Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
sobota, 22 września 2012
Lekkie dymy

Dziś przylukałem z balkonu, jak szła sobie para z córką, tak na oko sześcio-, siedmioletnią, gdy nagle facet zamruczał coś do reszty, zatrzymał się i tak jak stał, zaczął odlewać się na bramę kamienicy naprzeciwko. Nie wytrzymałem i krzyknąłem parę słów w stylu "weź człowieku i się opamiętaj, co robisz, gdzie lejesz!"

I się zaczęło. Najpierw dowiedziałem, że przecież gdzieś musi, lecz gdy zacząłem ripostować zwykłymi, wydawało by się, argumentami, że przecież to ulica, żeby poszedł do domu itd., mojemu interlokutorowi włączył się agresor: zaproponował, żebym zszedł, to mi zajebie, dowiedziałem się, że jestem kurwa jebanym pedałem, któremu stara zabrania palić w domu, podczas gdy sama pytluje w środku z koleżankami, że piję kawę w sobotę na balkonie jak pies, oraz że jestem chujem. Po czym ponowił swoją propozycję, bym zszedł, to mi zajebie. Próbowałem się odszczekiwać, ale słabo mi szło, chyba zjadła mnie trema, bo z coraz to nowych okien wyglądały głowy i z ciekawością przysłuchiwały się naszej ożywionej rozmowie. Poza tym miałem świadomość, że słuchają nas moje dzieciaki. Nieznajomy mężczyzna najwidoczniej był bardziej obyty z publicznymi wystąpieniami, bo nie przeszkadzała mu obecność swojej córki.

Jakiś czas później zamykałem bramę od podwórka i dosłownie na moich oczach dziewczyna kładzie reklamówkę z psią pozostałością na klapie pojemnika surowce wtórne i idzie sobie dalej, jak gdyby nigdy nic. Doceniam, że sprząta, zauważam, że coraz więcej ludzi w okolicy sprząta, ale na litość, jak już się sprząta, to trzeba to robić porządnie. Podrzucenie pakunku na klapę cudzego, prywatnego pojemnika na szkło i plastik jest w zasadzie równoznaczne z wrzuceniem go komuś na podwórko. Albo któryś z mieszkańców będzie musiał go wziąć i gdzieś indziej wrzucić albo śmieciarze podniosą klapę i prezent spadnie i będzie leżał.  Gdy próbowałem jej to uświadomić i oddać reklamóweczkę, zastosowała najczęściej spotykaną w takich sytuacjach metodę dyskusji - udała, że mnie nie widzi i nie słyszy i czym prędzej ruszyła dalej (co ciekawe, akurat tak się złożyło, że 30 metrów przed sobą miała pojemnik na psie kupy). Więc niestety cisnąłem w nią tym pakietem. Wiem, bez sensu, ale stało się. Pewnie przyczynię się do tego, że już więcej nie będzie sprzątać, ale jakoś nie mogę wzbudzić w sobie wyrzutów sumienia. Od razu dostałem cierpkie trzy słowa od kobiety przejeżdżającej akurat rowerem, że ta, jasne, lepiej, żeby na ulicę wyrzucić. I wyszło na to, że ja na ulicę wyrzucam (bo oczywiście laska torby nie podniosła).

Takie akcje wkurzają mnie to tym bardziej, że w tym względzie wyręczam poniekąd gminę i - jako reprezentant WM - podjąłem decyzję, żeby kupić zwykłe plastikowe wiaderko i opłacać plastikowe worki oraz codzienne sprzątanie. I to działa. Owszem, jedno czy dwa wiaderka ktoś buchnął, ale ponieważ nie odpuściliśmy i odkupujemy je, to ludzie coraz częściej jednak te kupy do niego wrzucają. Ludzie, którzy regularnie podrzucają nam woreczki z psimi kupami na klapy pojemników mają do "naszego" wiadra nie dalej niż 10 metrów. Do kolejnego "gminnego", pomarańczowego kosza, jak już pisałem, ok. 30 metrów. Ale najwyraźniej uważają, że skoro już robią "nam" łaskę i kupsko podnoszą, to mogą je cisnąć, gdzie popadnie.

Te dwie dzisiejsze akcje wzbudziły we mnie dość banalną refleksję, że część okolicznych mieszkańców najzwyczajniej w świecie nie ma świadomości swoich czynów. Nie wiem, czy się nad nimi nie zastanawiają, czy w ogóle się mało zastanawiają, ale tak to właśnie wygląda.

