Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
poniedziałek, 24 października 2011
Kontrapas dla rowerów (i nie tylko) na Wólczańskiej

Od jakiegoś juz czasu się zbieram, żeby o tym osamotnionym kontrapasie napisać, ale temat pozornie słaby - choć nie bez potencjału (jakie to łódzkie;-). Kontrapas powstał w bólach, ale te, zdaje się, że już tradycyjne, nieporozumienia na linii ZDiT -- rowerzyści Makowski i Hubar, nie martwią mnie zbytnio. Co mnie niepokoi, to jedno zdanko z likowanego tekstu, które później również usłyszałem na spotkaniu z wiceprezydentem Banaszkiem w Krytyce Politycznej:

Zobaczymy, jak ten na ul. Wólczańskiej będzie się sprawdzał i jak zostanie odebrany. Od tego będzie zależało wyznaczanie kolejnych.

Jakie to typowe - zróbmy kawałek drogi, której wybrać nie sposób - bo kto, jak i po co miałby się na niej znaleźć na rowerze oprócz okolicznych dzieciaków, które i tak dzisiaj przecież rowerami nie jeżdżą? Co siedziało w głowie Wielkiego Kreślarza, który patrzył sobie na plan miasta i wskazał paluchem akurat na ten odcinek? Nie mogę wymyśleć żadnych miejsc powiedzmy na wysokości Mickiewicza/Piłsudskiego i na wysokości Ogrodowej/Srebrzyńskiej, między którymi miałbym się przemieścić rowerem tak, żeby najwygodniej byłoby mi machnąć te 200 metrów kontrapasem na Wólczańskiej. No po prostu niedasię. Nawet gdybym miał przejechać z rogu Wólczańskiej i Mickiewicza na róg Wólczańskiej i Próchnika, to bym albo pojechał Piotrkowską albo Gdańską, czyli na około, aż do samego Próchnika! 

Więc zróbmy kawałek drogi od czapy, a potem zapowiedzmy, że zobaczymy "jak zostanie odebrany" i zastanowimy się, czy jest sens robić coś więcej. Tylko uprzejmie proszę o podlinkowanie mi, jakmi narzędziami będzie mierzony "odbiór" tego kontrapasa i według jakiego algorytmu określana "zależność" dalszych tego typu inwestycji? Czyli, czy w ogóle to ktoś jakoś sprawdza? Jeśli tak, to jak? Jakie są założenia? Ile przejazdów ma być, żeby dalej ruszać z budową kontrapasów? W jakiej perspektywie czasowej? I wreszcie, co będzie się działo z kontrapasem zimą? 

Ostatnie pytanie bardzo mnie nurtuje, bo zima tuż za progiem i znów, jak co roku zacznie nam ubywać pasów na jezdniach. Pasy dla rowerów świetnie by się sprawdziły również zimą - i tak wiadomo, że w naszym klimacie zimą na rowerach popylają raczej wyłącznie stare hardkory, więc zasadniczo cała rowerowa infrastruktura na pół roku przestaje być większości rowerzystów potrzebna. A mogłaby służyć do składowania tam ton śniegu zalegających często do marca! Piszę to całkiem serio, bez jaj. Na Starym Polesiu naprawdę jest kłopot ze zmarzniętym śniegiem, którego nikt nie wywozi. Założę się, że kontrapas na Wólczańskiej i tak będzie zawalony zaspami - lepiej więc by było, gdyby od razu zaplanować pasy dla rowerów tak, żeby zimą służyły kierowcom i pieszym.

Prezydencie Banaszek! Zimą - pasy śniegowe, latem - pasy dla rowerów! Zrobi Pan dobrze kierowcom, pieszym, rowerzystom i SOBIE. Jaki PR! Jaka innowacyjność! Jaka skuteczność! Tylko trzeba więcej tych pasów! Serio. 

 

 

 

 

22:29, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 października 2011
Ziemia nieobiecana

Wyborcza lokalna zapowiedziała na dziś wieczór wydawało by się ciekawy wieczór autorski. Całość zapowiedzi:

Posłuchaj o "Ziemi nieobiecanej"
W ms cafe (ul. Więckowskiego 36) o godz. 20 rozpocznie się spotkanie z autorami powieści "Ziemia nieobiecana". Jej anonimowi autorzy publikują odcinki książki na facebooku. Piszą w niej o życiu młodych ludzi w Łodzi, prezentują miasto zwyczajne, dalekie od wyidealizowanych haseł Lodzi "nowych technologii", "akademickiej" czy "filmowej". Podczas spotkania będą prezentowane niepublikowane jeszcze fragmenty powieści. Wstęp wolny. 

Trochę się spóźniłem, ale załapałem się jeszcze na czytanie fragmentów. Potem miała być rozmowa o książce. I się zaczęło. Było o Łodzi, o demografii, o strategii marki, o strategii rozwoju, o tym, że książka jest o melancholii i o tym, że jest za mało akcji i o tym, że nie oddaje obrazu Łodzi, albo że źle oddaje. Mówił głównie radny Domaszewicz, mówił jakiś hipsterski koleś imieniem, jak zrozumiałem, Borys, mówiła dwójka ludzi, którzy niby nie byli autorami, ale krygowali się, jakby nimi byli i mówił jeszcze ktoś, kto niby miał prowadzić tę parodię spotkania autorskiego. 

Całe szczęście, że wejście było bezpłatne, bo gdyby ktoś przy tym poziomie żeny żądał jeszcze kasy, to byłoby to już istne szaleństwo. 

W zasadzie po samym tytule można spodziewać się już chały, no ale, że mam parę minut do ms cafe, i cały czas nie mam konta na FB, więc nie mogłem poświęcić 15 sekund, żeby zweryfikować to, czego nie obiecuje tytuł, to spróbowałem. 

Przede wszystkim czuję się oszukany - bo oprócz przeczytania paru stron grafomańskiego bełkotu w ogóle nie było rozmowy o literaturze. Było mędlenie o Łodzi, stare pierdy puszczane przez kwaśnych kolesi, że jest lepiej niż jest albo że jest gorzej niż jest i dlaczego im się tak wydaje. 

Nie było nic o literaturze, co w sumie nie dziwi, bo i nie było literatury. No ale jednak jest to nie fair. Przecież nie można z góry zakładać, że każdy sczytuje wszelkie bzdury z fejsa i jest przygotowany na później serwowaną ściemę w sosie koleżeńskim.  Jak się zapowiada spotkanie z autorami powieści, to wypadało by później coś o powieści mówić. A nie odgrzewać kotlety o Łodzi. 

Szanowni organizatorzy/autorzy "projektu" nie zauważają jednej rzeczy, w którą się tym powieściowym "projektem" i spotkaniem wpisali. Rozumiem (już teraz), że "projekt" miał na celu zasianie jakiegoś (kreatywnego, dyskusyjnego?) fermentu, rozpalić trochę emocję w tym "szarym mieście". I OK, udało Wam się, jednak posłuchajcie:

Wsród wielu utysków na Łódź pomineliście jedno zjawisko, dosyć w Łodzi (i nie tylko) popularne, które, moim skromnym zdaniem, przyczynia się do bylejakości tego miejsca. Otóż u nas wciąż panuje moda na powszechną ściemę - nienazywanie rzeczy po imieniu, to właśnie zaklinanie rzeczywistości, które - co sami już zauważacie - przejawia się w sztucznym tworzeniu marek, strategii itd. Sami robicie to samo: udajecie, że piszecie powieść, udajecie, że robicie spotkanie autorskie, lecz w gruncie rzeczy chodzi Wam o coś innego. O co, tego nie wiem, ale wpisujecie się w ten łódzki (polski) syfex doskonale.  

Pozdrowienia.  

22:25, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2011
Lipowa (i ciut Żeromskiego)

 

Kolejny spacer z aparatem, tym razem po Lipowej. Ale zaczynamy od Żeromskiego, gdzie pod numerem 77/79 ostatnio zdjęto tabliczkę i tym samym odsłonięto informację z czasów wojny o schronie (Kuba, dzięki jeszcze raz za cynk!). Poniżej, zdaje się, że już po wyjściu Niemców z miasta, ktoś chyba chciał wskazać, że w schronie nadal ukrywają się żydzi:



Potem idziemy już w stronę Lipowej. Na rogu tejże i Struga kompletny remont elewacji. Ciekawe, czy Czarny Kot wyjdzie spod niej, a jeśli tak, to z jakimi zmianami?



Dalej, idąc Lipową na północ, widzimy, że pod numerem 54 mimo już zdecydowanie jesiennej aury, panuje nadal letni klimat.

 

W tym fragmencie Lipowa jest spełnienieniem moich marzeń (no, powiedzmy) o wyglądzie Starego Polesie. Kamienice są w większości odnowione, przed nimi rosną (a przynajmniej są) drzewa. Jeszcze tylko chodniki mogłyby być ucywilizowane:

 

Dalej kamienica, gdzie odbywały się pikniki Lipowej od Nowa. Ściana północna, na której był świetny mural jest odnawiana - mieszkańcy zyskają pewnie ocieplenie, stracą mural. Coś za coś:

 

Póżniej, na rogu z 6 Sierpnia, rozbiórka. Co będzie w zamian, nie mam pojęcia:



Poniżej update z budynku Browarów, który już nie raz fotografowałem, i o którym już nie raz pisałem. Jak widać Browary cuś nie mogą, albo nie chcą, zainwestować paru zyli w odmalowanie elewacji:



Dalej, już powyżej Zielonej, świetnie odnowiona kamienica. Na parterze znajduje się biuro Allianzu, gdzie kiedyś miałem sprawę i mogę zaświadczyć, że wnętrza tam też są świetne. Jeden mankement widoczny u góry z lewej - pamiętam, że jak remontowali, to była tam dziura, przez którą podawana na dół gruz. I teraz coś się chyba wilgoć trzyma:/

 

Tuż obok odnowiony budynek Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Kto pamięta, jak to wyglądało jeszcze rok temu, ten w życiu nie będzie sarkał na obecny odcień seledynu:)



A na koniec dziura. Do czego się dokopią? Jak się dowiem, doniosę. 

 

*Update z 24.10: W weekend na Lipowej przy dziurze pojawił się dźwig, który ustawiał właściwy, budowlany dźwig w środku dziury. Od obsługujących go kolesi dowiedziałem się, że w dziurze ma wyrosnąć blok. Sześciopiętrowy. Do wiosny 2013 roku. Czyli ktoś jednak wierzy, że Nowe Wspaniałe Centrum Łodzi nie przyczyni się do totalnej zapaści tej okolicy. No chyba, że to ma być blok więzienny:-) 

22:34, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
Pogoda

O wyborach nie chce mi się pisać - może za wyjątkiem jednego króciutkiego, personalnego komentarza. Wielka szkoda, że Joński został posłem! Nie mam dla niego absolutnie żadnej sympatii, żadnego szacunku dla jego dokonań i tym mniej dla jego wyborów dotyczących kariery zawodowej. I chociaż niby naturalnym jest, że większość polityków wywodzi się ze szczebla lokalnego, to samorządowcy startujący do sejmu/senatu budzą moją niechęć.

Owszem Joński nigdy nie wyglądał na samorządowca pełną gębą i być może nawet nie starał się udawać, że nim jest. A żałuję, że dostał się do sejmu dlatego, że po pierwsze jest to w końcu jakaś nobilitacja (przynajmniej w jego oczach), a po drugie lepej mieć krzykacza na miejscu (żeby trochę wyręczał nieudolnych lokalnych dziennikarzy) niż aparatczyka na Wiejskiej, który nic dla Łodzi nie będzie w stanie wylobbować. No, ale dosyć już o Jońskim - zaraz zniknie z horyzontu. (A pan Janek zniknie z Nescafe i teraz żeny będzie robił dla większego audytorium, ale to nihil novi).

No i wreszcie można coś o pogodzie: wczoraj byłem świadkiem chyba czterech wypadków, z czego dwa wyglądały na potrącenia pieszych - jeden na Zachodniej przy przejściu dla pieszych przy Manufakturze, a drugi przy skrzyżowaniu Legionów z Żeromskiego. O pierwszej wspomnianej sytuacji nic nie wiem, tylko wnioskuję po tym, że jak przejeżdżałem był jeden samochód i akcja była przy przejściu. Przy drugiej mam dobre informacje (od sprzedawcy z Warzywka), że poszkodowaną była piesza, którą zabrało pogotowie. Dżizas ludzie, opamiętajcie się - trochę deszczu, trochę zimna, a stłuczek jak po pierwszym śniegu! Co będzie, jak w końcu spadnie?  

07:06, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 października 2011
20 minut do końca ciszy wyborczej

Więc żeby je jakoś zagospodarować pozwolę sobie dać drobną radę przyszłym rządzącym. Cisza wyborcza ma to do siebie, że akurat wtedy serwisy informacyjne wydają się bardziej niż zwykle  pozbawione ważnych treści. Dziś jednak mamy wyjątek i oto głównym newsem na lodz.gazeta.pl jest rajd wandali na Wólczańskiej. A pod spodem komentarz o znieczulicy i o tym, że wystarczyło anonimowo zadzwonić. Anonimowo to najłatwiej podsuwać dobre rozwiązania w internecie:-)

Ale skoro już zacząłem radzić, to radzę do końca, tym bardziej, że sprawa dotyczy i mojej okolicy i ostatnio bliskiego mi tematu - hmm, właśnie nie wiem, jak go nazwać - "wandalizm" to może za dużo, chociaż w sumie to chyba właśnie o to chodzi.

Otóż anonimowy komentator z forum gazety myli się - nie wystarczy zadzwonić. U nas dzwonimy, policja przyjeżdża (czasem po 15 minutach, czasem po godzinie) albo i nie przyjeżdża, dzieciaki wreszcie rozchodzą się do domów, a następnego dnia to samo. I efekt jest taki, że w końcu już nikomu się nie chce dzwonić, bo w sumie przecież wygodniej udawać, że nie ma problemu niż denerwować się co wieczór nieskutecznością systemu i bezkarnością gówniarzy.

Lepiej by było, drodzy starzy (albo nowi starzy) decydenci, gdyby było jakieś przełożenie wizyt policji na komfort życia spisywanych (i ich rodziców) także, a nawet przede wszystkim wtedy, gdy rodzice są obojętni na losy dzieci, bądź ich nie ma i gdy szkoła się dla nich nie liczy. Nie wiem, może rozwiązaniem by były kary finansowe dla rodziców (a gdy nie ma pieniędzy - nakaz pracy społecznej?), może przydzielanie kuratora? Może przymusowe programy (re)socjalizacyjne w szkole? Coś, cokolwiek, co da potencjalnym dzwoniącym i potencjalnym nastoletnim staczom i rzucaczom butelek świadomość, że jakaś procedura stoi w tle ich rzucania. Że nie ma powszechnego przyzwolnia na rajdy wandali.

A teraz idę zobaczyć, do kogo te słowa kierowałem. Hej! 

21:01, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »