Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
poniedziałek, 19 maja 2014
5 lat Ekipy Remontowej

Ekipa Remontowa hucznie obchodzi pięciolecie swojego istnienia, obwieszczając to na elewacjach cudzych kamienic, tak jak na powyższym zdjęciu. Ilekroć widzę literki ER, bezczelnie nabazgrane sprejem, czuję zwątpienie w ludzkość.

Niby nigdy nie miałem zbytnio optymistycznej jej wizji, ale jednak codzienne oglądanie upustów dumy z własnej głupoty budzi moją rozpacz i każe mi się zastanawiać (jak gdyby było nad czym), czy w takim miejscu warto wychowywać dzieci. Pięć lat mazania tego samego na murach tych samych kamienic, zamieszkałych przez tych samych starych sąsiadów, świadczy o kompletnym braku rozwoju sprawców. Nie wiem, ile mogli mieć lat zaczynając? Jeśli dwanaście czy trzynaście, to teraz mają siedemnaście - osiemnaście. I cały czas jara ich chwalenie potęgi ŁKS-u na swoim własnym osiedlu, wśród swoich własnych kumpli, jakby oni w to wątpili. (A może wątpią i trzeba im przypominać?) I pewnie wciąż cieszy stary suchar - Ekipa Remontowa "remontuje" okolicę. Jesteśmy patolami i chcemy, by świat o tym wiedział. Taki jestem groźny, że muszę o tym mówić wszystkim naokoło, joł!

A jeśli mieli 15-16 lat zaczynając, to teraz mają 20-21. I zamiast zasuwać na budowie w jukeju jak wszyscy porządni ludzie, cały czas kręcą się tutaj i łudzą, że bycie kibolem to sposób na życie...

A jeśli wtedy mieli więcej niż 16-17 lat, jeśli wtedy byli już prawie dorośli i dorośli są teraz, cały czas działając, to czy ma to znaczyć, że będą mazać przez następne 15 lat? Czy w 2029 łysi panowie z piwnymi brzuchami będą nadal się umawiać, w tajemnicy przed swoimi żonami, na nocne wypady w papciach, wpierw zostawiając kubeł przy śmietniku, by triumfalnie wrzucać na ruiny murów "20 lat Ekipy Remontowej"? Hmm, może i tak.

Pięć lat regularnej dewastacji i tak już wystarczająco zniszczonej tkanki to także pięć lat bezkarności. Nikt w szkole (a przecież wszyscy kumple muszą wiedzieć) nic z tym nie zrobił, nikt w domu nie zdołał przemówić dzieciakom do rozumu, żaden policjant nie złapał i nie pociągnął tej sprawy dalej. Nic...

Przy okazji pozdrawiam administratora kamienicy z rogu Próchnika i Gdańskiej, wyremontowanej w ramach programu Mia100 Kamienic. To zdjęcie było zrobione równo 3 miesiące temu i jakoś tak wyszło, że gdybym miał je dziś zrobić, to nadal by tak to wyglądało. No, może elewacja pod parapetem byłaby bardziej zniszczona. Do następnego razu!

22:41, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 06 marca 2014
55 kwartałów

W związku z nowym rozdaniem unijnych środków na "rewitalizację" Magistrat wytyczył w północnej części centrum 55 kwartałów, gdzie w ciągu najbliższych 7 lat ma zainwestować nawet do 2 miliardów w odnowienie zdewastowanej tkanki.

I tak się jakoś dziwnie złożyło, że wytyczony obszar za zachodzie kończy się na ulicy Żeromskiego, czyli mniej więcej w połowie Starego Polesia:

Wystarczy spojrzeć na fragment mapy wklejony powyżej, by zobaczyć, że zwarta tkanka miejska ciągnie się nie tylko do Żeromskiego, ale kilka ulic dalej na zachód. Zresztą można porównać tę granicę z granicą Strefy Wielkomiejskiej, która kończy się na Żeligowskiego. Raptem 500 metrów dalej.

Czy wyłączenie obszaru między Żeligowskiego a Żeromskiego nie oznacza de facto skazanie tej części Starego Polesia na śmierć? Przecież jeśli w następnej kolejności miasto zabierze się za wyznaczanie kwartałów na południe od Mickiewicza, to tereny Strefy Wielkomiejskiej, pominięte teraz, wylecą spoza orbity jakiegokolwiek myślenia planistycznego na następne kilkanaście lat, co po prostu skończy się ich śmiercią. Lipowa, Pogonowskiego, Strzelców Kaniowskich i Żeligowskiego zasługują na remonty tak samo jak i inne ulice tego rejonu. Tworzą część zwartej, jednolitej tkanki, dziś w znacznej mierze bardzo zaniedbanej i wymagającej natychmiastowych działań rewitalizacyjnych. Zostaną wyłączone teraz, to nie zdążymy do nich wrócić w przyszłości, bo się najzwyczajniej w świecie rozpadną!

Jedyne co mi przychodzi w tym momencie do głowy, to zaapelować do mieszkańców o stworzenie frontu walki o włączenie jak najwięcej kwartałów Starego Polesia do terenów objętych programem. Bo już dziś mamy gorszą pozycję, co pośrednio przyznaje dyrektor Piotrowski:

Wytyczne do obowiązującej perspektywy unijnego finansowania określą precyzyjnie, kto może skorzystać z pieniędzy, ale już dzisiaj możemy powiedzieć, że będą to wspólnoty ze wszystkich 55 kwartałów, a nie tylko 8 priorytetowych.

Inaczej, pozwólcie, że ujmę to obrazowo, za dziesięć lat będziemy (kto będzie, to będzie) mieszkać w zrujnowanych wyspach między biedaparkingami powstałymi po wyburzonych kamienicach. 

06:34, miejskie_narty
Link Komentarze (1) »
czwartek, 06 lutego 2014
Ulice Starego Polesia

Od jakiegoś czasu, a konkretnie od niesławnego wypadku na Żeromskiego, w którym zginęły dwie osoby,  z paroma znajomymi próbujemy znaleźć formułę, jak tu zacząć wpływać w sposób bardziej zorganizowany na losy Starego Polesia. Przyczynkiem było bezpieczeństwo na ulicach, które remontowane są "centralnie", przez ZDiT, który realizuje interesy miasta, a niekoniecznie uwzględnia interesy Starego Polesia. Lecz nie tylko o bezpieczeństwo drogowe tu chodzi, raczej w ogóle o charakter i rozwój dzielnicy.

Sam od dawna mam przeświadczenie, że Stare Polesie zupełnie nie jest brane pod uwagę w planowaniu miasta, w myśleniu o przyszłości miasta. Tak się składa, że decydenci jakoś tutaj nie mieszkają (przypadek? nie sądzę), to i nie ma się komu o SP upominać. I jeśli trzeba znaleźć szybką alternatywę dla rozkopanej al. Mickiewicza, to remontuje się na hura Kopernika, nie biorąc pod uwagę ani potrzeb mieszkańców tej ulicy, ani wizji całego osiedla. Kopernika nie jest ulicą Starego Polesia, jest ulicą Łodzi, obsługuje zastępczo tranzyt. Koniec i kropka peel, jak się teraz mówi w przedszkolach.

Jest jednak parę osób mieszkających tutaj, które chciałby, żeby Kopernika, Żeromskiego i cała reszta ulic SP traktowane były przez decydentów jak ulice Starego Polesia i Łodzi, żeby przy ich remontach uwzględniać funkcje osiedla i potrzeby jego mieszkańców. To samo, jeśli chodzi o remonty kamienic, placów, chodników czy dbanie o zieleń. I stąd właśnie pomysł Ulic Starego Polesia - lokalnej gazetki, która pomogłaby nam werbalizować nasze potrzeby, dodałaby mieszkańcom odrobinę wiary w Stare Polesie i poczucia, że wiele zależy od nich - od nas - mieszkańców. Jeśli nie upomnimy się o miejsce, w którym mieszkamy, to będzie ono gniło, tak jak gnije od 50 lat i wkrótce się posypie się całkowicie: społecznie i fizycznie.

Parę słów na temat założeń:

1. Gazeta powinna być w papierze - chcielibyśmy docierać do i dać możliwość wypowiedzenia się jak najszerszej grupie mieszkańców SP, a, jak wiadomo, internet bąbelkuje ludzi (nie wspominając już o tym, że wielu biedniejszych czy starszych mieszkańców w ogóle nie używa internetu);

2. Gazeta powinna ukazywać się regularnie;

3. Gazeta powinna być osiedlowa: to znaczy pisana dla mieszkańców SP, o Łodzi i SP i angażująca autorów stąd;

4. Gazeta nie powinna być polityczna (mimo, a nawet zwłaszcza, że akurat mamy rok wyborczy) i nie może być propagandową tubą dla żadnych ugrupować ideologiczno-politycznych.

 

Czy to się da zrobić w sposób amatorski? Wierzymy, że tak. Wszelkie komentarze, krytyka i słowa zachęty mile widziane pod adresem urban.skiing maupa gmail com albo na fejsie:

https://www.facebook.com/pages/Ulice-Starego-Polesia/205626256290976?ref=ts&fref=ts

07:34, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 stycznia 2014
4 lata bloga!

Starepolesie.blox.pl kończy dziś cztery lata. 25 stycznia 2010 roku, gdy zrobiłem tutaj pierwszy wpis, chciałem stworzyć w miarę trwały przyczółek Starego Polesia w walce o definiowanie Łodzi. Wcześniej pisałem od czasu do czasu o dzielni na łódzkim forum gazety.pl i czasami były to luźne, szybkie wrzuty, a czasami dłuższe (w sensie, dwu-, trzyakapitowe) przemyślane opinie i komentarze. (Gdy teraz gógluję, to najstarszy swój wpis o SP widzę z marca 2007 w rozmowie o Systemie Informacji Miejskiej i nazwie "Stare Polesie"; w tym wątku rozpoznaję osoby dziś mające sporo do powiedzenia o mieście i działające na różnych polach - kiedyś może pokuszę się o notkę, jaką rolę pełniło łódzkie forum gazety w wykluwaniu się dzisiejszych ośrodków aktywności miejskiej). W końcu zdałem sobie sprawę, że działalność forumowa ma charakter zbyt rozproszony, żeby zaistniała w świadomości kogokolwiek oprócz tych kilku forumowych znajomych, których zajmuje miasto. I tak powstał blog, a forum, swoją drogą, zostało zredukowane przez Cukierasa oraz menedżerów z Agory do roli słupa ogłoszeniowego. (Ale to już inna historia).

Od samego początku przeczuwałem dwie rzeczy wiążące się z prowadzeniem bloga, powiedzmy, dzielnicowego. Wiedziałem, że najważniejsza jest konsekwencja i że trzeba w miarę regularnie, bez względu na odzew, ciągnąć, co się zaczęło, by pełnić funkcję niejako latarni morskiej: być tam, gdzie zawsze, wysyłać z określoną częstotliwością swój słaby sygnał, by informować wszystkich od czasu do czasu przepływających, że tu też jest ląd, śladowa cywilizacja i życie. Drugą rzeczą, którą również intuicyjnie czułem, był znikomy zasięg bloga. Już wtedy oczywiste było dla mnie, że zdecydowana większość mieszkańców SP nie dotrze do tego bloga, bo nawet jeśli mają internet to nie używają go do czytania czegokolwiek - ci z mniejszym kapitałem kulturowym klikają głupoty, a ci z większym kapitałem kulturowym wykupują te cztery egzemplarze Wyborczej docierające do osiedlowego spożywczaka (ostatnio przejętego przez Odido), a w internecie klikają inne głupoty albo sami prowadzą równie niszowe blogi. No i wszyscy podglądają zdjęcia znajomych na fejsie.

Mając w te dwie intuicje już w 2010 roku, nie robiłem sobie wielkich nadziei, choć oczywiście po cichu liczyłem na miłe zaskoczenie i jako taką interakcję z otoczeniem, bo to jednak blog jest, a nie latarnia morska. No, cóż jeśli chodzi o regularność, to słabo mi idzie, ale przynajmniej jestem konsekwentny i wciąż nadaję, w dużej mierze dzięki pozytywnym reakcjom tej garstki czytelników, którzy tu zaglądają. I w tym miejscu, także dlatego by zadbać o odpowiednią długość akapitów, chciałbym Wam serdecznie podziękować, że czytacie! Bez Waszego zaangażowania, wsparcia i pozytywnej energii płynącej z tych mądrych oczu przez ekrany i łącza dzierżawione przez TP S.A. operatorom telewizji kablowych oraz własne kable TV Toi, nie byłoby to możliwe! Jeszcze raz dziękuję. (Nie przesadziłem?)

Po czterech latach pisania mam dwa wnioski dotyczące samego bloga - nie było miłego zaskoczenia i dyskusji tutaj nie ma. Z jednej strony o nią specjalnie nie zabiegam (słaba regularność, przyzerowa promo), z drugiej, myślę, że nawet gdybym zabiegał, to przy tych założeniach tematycznych szanse na zbudowanie grupy dyskusyjnej są znikome. Drugi wniosek to to, że warto trzymać blog w poczynionych założeniach: Nie idę w stronę emo (chyba miałem jeden wyjątek), piszę więcej niż wklejam zdjęć, mówię o Starym Polesiu i o Łodzi z perspektywy Starego Polesia i skutkuje to tym, że udało mi się poznać dzięki temu blogowi wartościowych ludzi z okolicy, z którymi próbuję coś zrobić w realu. No, a przy okazji tworzy się mała, subiektywna kronika SP i latarnia wciąż nadaje sygnał, gdyby ktoś chciał tu trafić.

W następnym odcinku zrobię sobie przegląd tych czterech lat. Tymczasem, życzę udanego weekendu!