 

21:25, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 20 września 2012
Zmiany wielkomiejskie

Zaintrygowała mnie ostatnio reklama przy Gdańskiej. Ta na środku zdjęcia z hasłem "zmiany wielkomiejskie". Już myślałem, że to może jakieś nowa inicjatywa obywatelska, może fundacja czy stowarzyszenie, ale rzeczywistość okazała się prozaiczna, choć muszę przyznać, dosyć ciekawa. Szybki gugiel wyrzuca taki obiekt:

http://www.przystanwlodzi.pl/galeria.html

Fajny pomysł na biznes, ale obawiam się, że kontrtast między moim zdjęciem, a zdjęciami z galerii może okazać się zbyt szokujący. Zastanawiam się też, czy ktoś kogo stać na otworzenie tego rodzaju interesu nie mógłby "zorganizować" remontu elewacji?

09:35, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 września 2012
Maluj mury, świat ponury!

Ostatnio głośno o nowej modzie wśród łódzkich nastolatków, czyli o zmianie charakteru napisów na murach:

http://wiadomosci.onet.pl/wideo/wojna-na-murach-widzew-kuca-przy-siku,93489,w.html

TVN za Expressiakiem zdaje się przyklaskiwać idei. Michał Kazimierski z EI uważa, że autor, niejaki Jan III Sobieski, "oswoił społeczność kibolską" i "nadał jej ludzki wyraz". Mnie jednak niepokoi zapominanie o kontekście, w którym to się dzieje, czyli totalnie zdewastowanym mieście, gdzie mało kogo ruszają jeszcze "żydzewy" itp. na murach. O zobojętnieniu estetycznym mieszkańców i bezradności organizacyjno-zarządczej jednostek, które powinny dbać o tkankę miejską.

"Oswajanie" kiboli to nic innego niż pakowanie ich wizerunku w atrakcyjne, "śmieszne" przebranie. Kibol stojący za "widzew kuca przy siku" ma się wydawać bardziej ludzki, bo dowcipny niż kibol stojący za "żydzew kurwy". Czy rzeczywiście jest? Humor tutaj ma polegać na kontraście między tradycyjnym, agresywnym, rasistowskim i wulgarnym wydźwiękiem kibolskich haseł a nowym, urwisowskim, sztubackim i odwołującym się do rzekomo kompromitujących (kiedyś byśmy powiedzieli - obciachowych) zachowań. Czy będę śmieszny, jak "przywalę" koledze z pracy, że "kuca przy siku", czy "robi herbatę z wody po pierogach"? Hmm, coś wątpię. Pamiętam jednak jak przez mgłę, że w okolicach 7 klasy szkoły podstawowej takie rzeczy mnie śmieszyły. I tak to działa. Zły kibol dotąd życzący śmierci wrogowi nagle rzuca tekstami gimnazjalisty-urwisa. He, he, he.

Niech rzuca, ale może na meczu albo podczas ustawek (freestyle rap?), czy może w rozmowie z żoną. Ale nie na murach! I mówmy o tym głośno. Bo inaczej mamy takie miasto, jakie mamy. Ostatnio na Starym Polesiu pojawiła się nowa fala wrzut "ktośtam faja".Kiedyś był to jakiś Makoś, dziś padło na Kaśkę.

Na zdjęciu niegdyś kultowa Kalina, dzisiaj Wiklina z Kaśką fają. Takich wstawek jest co najmniej kilkanaście w różnych punktach śródmieścia. Mam wrażenie, że to gimnazjaliści toczą w ten sposób swoje szkolne podchody. Widzą, że da się bezkarnie malować, więc malują. Czemu nie?

Z innych sprejowych nowinek, to ktoś w końcu zamalował skoksowanych kolesi i ktoś niemalże od razu ich odmalował:

 

I tu ciekawostka. We wcześniej linkowanej notce zżymałem się na wybiórcze i nieudolne zamalowywanie napisu, tak, żeby zamalować tylko gwiazdy Dawida i nic więcej. Gdy przyjrzymy się świeżemu napisowi, widzimy, że bardzo przypomina oryginalny. Wygląda na to, autor wrócił i poprawił. Wnioskuję, że mieszka tuż obok i od razu zareagował. A nawet mam podejrzenia, że ktoś, kto wcześniej wybiórczo zamalowywał dzieło zna autora. Może wiedział, że nie ma sensu usuwać wszystkiego, bo pojawi się od nowa? Bardzo ciekawe:-)

13:36, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »