którą decyduje się współfinansować nie ma takiego (a jeśli ma, to czemu jest nieupubliczniony) zapisu w statucie? Być może teraz nie byłoby takich sytaucji, gdyby ta przejrzystość była większa.

Pytań jest wiele, zresztą nie tylko odnośnie FD4K. Gdybyśmy chcieli np. dowiedzieć się ze strony Łódź Art Center, czym ta instytucja jest w sensie prawnym i w jaki sposób jest finansowana, to też się raczej nie dowiemy. A przecież kiedyś głośno było o mało sformalizowanym przepływie pieniędzy między miastem a ŁAC. Nie to, żebym się czepiał, ale wolałbym jednak, żeby tego rodzaju relacje na styku działalności publicznej i prywatnej były całkowicie przejrzyste. Bo inaczej wygląda to tak, że wystarczy zarejestrować fundację, mieć przychylność władz, a wtedy "powołuje się do życia" "centrum" czy "inicjatywę" publiczno-prywatną (gdzie publiczne są pieniądze a "prywatna" fundacja) i można dostać i siedzibę, i dotacje, i etat doradcy prezydenta ds., i zabytkową elektrownię za 1% wartości i tym podobne bonusy, o któych jeszcze nie usłyszeliśmy, ale pewnie kiedyś usłyszymy.

Na koniec tylko jeszcze raz zastrzegę, że nie jestem przeciwny tego typu inicjatywom. Jestem jak najbardziej za. Sam z chęcią zostałbym prezesem fundacji, ale póki nim nie jestem, to wolałbym, by przedstawiciele władz miasta wchodzili w deale tylko z takimi, które są na wskroś przejrzyste, nawet jeśli w świetle prawa ich statuty nie muszą być upubliczniane.

 

 

23:39, miejskie_narty , miasto
Link Komentarze (5) »
wtorek, 04 maja 2010
Jest dobrze

Zeszłotygodniowy spacer po Łąkowej zaowocował jeszcze jednym zdjęciem.

Kamienica niezbyt może urokliwa i ciekawa, jednak z pewnością wyrózniająca się pozytywnie na tle innych na Starym Polesiu. Pisałem już tym kiedyś na , ale dopiero teraz trafiłem na niezłą ilustrację mojej tezy, nie tyle zresztą odkrywczej, ile po prostu zdroworozsądkowej. Otóż syfiasty krajobraz Starego Polesie (i w ogóle centrum) tworzony jest nie tylko poprzez opłakany stan kamienic (i kryjące się za tym usprawiedliwenie-wytrych: "nie ma pieniędzy"), lecz także, jeśli nie głównie, poprzez najzwyklejsze zaniedbania tych elementów, które zasadniczo nie są bardzo kosztowne w utrzymaniu (z jednym wyjątkiem), lecz wymagają odrobiny planowania i codziennej, konsekwennej pracy.

Zacznę od wyjątku: chodnik jest zamieciony i równy. Jak widzę nierówny, dziurawy bądź wybrzuszony korzeniami drzew (często już bez samych drzew) chodnik, to odbieram mesydż o tym, że ktoś po prostu o ten teren nie dba. Że toleruje niechlujstwo, bylejakość, zaniedbanie i degrengoladę. Że daje sygnał mieszkańcom i przyjezdnym: "tutaj twój pies może się wysrać, tutaj możesz cisnąć puszkę po piwie, tutaj możesz wypluć gumę i rzucić peta - i tak jest przecież syf i nieporządek". Zadbane, przemyślane i zagospodarowane chodniki to znak, że w danym miejscu panuje administracyjny porządek. Bo i ile budynki miewają różnych właścicieli, o tyle za chodnik, a przynajmniej za jego wykonanie, odpowiada zarządca danej części miasta. Jeśli chodzi o zamiatanie, to sprawa też jest nieoprosta - co z tego, że o 6 rano dozorca (w posaci praconika firmy sprzątającej) przyjdzie i zamiecie, skoro tuż po jego odejścu zaczyna się procesja psiarzy?  Administratorzy zazwyczaj dają ciała. Ma być zamiecione? Przecież jest zamiecione! A że cały dzień jest brudno, to już tylko wina brudzących przechodniów. Otóż nie tylko. Także tego, że sprzątanie jest nieefektywne. Na zdjęciu widać jednak (fakt, że słabo) że akurat jak tamtędy przechodziłem (po czternastej) było czysto. Ktoś najwyraźniej sprząta nie tylko o 6 rano.

Po drugie elewacja tej kamienicy jest niezamalowana sprejem. Być może nikomu nie przyszło do głowy, by tam coś malować - jednak bardziej prawdopodobne jest, że ktoś te napisy regularnie usuwa. Pisałem już o tym, więc nie będę się powtarzał.

Po trzecie - jest zadbana i solidnie zabezbieczona zieleń. Trawa nie jest droga, utrzymanie jej w porządku na pewno jest jednak pracochłonne. Więc wydaje się oczywiste, że ktoś kto planuje trawnik w miejscu publicznym, powinien go w jakiś sposób zabezpieczyć przed ludźmi z psami, ludźmi z samochodami i ludźmi bez psów i bez samochodów. Dlaczego większość trawników jest niezabezpieczona bądź zabezpieczona nieudolnie, niechlujnie i prowizorycznie? Administrator znów źle wykonał swoją robotę. Na zdjęciu widać solidne ogrodzenie. Owszem, trawnik tuż przy ścianie budynku nie jest zagrożony przez parkujące samochody, ale przez psy jak najbardziej. I nawet jeśli taki płotek nie powstrzyma wszytskich psów, to część na pewno. Poza tym w "ogródku" są również drzewa. Być może są za duże, być może wygodniejsze byłyby jakieś gatunki typowo miejskie. (Szukając jakiejś ilustrcji do widoków znanych z bardziej cywilizowanych miast, znalazłem to. Kiedy u nas podobny projekt?) Jednak drzewa są, i są zielone (przynajmniej jedno:-). Dla porównania wklejam trawnik i drzewa z al. 1Maja:

Nieogrodzony, niezielony, zakupiony. Co ciekawe widać, że ktoś coś na tym "trawniku" grabił. Podejrzewam jednak, że chodziło raczej o sprzątnięcie do z psich kup niż jakieś czynności ogrodnicze.

Na koniec pytanie: kto gopodaruje tym (i podobnymi) trawnikiem? Skoro ciągnie się on na wysokości kilku budynków, to trudno założyć, że adminitratorzy poszczególnych kamienic (tak jak mają obowiązek dbać o chodnik przylegający do kamienic). Trudno też wyobrazić sobie, że wszystkie kamienice są np. gminne i dzięki temu jest jeden odpowiedzialny administrator. Ktoś coś wie?

15:25, miejskie_narty , forma
Link Komentarze (3) »