PS. Po sąsiedzku za moment będzie grand opening Żabki. W okolicznym spożywczaku nie wieszczą jej długiego życia, choć przyznają, że Melanż może mieć przejściowe trudności w związku długimi godzinami otwarcia Żabki (do 23.00) i typowymi zachowaniami konsumenckimi obywateli mających potrzebę nabycia określonych dóbr w godzinach wieczornych w trybie pilnym.

11:18, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 stycznia 2014
Remonty w roku wyborczym

Niedawno oficjalnie pojawiła się informacja, o której wspominano już od jakiegoś czasu: otóż do programu Mia100 Kamienic zakwalifikowano jedną z famuł przy Ogrodowej. To z jednej strony wspaniała wiadomość, bo charakterystyczny budynek na skraju Starego Polesia odzyska - hmm, słowo blask tutaj chyba nie jest najlepsze, bo to przecież robotniczy budynek i nigdy nie błyszczał - więc, nie będzie dobry stan. A w zasadzie można śmiało zakładać, że stan lepszy niż miał od nowości. Według linkowanego artykułu z lokalnej Wyborczej jest tam 200 lokali, po remoncie ma być ich 150, z czego raptem 1/3 - czyli 50 ma być przeznaczona dla dotychczasowych lokatorów. Czyli 150 rodzin gdzieś znika. Czy zostaną przeniesione gdzieś do centrum (Starego Polesia?) czy rozsiane po całej Łodzi, o tym się na razie nie mówi, bo i nikt o to specjalnie nie pyta. Decyzja o włączeniu famuł do programu, która zbiegła się z wywiadem udzielonym przez urzędnika wyższego szczebla na temat budżetu, w którym wspomina o programie Mia100 Kamienic tymi słowami:

Remont ulicy Piotrkowskiej i program "Mia100 Kamienic" sprawiają, że w centrum zamieszkają osoby, które w przyszłości będzie stać na płacenie czynszów rynkowych.

wyraźnie pokazują, jak miasto rozumie rewitalizację. Nie chcę tego potępiać, niemniej wolałbym, by jasno i przejrzyście określano cele polityki "rewitalizacyjnej" i mówiono o tym, co ma się dziać z rodzinami, które nie będą mogły wrócić do domów "robotniczych", które, jak rozumiem, po remoncie przestaną być robotniczymi.

Tak naprawdę, to nie wiem, czy Stare Polesie na tym skorzysta - bardziej, wydaje mi się, Manufaktura, której na rękę jest poprawa widoku gościom hotelowym i przesunięcie granicy "cywilizacji" te kilkaset metrów na południe od Ogrodowej. Oczywiście rozumiem, że każdy normalny menedżer centrum handlowego wolałby, by jego centrum leżało w enklawie dobrobytu niż w biednym getcie. Ale z jego perspektywy tutaj nie ma dylematu - ekspansja normalności powinna się zaczynać od Manufaktury i promieniować jak najdalej na wszystkie strony.

Gdybym był burmistrzem Starego Polesia, to jednak miałbym wątpliwość - czy zaczynać od bogatego końca i powolutku anektować do niego tereny przyległe, jednocześnie niejako tracąc swoich mieszkańców na rzecz nowych, napływowych czy też budować punktową sieć, która mogłaby oplatać całe Stare Polesie mniej więcej równomiernie. Sam nie wiem, co bym wybrał, jednak biorąc pod uwagę ewidentną korzyść, jaką Manufakturze przyniesie remont famuł i wyrzucenie stamtąd "gorszych" mieszkańców, przynajmniej bym spróbował zaangażować jej menedżerów w partycypację w tej "rewitalizacji", by na przykład zapewnić mieszkańcom nowe, godziwe warunki życia.

No, ale jak wiadomo, Stare Polesie nie ma burmistrza. Nikt, zdaje się, nie patrzy na to miejsce jak na jakąś spójną całość z takimi mieszkańcami, jakimi są. Nie ma trenera, który by patrzył na swoją drużynę i myślał, co by tu z wami zrobić, żebyście lepiej grali i żebyśmy razem w tej naszej lidze się utrzymywali, a może nawet kiedyś, w przyszłości, awansowali wyżej. Jest menedżer, który patrzy na kilka swoich drużyn i myśli sobie - to Stare Polesie to boisko ma nieźle zlokalizowane, ale w fatalnym stanie, z beznadziejną drużyną i bez trenera (ale to wiadomo, tak działamy przecież). Najlepiej by było pozbyć się tych looserów, wyburzyć wszystko i znaleźć kogoś, kto tam zainwestuje, sprowadzi nowych zawodników, coś tam na szybo postawi i jakoś to będzie. Tylko trzeba to tak zrobić, żeby się nie zorientowali, bo jeszcze zaczną fapać, alkony jedne.

