Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
poniedziałek, 15 października 2012
Tabloidyzacja bloga

Na fali powszechnego lamentu nad tabloidyzacją mediów (i kultury jako takiej, patrz Polityka nr 41/2012) postanowiłem trochę stabloidyzować swój blog, o ile to w ogóle możliwe. Albo po prostu pójść w stronę emo.

I dam dzisiaj wstawkę o sobie, czyli o tym, co sobie myślę, kiedy patrzę na kamienicę z rogu Lipowej i Próchnika. A patrzę na nią często.

Doceniam starania różnych ludzi zaangażowanych w rozpoczęcie programu Mia100 Kamienic i najbardziej chciałbym, żeby ten budynek został odnowiony i zaczął żyć w miarę normalnym życiem. Nie miałbym chyba też nic przeciwko temu, żeby opanowali go squattersi, niezbyt zafascynowani montowaniem domowych konstrukcji grzewczych. Ale jestem zafascynowany również dokonaniami fundacji Urban Forms i czasem zbieram się z myślą, by zainteresować kogo trzeba tą jakże przecież atrakcyjną i wymagającą powierzchnią. Wyobrażam sobie mural, który inaczej wygląda, gdy patrzy się nań z Lipowej i z Próchnika!

Czasem, w momentach nawrotów młodzieńczej fantazji nachodzi mnie, by kupić sobie sprzęt do paintballa i codziennie ładować tam jedną kolorową kulkę - austerowski patent, ale odświeżony w realiach łódzkich. Po 10 latach budynek byłby cały w różnokolorowe ciapki, a ja byłbym w leksykonach sztuki nowoczesnej! (Pod warunkiem filmowania całej akcji, by później zmontować 10-minutowy filmik i dać go rozchwytać rzeszom koneserów sztuki w jakiejś MoMie). Albo zrobienie jednorazowego happeningu: zaprzyjaźniona grupa militarno-rekonstrukcyjna (musiałbym się najpierw zaprzyjaźnić, ale co tam) podjeżdża z obu stron niemieckimi ciężarówkami z czasów II wojny światowej, wysypują się ludzie w mundurach Wehrmachtu i ostrzeliwują kamienicę kolorowymi kulkami!

To by było dopiero coś!

Chociaż oczywiście to nic wobec obrzucania kamienicy prawdziwymi granatami. Cezary Bodzianowski ubrany jak zawsze, czyli w stroju francuskiego członka ruchu oporu, przechadza się jak gdyby nigdy nic (100 metrów za nim jak gdyby nigdy nic fotoreporter z lokalnej GW), po czym wyciąga za chlebaka granat za granatem i ciska w niezabite dyktą okna. Szyby z całej okolicy lecą od huku, we wszechobecnym pyle widać tylko błyski flesza, dzieci płaczą, gity przewracają się na drugi bok w swoich barłogach, artysta odchodzi, strzepując od niechcenia pył z beretu. 

Zdanowska na fejsie potępia akcję, lecz to już nic nie daje...

23:05, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »