Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
wtorek, 28 września 2010
1989

Witold Waszczykowski, kandydat na prezydenta Łodzi, dixit:

miasto wygląda tak, jakby nigdy nie było 1989 roku

Paweł Domarecki skomentował te słowa w Dzienniku, przyznając, że sam przez chwilę kiedyś tak pomyślał, co mnie trochę zdziwiło. Rozumiem, że polityk nie musi specjalnie myśleć nad tym, co mówi, ale takie wyznanie z ust takiego dziennikarza? Bo jak to inaczej interpretować niż oświadczenie, że w Łodzi gospodarka jedzie torem z uprzedniej epoki? Czyli, że co, jest centralnie sterowana? Jest nierealna (hmm, tu coś jest na rzeczy), mentalnie zapyziała (hmm... no dobrze, poprzestanę tutaj, bo mi jeszcze teza do wpisu poleci;-))? Mnie nigdy takie skojarzenie nie przyszło do głowy, o czym napisałem w komentarzu u P.D., i co poniżej przeklejam w prawie nie zmienionej wersji:

Ja, jako łodzianin od mniej więcej 10 lat, nigdy nie pomyślałem o Łodzi w ten sposób - czyli, że ominęła ją transformacja z 1989 roku. Wręcz przeciwnie - tu jak mikroskopie widać było jej efekty. Przecież Piotrkowska w latach 90. kwitła, przecież to pod Łodzią powstało jedno z największych, najbardziej otwartych na świat, targowisk w Polsce. Tutaj samorządność w sensie dosłownym - czyli brania spraw we własne ręce, czyli stanowienia o sobie, czyli tego, co jest jednym z podstawowych wymiarów przejścia na tryb demokratyczny, widoczna była i jest cały czas. 

Pan Waszczykowski zdaje się mylić brak zainteresowania zewnętrznego kapitału Łodzią z rozwojem (także gospodarczym) miasta. Łódź rozwija się na miarę swoich możliwości, po prostu. Nie ma - a raczej nie miała do mniej więcej 5 lat wstecz - zastrzyków reanimacyjnych z zewnątrz. Takich zastrzyków, jakie miała defaultowo stolica, jakie miały, pewnie z racji położenia i związków z Niemcami, Poznań, Wrocław czy miasta Pomorza.

Dla mnie Łódź jest jak Polska w pigułce - trochę prowincjonalna, lecz z aspiracjami mocarstwowymi (patrz choćby zapewnienia Kropy o metropolitalności miasta), pozująca na bogatą, lecz w rzeczywistości biedna, potencjalnie ładna, lecz w detalu i "chwili obecnej" zaniedbana, nieuporządkowana i po prostu brzydka. I najważniejsze - tak niezdefiniowana (może lepiej powiedzieć: sprzeczna bądź rozdarta), jak niezdefiniowana i rozdarta jest dzisiaj cała Polska. 

No, ale rozumiem, że takie porówanie Polski do Łodzi może być nie do przyjęcia dla nie-łodzianina, jakim jest pan Waszczykowski i jakim był red. Domarecki (i ja też zresztą - lecz trochę innym, bo przyjechałem tu na studia i można powiedzieć, że dopiero tutaj dorosłem).

 

 

01:42, miejskie_narty , miasto
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 września 2010
Arlekin nocą (no text, na zdjęciu też niewiele)

12:23, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 września 2010
Co powie tata?

Czyli czy Zdanowska jest kandydatką na prezdenta Łodzi?

GŁ najpierw obwieściła, że mamy już czterech pretendentów, w tym Hannę Zdanowską z ramienia PO, a następnego dnia, oczywiście później niż  czytelnicy komentujący na forum pod artykułem, jednak się zaczęła zastanawiać, czy rzeczywiście to Zdanowska jest oficjalnym kandydatem PO.

Mnie inspiracje GŁ wpisami "anonimowych łosiów z internetu", jak mówi pewien dziennikarz GW, nie dziwią. Nawet zdarzyło mi się czytać na papierze o tym, o czym pisałem jako anonimowy łoś (czyli miejskie_narty) wcześniej na forum łódź. Dziwi mnie jedynie brak głębszej refleksji nad tym, że kandydatem na prezydenta Łodzi ma być faworyt cichego pojedynku między Kwiatkowskim i Grabarczykiem.

Czy bez namaszczenia Tuska posłanka jest oficjalną kandydatką na prezydenta Łodzi, czy nie?

W Platformie Obywatelskiej zdania są podzielone. Stronnicy Zdanowskiej, czyli działacze z "obozu ministra Cezarego Grabarczyka", przekonują, że sprawa jest przesądzona, bo w zaciszu gabinetu Tusk musiał wyrazić zgodę na kandydowanie Zdanowskiej.

Natomiast politycy PO związani z ministrem Krzysztofem Kwiatkowskim twierdzą, że to wcale nie jest przesądzone.

Kogo namaści Tusk? Czy jego ucho okaże się łaskawsze dla Kwiatka czy dla Grabka? A jakie to ma w zasadzie znaczenie? Dla mnie takie, że wnioskuję, że żaden z ministrów nie jest zainteresowany podjęciem starań o Piotrkowską 104. Ministrów, którzy przecież wywodzą się stąd i mieliby realne szanse na zwycięstwo. Owszem, Kwiatkowski już raz poległ z Kropą, ale to było kiedyś - i on był gdzieś indziej i scena polityczna była inna. Nominowanie Zdanowskiej, która - i już widać wytykanie jej to w internecie - była przecież wiceprezydentem przy Kropie, to dla mnie sygnał, że tak naprawdę PO ma Łódź w głębokim poważaniu. Niech się tam lokalsi psztrykają - jak wygrają, będzie gitez, jak dadzą ciała, to trudno - myślą chyba bonzowie w stolicy. Szkoda.

Czy Chełmińska byłaby lepszą kandydatką od Zdanowskiej? Nie mam pojecia. Czy wyborcy jeszcze mniej zorientowani w lokalnej polityce ode mnie (a coś mi się wydaje, że jest ich sporo) będą wiedzieć. Coś wątpię. Czy wobec tego jednak boski Joński wychodzi na prowadzenie?  Hmm...

23:26, miejskie_narty , ASUL
Link Dodaj komentarz »
Nocny rowerowy rajd po okolicy

Dawno tego nie robiłem, ale w końcu przyszła ta chwila. Kilka lat temu niemal dzień w dzień, a raczej noc w noc robiłem sobie podobne wypady rowerem i dziś właśnie przypomniałem sobie, jak dużą daje to przyjemność. A że wziąłem ze sobą na spacer aparat, to wpis dziś będzie ilustrowany.

Na początek mała, ale miła zmiana w otoczeniu Zielonego Rynku. Tam, gdzie od dawna był dziki parking i ogólna rozpierducha, a potem przez długie miesiące postrzępione rusztowania, w końcu pojawiał się jako taki ład. Nie to, żebym był zachwycony architekturą, ale cieszę się z poprawy:

Potem trochę gorzej. Kamienica przy rogu Zielonej (obecnie Szaroburej) i Gdańskiej, o której nie raz już pisały nasze gazety, ostatnio w związku z tym, że kupił ją piłkarz z Krakowa (zauważyłem prawidłowość, że często gdy jest mowa o inwestorach, którzy kupują nieruchomości na Starym Polesiu, okazuje się, że są z Krakowa - czyżby widzieli u nas podobny potencjał jak w Kazimierzu?) cały czas wygląda fatalnie:

Z Gdańskiej skręciłem w Próchnika, głównie po to, by odnotować powolną, lecz przecież wyraźną i niezaprzeczalną zmianę w charakterze tej ulicy. Dotąd kojarzona raczej jako zagłębie sklepów obuwniczych, dziś zwraca się do bardziej sprecyzowanej - i być może wciąż jeszcze mniejszej w porównaniu ze skelpami obuwniczymi - grupy klientów:

To względnie nowy sklep tuż przy Zachodniej, w okolicy gdzie niestety sklepy plajtują jeden po drugim: to że zlikwidowano tuż obok Księgarnię Odkrywcy nie dziwi mnie specjalnie, zwłaszcza, że obłsuga była tam niezbyta miła i wiem skądinąd, że to kolejna ich lokalizacja, która "nie wypala". Myślę, że nawet przy przesympatycznych i hiperwykwalifikowanych sprzedwcach i tak by splajtowali - padały tam wszakże punkty działające w tak ugruntowanych i obiecujących branżach jak alkohole i dopalacze! Mam więc nadzieję, że sex shop przełamie złą passę - choć szczerze mówiąc, myślę, że usługa"profesjonalne cyfrowe kabiny wideo" nie podeżre w tej okolicy... Tak czy inaczej, życzę im najlepszego:-)

Drugi sex shop to Pink Shop - sieciówka działająca już dłuższy czas niedaleko Piotrkowskiej. Nie wiem, jak im idzie, ale baner "wyprzedaż" nie zwiastuje orgiastycznych sukcesów. Niestety nie widać go na zdjęciu:

Z Piotrkowskiej wróciłem Więckowskiego z powrotem na Stare Polesie. Kawiarnia w MS jeszcze działała, co mnie mile zaskoczyło, ale się nie zatrzymywałem. Skręciłem w prawo w Żeromskiego i już już z daleka wydawało mi się, że Próchnia wyrosła erotyczna konkurencja, jednak gdy podjechałem bliżej, zobaczyłem to, czego zasadniczo powinienem się spodziewać i co z pewnością już wcześniej musiałem widzieć. Po prostu tło bezpośrednio skojarzyło mi się z poprzednimi sklepami:

Swoją drogą, ciekawe zestawienie - nurtuje mnie, jakimi dokładnie badaniami focusowymi kierował się dyrektor artystyczny tego monopolowego w wyborze kolejności oferowanych produktów?

Na koniec pojechałem zobaczyć jak tam rozbiórka koszarów Strzelców Kaniowskich przy Legionów. Mam ambiwalentny stosunek do działań dewelopera. Z jednej strony zżymam się na niefrasobliwość w wyburzaniu było nie było obkiektów o wartości historczynej, z drugiej zaś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że teraz zatęchły róg Legionów i Pogonowskiego dostał  tak bardzo mu potrzebny zastrzyk świeżego powietrza. Wiem oczywiście, że zaraz tam zaczną pojawiać się bloczki, (znów mieszane uczucia: plus bo będą nowe i przysporzą nowych mieszkańców, minus, bo pewnie będą tandetne i paskudne). Nie wiem, czy to zdjęcie oddaje perspektywę. Jak nie, polecam skręcić w Pogonowskiego, zatrzymać się i spojrzeć w stronę Cmentarnej:

Na koniec drobna polewka z kiboli. Napis widnieje na jeszcze nie wyburzonej ścianie koszar. Za moment nadzieje w nim wyrażane legną w gruzie - tak, jak  ległoby kibolstwo, gdyby komuś chciało się tym zająć na poważnie:

"Był, jest i będzie" - aż przyjedzie pan Mietek koparką i rozwali. Miłej nocy!

00:36, miejskie_narty , materiał
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 września 2010
Augustyn i stejszyn

Komentarz trochę nieaktualny, bo do Gazety Łódzkiej dokładnie sprzed tygodnia, ale sprawa (od dawna i długo jeszcze) jak najbardziej ważna.

Do Gazety znów napisał Michał Augustyn. Znów podnosił tezę, którą drąży od kilku lat i która wciąż nie jest przedmiotem publicznej debaty, czyli problem niszczejących kamienic gminnych. Uważa on, że jedynym sensowym (z punktu widzenia miasta i ogółu mieszkańców) wyjściem z patologicznej sytuacji jest sprzedaż większości gminnych lokali.

Chwała mu za to, że przypomina o tym wciąż, nawet jeśli nie bezpośrednio politykom, to przede wszystkim dziennikarzom i mieszkańcom. Rozumiem, że politycy unikają tematu jak ognia, bo jest trudny i łatwo można się sparzyć. Rozumiem, że wielu łodzian, zwłaszcza tych którzy już są właścicielami swoich mieszkań, nie chce przyjąć do wiadomości, że preferencyjne warunki wykupu mieszkań w kamienicach gminnych są korzystne nie tylko dla lokatorów tych mieszkań, lecz także dla wszytkich innych, także tych, którzy wcześniej wyłożyli z własnej kieszeni grube pieniądze (bądź spłacają wieloletnie kredyty) na zakup mieszkania. Ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego dziennikarze omijają ten temat z daleka!

Czemu Jońskiego, Tomaszewskiego, Sadzyńskiego i innych liczących się teraz i w nadchodzących wyborach nie odpytuje się z tego tematu? Naprawdę nie rozumiem. Owszem była kiedyś krótka pogadanka na ten temat (zresztą pisałem już o tym tutaj), ale na takim poziomie ogólności, że w zasadzie można to uznać za pijarowskie dyrdymały. Ja chcę konkretów, z planami finansowymi, z uzasadnieniami, z przywoływaniem solidych danych z określonych badań, a nie encie pencie w rodzaju "a na wolnym rynku to stawki dochodzą do 30zł za metr". "I co z tego?" - chciało by się podpowiedzieć redaktor Blewąsce... No, ale może teraz, kiedy wakacje się skończyły, łódzkie gazety ruszą do boju o lepszą Łódź:-)

O ile wspieram Augustyna w staraniach o wywołanie dyskusji nt. mieszkań, o tyle trudno mi się zgodzić z jego tezą o bogatych łodzianach i ich istnieniu jako warunku koniecznym do dobrego funkcjonowanie kultury. Jasne, że nie będę dyskutował z twierdzeniem, że lepiej jest być bogatym niż biednym, i że im bogatsi łodzianie, tym lepiej dla miasta. Na tej samej stronie, na której ukazał się jego list, pojawiła się także notka i wspominki trzech redaktorów (dziwne, że żadna redaktorka do murku się nie przyznała) z różnych pokoleń o murku przy stacji CPN przy placu Komuny Paryskiej. Sam na nim swoje odsiedziałem, a nawet raz zostałem spisany w pełnej hipokryzji akcji policji i odesłany szturchnięciem "pod adres". O tej hipokryzji Straży Miejskiej i policji już mi się nie chce pisać - chciałbym tylko odnieść się do stwierdzenia Jędrzeja Słodkowskiego:"Murek jako obiekt zniknie, ale nie zniknie zjawisko pt. "murek", bo młodzi ludzie potrzebują spotykać się w niekomercyjnej miejskiej przestrzeni".

Zgadzam się z tym - dla mnie stejszyn (kiedy tam bywałem, tak się mówiło) to wyraz potrzeby miejsca publicznego alternatywnego do Piotrkowskiej z jej ograniczeniami. Być może takim miejsce mógłby stać się kiedyś Plac Wolności, być może, pojawi się ono gdzieś indziej, tak czy inaczej będzie ono mocno egalitarne - na stejszym zdarzyło mi się pić wódkę tak z dzisiejszym wykładowcą na Harvardzie, jak i z ludźmi, z którymi w ciągu dnia nie chciałbym mieć wiele do czynienia. Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że uważam, to właśnie dzięki określonemu klimatowi miasta takie rzeczy się dzieją. A do tego niezbędne jest dobre zaplecze kulturalne i akademickie. Mam mocne przekonanie, że na stejszyn mało było ludzi, którym w głowie tylko bogacenie się (ciekawe czy Augustyn bywał?;-)). Sądzę, że w mieście, w którym "myśli się" głównie o pieniądzach, życie jest mało ciekawe. Kultura jest skostniała i brakuje fermentu, który stanowi dla niej napęd. Więc bogacenie się owszem, popieram, ale jeszcze bardziej popieram stymulowanie "atmosfery" miasta. I tu działania związane z kulturą są niezbędne.

 

 

 

17:19, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 września 2010
Bieda piszczy

Miałem pisać o czym innym, ale dziś ukazał się w ogólnopolskiej Wyborczej wywiad red. Urazińskiej i Blewąski z prof. Wielisławą Warzywodą-Kruszyńską o jej badaniach dotyczących enklaw biedy.

Ponieważ i dziennikarki łódzkie i profesor z UŁ, to i Łódź wspominana jest często.

Wywiad porusza ważny temat, zwłaszcza wobec różnych łódzkich pomysłów radzenia sobie z biedą (pot. żulernią) w centrum, o czym także tutaj pisałem. Niemniej wydaje mi się, że nic nowego ponad to, co podpowiada mi intuicja się nie dowiedziałem: bieda wciąż jest, enklawy (pot. getta) biedy wciąż są - szczególnie widocznie tam, gdzie padł przemysł, z biedy cierpią najbardziej dzieci, bieda jest dziedziczna. Każdy, kto zna centrum Łodzi widzi to na własne oczy.

Pani Profesor jest zdania, że nie należy wyrzucać ludzi do kontenerów, lecz starać się ich, ostrożnie i z rozwagą - mieszać z "normalnymi" rodzinami. Że potrzebne są programy, że Orliki sprzyjają wychodzeniu z biedy, że należało by inwestować w profilaktykę. Cieszy mnie przynajmniej to, że moja intuicja potwierdzona jest przez naukowe badania i autorytet.

Niemniej jako człowiek z wewnątrz - może nie z enklawy biedy, lecz z definitywnie biednej okolicy (za wyjątkiem sąsiada, który porshem kiedyś powoził;-)) - jestem chyba trochę większym optymistą niż jawi się w wywiadzie prof. Warzywoda-Kruszyńska. Myślę, że prawdziwa bieda jest tam, gdzie w domu dorośli (nawet wystarczy jeden) są alkoholikami w oldskulowym wydaniu - takimi z czerwonymi purchawami zamiast nosów, którzy chleją na potęgę, codziennie, od rana, póki sił starczy. Tam, gdzie nie jest aż tak drastycznie, widać zdecydowaną poprawę na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Pamiętam, jak się tutaj wprowadziłem bodajże w 2004 czy w 2005 roku, na rogu Żeromskiego i 1 Maja był sklep z alko, który na swój użytek nazwałem "kratą", ponieważ w środku była klatka z metalowych prętów nie tyle dla ekspedientek, ile dla klientów. Klatka przypominała trochę designem wyposażenie komisariatu. Gdy wchodziło się do sklepu, wchodziło się zarazem do klatki: kraty były z przodu, po bokach i od góry. Cenny towar i nie mniej wartościowe sprzedawczynie były poza kratą. Gdy wszedłem tam pierwszy raz zimą, w środku stało dwoje mocnawo wypitych już ludzi z dzieckiem i psem. Stali i palili, bo na zewnątrz był siarczysty mróz. Dzieciak apatycznie trzymał smycz kręcącego się niecierpliwie kundla. I tyle. Doznałem niejakiego wstrząsu, lecz potem przywykłem do podobnych widoków. Dziś już nie ma "kraty" (Delikatesy "Balbinka", które zaistniały po "kracie" ostatnio wszakże przestały udawać delikatesy i teraz szyld zachęca do kupna "wódki, piwa, wina, papierosów") i dawno nie widziałem takiej sceny, jak pamiętnego zimowego wieczora. Choć oczywiście, jak chciałem w 24 XII koło 22 kupić flaszkę wina, to musiałem z 10 minut odstać w kolejce na ulicy wśród hordy kompletnie pijanych nastolatków. I to jest problem bardzo duży - jest powszechne przyzwolenie na picie (także publiczne) alko przez nastolatków.

Gdy obserwuję często biedne rodziny, gdzie nie widać alkoholizmu, to mam wrażenie, że nie jest tak źle. Może wynika to z tego, że dziś chiński szmelc z pudeł jest tani jak barszcz i na pierwszy rzut oka nie różni się zbytnio od chińskiego szmelcu z metkami? Może ta bieda jest ukryta przed oczami obcych? Możliwe, że tak. Jednak ja widzę poprawę.

 

23:52, miejskie_narty , ASUL
Link Komentarze (2) »
O kategoriach

Dodaję dwie nowe kategorie do bloga, jedna z nich de facto już istnieje, lecz nie jest oznaczona. ASUL, czyli Analiza Semantyczna Utworu Literackiego będzie obejmować komentarze do artykułów z łódzkiej prasy. Już i tak dużo miejsca poświęcam na omawianie tego, co się pojawia w lokalnych gazetach, więc chyba najwyższa pora, żeby zaprowadzić trochę porządków.

Druga obejmuje jedną ciekawą historię, która ostatnio wpadła mi w oko, i którą zamierzam podrążyć w ramach hobby. Nie będę tu streszczał, o co chodzi, bo to już jest materiał na pierwszą notkę z tej kategorii, więc podam tylko jej nazwę: paintball.

Rozszyfrowanie pozostałych trzech chyba nie powinno stanowić problemu dla nikogo: oczywiście zakładka „miasto” obejmuje prawy związane nie bezpośrednio z dzielnicą, lecz w ogóle z Łodzią. W „formie” próbuję mówić, jak być powinno (a zazwyczaj nie jest), natomiast w „materiale” piszę o tym, co jest albo czego nie ma. To póki co wyczerpuje zakres tematyczny tutaj poruszany, być może w przyszłości pojawią się jakiś zmiany – dam wtedy znać. Oczywiście często zdarza się, że treści tu konstruowane zahaczają o kilka z powyższych kategorii, więc naturalne jest, że przydział odbywa się w sposób arbitralny. Have fun.

23:49, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 01 września 2010
PO weźmie prezydenta?

Joński oficjalnym kandydatem SLD na prezydenta Łodzi! Niby nic zaskakującego, ale jednak nie mogę uwierzyć. Nie znam osobiście kandydata, jedynie widziałem go raz czy dwa na Zielonym Rynku. Raz nawet dokładnie 10 kwietnia, gdy w kolejce po ziemniaki siłą rzeczy robił za lepiej poinformowanego w sprawie katastrofy. Muszę przyznać, że wtedy naprawdę prezentował się dobrze i poważnie, nawet mimo niejakiej aury picusia-japiszona, którą roztaczał wokół siebie.

No, ale to były wyjątkowe okoliczności. Dziś, wydaje mi się, że jego imidż nie pozwoli mu wygrać. Jak dla mnie ma on w sobie co niepoważnego - coś chłopięcego, pewien sznyt prymusa-łobuza, który z jednej strony pozwala mu brylować wśród równieśników, z drugiej zapewnia określoną opinię wśród doświadczonych nauczycieli - w tym przypadku wyborców słusznej daty. I myślę, że Joński dziś jest tak samo niewybieralny, jak uprzednio Kwiatkowski. Nie chodzi o to, że jest za młody. Raczej o to, że za młodo wygląda, przy czym gada zbyt staro. Taki trochę stary maleńki. Twarz chłopca, ciuchy japiszona, teksty partyjniaka. Całość niespójna, przez to niewiarygodna.

Chciałbym, żeby prezydentem był ktoś młody, ale młody duchem. Już Sadzyński się lepiej w tej roli sprzedaje, choć przecież jeszcze niedawno wyglądał na urzędasa pełną gębą. Ale przecież trzeba pamiętać o tym, że jednak w póki co Łódź to nie jest miasto dla młodych ludzi...

Platforma musi się mocno postarać, żeby te wybory przegrać, choć przecież z braku wyraźnego lidera w regionie musi się również mocno postarać, by je wygrać. Niemniej trzeba pamiętać, że dziś Kwiatkowski, gdyby chciał startować, wydaje mi się, bez problemu pokonałby i Jońskiego i Tomaszewskiego. Sęk w tym, że jak już jakiś polityk okrzepnie na tyle, by wygrać i mieć szanse na dobre sprawowanie urzędu prezydenta Łodzi, niespecjalnie się nim interesuje. Ale taki chyba już urok drugoligowego miasta. Nieprzypadkowo najlepiej zarządzane okazują się te miasta , których prezydenci nie mają ambicji ogólnopolskich, lecz zależy im na mieście. Wielka szkoda, że najsilniejszym samorządowcem dziś jest człowiek, który widzi tor F1 na Brusie. No, ale jest nadzieja, że SLD nie pozwoli zapomnieć wyborcom o "sukcesach" poprzedników odwołanych w referendum. Choć ich oczywiście nie można lekceważyć - w końcu zęby zjedli na promowaniu siebie i swoich kuriozalnych pomysłów.

Czy będzie liczył się ktoś czwarty oprócz Jońskiego, Tomaszewskiego i kandydata PO? Wątpię. Michalik? Piątkowski? Jakiś desant z pisowskiej centrali? Eee:-)

 

00:53, miejskie_narty , miasto
Link Komentarze (2) »