12:07, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 grudnia 2013
Kogle-Mogle

Od dawna miałem o tym napisać i w końcu spieszę nadrobić zaległości.

Na Starym Polesiu, konkretne przy Legionów 49, niedaleko Żeromskiego, w wakacje pojawiła się kawiarnia Kogle-Mogle. Nie jest to oczywiście pierwsza kawiarnia w okolicy, ale wydaje mi się, że pierwsza, która celuje w - sam nie wiem, jak to określić - nie tyle hipsterów, ile w hmm, nieoczywistych, młodych ludzi, którzy niekoniecznie muszą mieszkać tuż obok.

Co jeszcze wyróżnia Kogle? To, że nie mają alko, że mają za to nietypowe godziny otwarcia, docierają do chętnych chyba głównie przez Fejsa oraz są otwarte na okolicznych mieszkańców, także dzieciaki (mimo, że to nominalnie kawiarnia) i prowadzą je dziewczyny stąd, czyli ze Starego Polesia.

Mam wielką nadzieję, że Kogle zapoczątkują trend, że w ślad za nimi pojawią się podobne inicjatywy, które będą łącznikiem między Starym Polesiem a światem. Biorąc pod uwagę ceny nieruchomości i nikłą, ale zauważnalą przeze mnie tendencję do pojawiania się na Starym Polesiu młodych ludzi, którzy osiedlają się tutaj, bo jest tanio i w centrum, jest na to cień szansy.

Wracając do Kogli, wydaje mi się, że tego typu działalność - łączenie funkcji usługowych z czynnikiem kulturotwórczym z ambicjami społecznymi - powinna być jednak, w dzisiejszej rzeczywistości Polski, Łodzi i wreszcie Starego Polesia, prowadzona w ramach trzeciego sektora. Pisząc o powinności nie chciałbym w żadnej mierze pouczać właścicielki, jak zarządzać własnymi sprawami. Po prostu patrząc z boku (z dużą sympatią) postrzegam Kogle-Mogle jako super inicjatywę, potrzebną i pożądaną tutaj bardzo, ale jednak trudną. I wydaje mi się, że łatwiej by było Koglom funkcjonować jako NGOs, tyle że wtedy oczywiście kawiarnia musiałaby być jedynie środkiem do realizacji innych, niebiznesowych celów. No, ale dosyć - wchodzę w nie swoje buty i nawet świadomość, jak bardzo taka organizacja społeczna na Starym Polesiu jest potrzebna, nie upoważnia mnie do tego.

Tak czy inaczej, kawa w Koglach-Moglach bardzo dobra, atmosfera fajna, nic tylko wbijać!

13:47, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 października 2013
Przesilenie

Mam wrażenie, że na Starym Polesiu pojawiła się jakaś nowa siła, siła, boję się tego słowa, obywatelska, społeczna. Jej źródeł upatruję w dwóch miejscach. Pierwszym była akcja zbierania głosów pod projektem wniosku w ramach Budżetu Obywatelskiego na remont boiska przy SP26 przy Pogonowskiego, zakończona, jak pewnie już wszyscy zainteresowania wiedzą, sukcesem!

W tę akcję sam się również nieco włączyłem, lecz największa zasługa leży, moim skromnym zdaniem, po stronie ekipy szkolnej (dyrektora, nauczycieli, uczniów i ich rodziców) i Społecznie Zaangażowanych, a zwłaszcza Szymona Iwanowskiego. Pod wnioskiem podpisało się ponad 3700 osób, najwięcej w całej dzielnicy Polesie, a pod drugim w kolejności nieco ponad  2000 osób! Przez jedno przedpołudnie, w hali Zielonego Rynku, namawiałem łodzian do głosowania i widziałem jak łatwo było ich zmienić z zobojętniałych, lekko zabiedzonych i lekko szarych ludzi w równie może zabiedzonych i wyszarzałych, lecz o wiele mniej obojętnych mieszkańców swojego osiedla. Naprawdę nie spodziewałem się, jak chętnie będą głosować na boisko - "bo to biedna okolica", "żeby dzieciaki miały", "za odwołaniem Zdanowskiej? Aaa, na boisko... też może być". Trzeba tylko się na nich otworzyć, podejść do nich i porozmawiać.

Drugim źródłem zmian wydają się być dosyć szerokie, lecz zupełnie nieprzemyślane remonty dróg na Starym Polesiu (i w ogóle w Łodzi) oraz ich coraz częstsze opłakane skutki, z których najświeższym jest śmierć dwojga osób na Żeromskiego i późniejsza awantura z wywieszeniem klepsydry na drzwiach ZDiT-u. Dla niezorientowanych: dopiero co oddano do użytku wyremontowaną Żeromskiego, która na dużym odcinku przypomina pas startowy. I tuż po otwarciu pijany kierowca pędząc szeroką, gładką ulicą doprowadza do śmierci dwojga przechodniów. Wcześniej Fenomen próbował ostrzegać ZDiT, że takie odtworzenie ulicy jest niebezpieczne, że potrzeba jakoś spowolnić ruch, lecz ich uwagi zostały zignorowane. 

Ta tragedia oburza nie tylko aktywistów, lecz również zwykłych ludzi i wydaje mi się, że daje im do myślenia. Także akcja z klepsydrą, mam nadzieję, poprzez swoją kontrowersyjność, osiągnęła zamierzony skutek i zmusiła część osób przynajmniej do zastanowienia się, czy winę za tę śmierć można również przypisać instytucjom odpowiedzialnym za kształt ulic.

Wracając do przewidywanego przeze mnie przesilenia: z jednej strony mamy przykład uruchomienia pozytywnej, niemalże masowej (prawie 4 tysiące głosów!) energii przy okazji BO, z drugiej tragiczne wydarzenie uwypuklające fakt, że dotychczasowy sposób decydowania o kształcie osiedla (zupełnie nie liczący się ze zdaniem mieszkańców: wystarczy porównać pretensje mieszkańców Tuwima o nieuwzględnienie konsultacji społecznych podczas remontu do braku jakichkolwiek konsultacji przy remoncie Zielonej czy Żeromskiego), ujmując to bardzo eufemistycznie, nie służy mieszkańcom.

Myślę, że teraz nadchodzi czas, w którym mieszkańcy mają największą szansę, bo coś powiedzieć, i coś zacząć chcieć decydować o miejscu, w którym mieszkają.

11:40, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 września 2013
Głosujcie, głosujcie!

Na Fejsie sporo ostatnio kontrowersji dotyczących zasad głosowania w Budżecie Obywatelskim, postaw wnioskodawców podczas zbierania głosów, uczciwości, etyczności i "ducha obywatelskości".

Sam mam mieszane uczucia w tej sprawie, jednak przeważa u mnie pragmatyzm i lokalny patriotyzm: z mojego punktu widzenia najważniejsze jest, żeby powstało coś fajnego w mojej okolicy, nie dlatego, że jest moja, lecz dlatego, że na to zasługuje, ponieważ po pierwsze jest od wielu lat zaniedbana społecznie, a po drugie mogłaby być siłą napędową tego miasta, trzeba "tylko" w nią nieco zainwestować. A miasto, jak wiadomo, ma Nowe Wspaniałe Centrum Łodzi, trasy stąd do tamtąd, nazad i w poprzek, tunele, dworce i tor F1 na Brusie (a nie, sorry, dziś zamiast toru ma być łódzkie Shire, jutro NASA będzie będzie tam tworzyć europejski Cape Canaveral).

Najbardziej spodobała mi się idea odnowienia starej hali ŁKS przy Pogonowskiego i zrobienia tam centrum sportowo-aktywizacyjnego dla staropolesian. Jednak urzędnicy skorygowali koszt realizacji z 2 mln na 2,7 mln, co oznaczało, że de facto nasz wniosek musiałby zebrać najwięcej głosów na całym Polesiu (dzielnicy, czyli Retkinia i cała reszta). A ponieważ jest to bardzo mało realne, to postanowiłem - niestety - odpuścić i poprzeć inny wniosek. Jeden. Jeden, bo uważam, że obecne zasady głosowania sprawiają, że największą szansę na wejście na podium daje koncentracja wysiłków promocyjnych na jednym projekcie. I poparłem realizację boiska przy Pogonowskiego. Równie dobrze mógłbym poprzeć inny projekt, ale wybrałem ten, ponieważ znam ludzi, którzy ten wniosek złożyli, uważam, że takie boisko jest potrzebne w okolicy i uważam, że bez BO jeszcze długo będziemy na nie czekać.

Nie oznacza to jednak, że głosowałem na jeden projekt. Wybrałem bodaj 4 z puli dzielnicowej i 5 z puli miejskiej. Zrobiłem to mimo świadomości, że dając głos na "konkurencyjny" x mogę przyczynić się do tego, że ten jeden głos może spowodować "przegraną" boiska kosztem x. No, ale wtedy wejdzie x, na który głosowałem nie dlatego, żeby gdzieś ten głos oddać, lecz dlatego, że x również jest potrzebny w okolicy. Ot, dylemat.

Może więc najlepsza rada dla niezbyt zaangażowanego emocjonalnie mieszkańca powinna być taka: wybierz to z najbliższej okolicy, co według ciebie przyniesie jej najwięcej korzyści, niezależnie ile by to nie było projektów: jeden czy pięć i tak zagłosuj dzielnicowo (miejsko, jak tam sobie chcesz). Jeśli mieszkasz na Starym Polesiu, nie głosuj na projekty z Retki czy Złotna, to naprawdę nie ma sensu!

Ale jak Ci zależy na własnym konkretnym wniosku, to promuj wyłącznie go. W ten sposób zmaksymalizujesz jego szanse. Nie przejmuj się zarzutami o niedojrzałości demokratycznej czy braku postawy obywatelskiej. Postawa jest taka, na jaką pozwala regulamin. Regulamin jest taki, że wnioski ze sobą konkurują, a pieniędzy jest mało. Chcesz mieć plac zabaw, głosuj na plac zabaw!

Ja jestem niestety trochę w rozkroku. Promuję boisko, głosuję szerzej, mało racjonalne, ale cóż, bywa i tak. W przyszłym roku trzeba myśleć o robieniu konsorcjów lokalnych. Ale o tym następnym razem. Póki co, glosujcie:-)

13:38, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 16 września 2013
Boisko nie klepisko!

Tym razem bez tekstu (mam nadzieję, że więcej to się nie powtórzy).

 

22:56, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 26 sierpnia 2013
Relacja z posiedzenia komisji ds. Budżetu Obywatelskiego

Wybrałem się do Urzędu Miasta na posiedzenie komisji ds. Budżetu Obywatelskiego. Ponieważ dziś (22.08.2013) ma być opiniowanych 110 wniosków, w tym także te, które interesują mnie najbardziej - czyli wniosek na remont hali ŁKS przy Pogonowskiego i wnioski dotyczące terenów przy 6 Sierpnia 71, czyli tam, gdzie jest teraz  KS Orzeł.

Mija właśnie 45 minuta posiedzenia i, jak można przewidzieć, póki co nuda, za wyjątkiem małego zgrzytu na linii Janiak Marek, Niziołek-Janiak Urszula i opiniodawca ze ZDIT-u. Poszło o wniosek dotyczący, o ile dobrze zrozumiałem, zrobienia "woonerfu" na 6 sierpnia między Piotrkowską a Kościuszki. Janiak narzekał, że nikt ze ZDiT-u nie konsultował tego wniosku przed wydaniem opinii - pozytywnej! - i że robienie tam inwestycji jest bez sensu, bo i tak ciąg 6 Sierpnia-Traugutta będzie musiał być przebudowany tak, żeby zapewnić dojazd od Nowego Wspaniałego Centrum Łodzi. Po wygłoszeniu tyrady Janiak wyszedł.

[przerwa wakacyjno-weekendowa i update 26.08.2013]

Dziś w lokalnej Gazecie pojawił się artykuł red. Hac o tym właśnie incydencie, który opisywałem na bieżąco z Sali Obrad. Redaktor Hac niby narzeka na tryby komunikacji różnych jednostek podlegających magistratowi, jednak w rzeczywistości uprawia promo idei "woonerfu" i - jak się domyślam - samego pomysłu, by ten powstał na fragmencie 6 Sierpnia (lecz tym razem w rejonie Śródmieścia, więc niejako poza bezpośrednim polem mojego zainteresowania projektów BO).

Nie chcę się w tym miejscu zatrzymywać przy racjach stron, ale na tym, jak toczy się ta dyskusja i w jakim czasie. Architekt miasta ma pretensje, że ZDiT nie skonsultował z nim projektu, zanim dał mu zielone światło, więc on, architekt, nic o nim nie wiedział. Tymczasem o woonerf na 6 Sierpnia mówi się i pisze od kilku miesięcy. "Dziennik Łódzki" i "Gazeta" poświęciły temu pomysłowi sporo miejsca. Miejskiemu podwórcowi w tym miejscu zdążyli przyklasnąć i prezydenci, i drogowcy. Teraz okazuje się, że w magistracie jest jednak ktoś, kto o pomyśle nie słyszał. I jest to sam architekt miasta. Niebywałe.

Świadczy o tym na przykład powyższy fragment. Przecież Janiakowi nie chodzi zapewne o to, że nic nie wiedział, on - jak rozumiem - utyskuje nie na własne niedoinformowanie, lecz na to, że nie miał formalnej możliwości wydania negatywnej opinii. I - jak bym nie był za uspokajaniem ruchu w centrum i przeciw priorytetyzowaniu dojazdu do NWCŁ - wydaje się, że ma rację. Co jak co, ale charakter ulic w centrum miasta powinien chyba być konsultowany z architektem miasta.

W cytowanym fragmencie razi mnie jeszcze jedna rzecz, która wcześniej również się pojawia w artykule. Pani redaktor Hac przywołuje akceptacje "władz" i "prezydentów" jako argument już ewidentnie "za" "woonerfem" mimo swojej wcześniejszej deklaracji neutralności. Bardzo bym chciał poznać szczegóły tego "przyklaskiwania" i jego wagi. Czy prezydent Zdanowska powiedziała: "Tak, super, ta ulica zdecydowanie się do tego nadaje, koniec kropka", czy może jednak: "Tak, super, ta ulica zdecydowanie się do tego nadaje, oczywiście pod warunkiem, że odpowiedni urzędnicy potwierdzą, że nic innego tam już nie jest zaplanowane".

Nie raz już pisałem o tym, że nie mogę zaakceptować faktu, że urzędnicy wysokiego szczebla gadają, co im ślina na język przyniesie w celu zrealizowania aktualnego zapotrzebowania na "fajny news", lecz jeszcze bardziej nie mogę ścierpieć, gdy dziennikarze, w ramach wypełniania własnych tez pseudoargumentacyjnym kontentem, powielają te bzdury. "Przyklaśnięcie prezydentów" jest tutaj tak samo sensowne, jak w przypadku "uważam, że lepsze są wydzielone ścieżki rowerowe niż pasy dla rowerów na jezdniach" innego prezydenta, lecz red. Hac przytacza to dwukrotnie, bo jej pasuje do tezy. No, ale dosyć już.

Wracając do posiedzenia RM ws. wniosków, to było jeszcze parę ciekawych rzeczy. Przede wszystkim "nasz" wniosek na halę ŁKS przeszedł bez żadnych dyskusji, choć jego szacunkowy koszt został przez ekspertów podniesiony z 2 mln do 2,7 mln. Hmm, temat na oddzielną notkę.

Drugą mocno mnie zajmującą sprawą było przesunięcie głosowania na wnioskami dotyczącymi projektów przy 6 Sierpnia 71, czyli na terenach KS Orzeł, do czasu uzupełnienia dokumentacji przez oba (okazuje się, przynajmniej dla mnie, że tam są dwa) kluby. Jakiej dokumentacji? Otóż pisemnej deklaracji, że na czas remontów kluby wypowiedzą (zawieszą?) umowy najmu działek, na których funkcjonują. Bo okazuje się, że z prawnego puntu widzenia działki miejskie muszą być nieobciążone, żeby mogły być brać udział w projekcie BO. A działki przy 6 Sierpnia 71 są wynajęte klubom, czyli jak rozumiem, jest mały zonk.

No cóż, gubię się w terminologii prawnej, mogę coś mylić (red. Hac, help!) ale moja nieprawnicza intuicja mówi mi, że coś jest niehalo. Bo jeśli:

1. Żeby komisja mogła pozytywnie zaopiniować wniosek, musi on dotyczyć działki nieobciążonej.

2. Działki przy 6 Sierpnia 71 są obciążone na rzecz klubów

3. Kluby deklarują się pisemnie, że na czas remontów przestaną być "obciążone"

4. Komisja pozytywnie opiniuje wnioski

5. Po wygraniu w głosowaniu i realizacji remontów na "nieobciążonych" działkach miejskich działki znów zostają "obciążone" umowami najmu na rzeczy klubów.

to mi to wygląda na zwykłe obejście przepisów. No, ale jak już pisałem, nie jestem ani prawnikiem, ani dziennikarzem i zaraz muszę iść do pracy, więc temat zostawiam bardziej kompetentnym od siebie, ufając, że uczciwie podejdą do swoich zadań.

Oczywiście cały czas obstaję przy stanowisku, że robienie remontu w klubie żużlowym Orzeł z pieniędzy BO to jest nadużycie idei budżetu obywatelskiego i dymanie zwykłych ludzi, któremu zresztą "przyklaskuje władza" (patrz poprzednia notka). I miałbym nadzieję, żeby ten wniosek z powodów formalnych najzwyczajniej nie przeszedł. No, ale jak widziałem podczas obrad komisji przedstawicieli klubów żywo konferujących z przedstawicielką wydziału sportu, mam dziwne przeczucie, że sprawa jest już załatwiona, zwłaszcza w świetle wypowiedzi Zdanowskiej dla prasy (patrz poprzednia notka). A w przyszłej edycji BO czekam na wnioski udziałowców kin, restauracji i klubokawiarni (bo przecież tak jak KS Orzeł służą mieszkańcom).

Sprawa własności gruntów spowodowała pewne zamieszanie wśród komisji i - o ile dobrze zrozumiałem - zaowocowała decyzją, że wszystkie wcześniej rozpatrzone kontrowersyjne wnioski miały być przejrzane ponownie. Czy to już nastąpiło, nie jestem pewien, bo jakoś o tym lokalna prasa póki co milczy.

12:11, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13