Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
czwartek, 15 grudnia 2011
Stare Polesie też kreuje

Pozostając nieutulony w żalu po stracie witryn spożywczaka z Gdańskiej, staram się jednak iść dalej i pocieszać czym mogę. Jak zwykle wtedy, kiedy tego bardzo potrzebuję pomocną dłoń wyciąga do mnie sklep "Warzywko", który oferuje towary rozmaite acz banalne, w tym zdaje się także warzywa. Dominują oczywiście wyroby z chmielu, żyta, winogrona i innych owoców.

Kreatywne podejście dekoratora wnętrz wystawowych (czy ja już o tym nie pisałem?) doskonale wpisuje się trend panujący ostatnio w mieście, a jednocześnie niesie mi pokrzepienie w trudnych chwilach.

 

PS. Poza tym dziś wreszcie spełniłem postanowienie noworoczne i w czynie społecznym zamalowałem elewację kamienicy. Trochę późno, zwłaszcza, że cała akcja zajęła mi raptem godzinkę z hakiem. No ale wcześniej niestety nie bardzo potrafiłem tę godzinkę wygospodarować. Może tym razem w postanowieniu muszę zawrzeć klauzulę o terminowości wykonania zobowiązania pod rygorem... hmm... po prostu pod rygorem.

12:18, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 grudnia 2011
Znów po dłuższej przerwie

Ech, małe usprawiedliwienie. Od początku listopada do końca pierwszego tygodnia grudnia miałem na głowie kilkudziesięciu studentów z Francji, którym - mogę chyba tak to nazwać - organizowałem życie w Łodzi. No może nie całe, bo w alko i alkaprim zaopatrywali się na własną rękę, ale znaczną część. I naprawdę nie miałem chwili czasu dla siebie, lecz za to mnóstwo stresu. Dwa dni po ich wyjeździe położyłem się do szpitala i dziś w końcu dochodzę do siebie i wracam do normalności już w domu, ale jeszcze nie w pracy - stąd chwila wolnego. 

W tym czasie w Łodzi wydarzyło się mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim wiadomość o przesunięciu planów budowy KDP w Polsce. Słyszałem tego njusa na żywo w radiu i od razu komentarze różnych specjalistów. Uderzyło mnie to, że pierwsze głosy były w zasadzie przychylne dla decyzji Nowaka. Ktoś z Wrocławia powiedział, że w sumie to może i dobrze, że Wrocław potrzebuje skomunikowania natychmiast i lepiej dla miasta będzie, gdy szybko powstaną porządne połączenia z Warszawą o prędkości do 200 km/h niż mielibyśmy (w domyśle jałowo i bezczynnie) czekać na KDP. Później inny "ekspert" jako jedyny minus takiego rozwiązania wskazał to, że Łódź może mieć kłopoty z uzyskaniem pieniędzy z Unii na realizację dworca, bo wniosek był tak skonstruowany, że opierał się na założeniu, że dworzec ma służyć także KDP. Trudno mi to oceniać. Jeśli chodzi o argument pierwszy, czyli lepsza porządna kolej szybka w krótkiej perspektywie niż niepewne plany KDP w średniej perspektywie, to trudno się nie zgodzić. Zwłaszcza w Łodzi, gdzie odległość do W-wy jest przecież względnie mała. Gdyby miał być pociąg jadący średnio powiedzmy 120 km/h , czyli gdyby podróż z Fabrycznego na Centralną miała trwać 60 minut, to myślę, że by to wystarczyło. Ważniejsze by było, żeby kursował często i długo (czyli do późnych godzin wieczornych).

Życie na Starym Polesiu oczywiście toczy się własnym pobocznym torem, pewne rzeczy są bardziej fajne inne mniej. Nic nowego w dynamice, ale parę rzeczy warto odnotować. Na Więckowskiego remontowane są nowe kamienice - w odcinku między Wólczańską a Gdańską tuż przy nowo odnowionej pojawiły się rusztowania na kolejnej kamienicy. Nie wiem - może ten sam właściciel, może przypadek, ale może być i tak, że sąsiedzi wzięli dobry przykład z siebie. Że jest jakiś zalążek trendu. Coraz tam się robi ładniej.  W tej okolicy można sobie kupić całą kamienicę  - już za 6,5 bańki. Myślę, że taka cena wywoławcza świadczy o żałosnej kondycji Łodzi, a to, że pewnie ciężko będzie znaleźć kupca, tylko to potwierdzi. No, ale może się mylę. Z kiepskich informacji, to spożywczak z Gdańskiej, między Legionów a Mielczarskiego, ten który miał trzy witryny i każda z nich miała zawsze jednolitą kolorystycznie lub tematycznie wystawę niestety splajtował. Szkoda, bo był częścią kolorytu ośki. Oto upamiętniające foto:

 

No i na koniec jeszcze jedno info - założyłem sobie w końcu konto na fejsie, więc od dziś będę tam robił lans. W miarę oczywiście moich skromnych możliwości.

10:22, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 01 listopada 2011
Jeszcze o rowerach

Tym razem przy okazji 1 listopada i lekkiego dymu, wywołanego przez rzecznika niezmotoryzowanych. (Swoją drogą ciekawe, kto go nim mianował? Mój wredny, cyniczny nos podpowiada mi coś oczywistego, lecz moja nieustanna wiara w to, że człowiek jednak rodzi się z poczuciem żeny, które dopiero potem w procesie dorastania czasem w nim obumiera każe mi to odrzucić). 

O sprawie dowiedziałem się z loklanej, potem przeklikałem do rowerowej Łodzi, a stamtąd jeszcze na kolejny nowy blog Witka Kopcia, oficera. O co właściwie chodzi? O to, że w zeszłym roku Wojciech Makowski, rzecznik niezmotoryzowanych, chciał odpalić znicz, lecz biedaczek nie mógł rowerem na cmentarz dojechać, bo mu ścieżkę pozastawiali. Ale to nic. Najgorsza - domyślam się - była zniewaga ze strony policji (i pewnie TVN24), która go najzywczajniej w świecie olała. I teraz, uprzedzając olewkę służb, środowiska rowerowe wysłały pismo do ZDiT-u, na które dostały satysfakcjonującą je odpowiedź. Później jednak pojawił się artykuł red. Stańczyka, po którym ZDiT ogłosił już coś nie po myśli rzecznika i oficera. I wtedy pojawiała się akcja na Fejsie, nawołująca do zgłaszania policji wszelkich przypadków nieprawidłowo zaparkowanych samochodów wokół cementarzy. Z dokładną instruckją postępowania, mającą utrudnić przyjmującemu zgłoszenie spławienie zgłaszającego. Uff - mam nadzieję, że dobrze całość ogarnąłem. 

O ile dobrze rozumiem chęć wymuszenia na poszczególnych miejskich służbach (i policji) lepszego działania, o tyle zupełnie nie czaję, dlaczego oficer dał się wplątać w tak PR-owo beznadziejną akcję. Przecież to strzał w stopę! Rozumiem, że rzecznik ma uraz, chce wziąć odwet, uprzykrzyć życie tym i owym, by potem ciamkając narzekać, gdzie się da, ale na boga, dlaczego w święto zmarłych?

Przecież: 

1. Patologii w działaniu policji i SM jest mnóstwo, można wybierać w "akcjach", jak w ulęgałkach. OK, nie jest to oczywiście argement usprawiedliwiający zaniechanie ważnej sprawy, ale ta sprawa nie jest znów - w wachlarzu wtop SM i policji oraz "szkodliwości społecznej" "przestępstwa" priorytetowa. 

2. Obyczaj odwiedzania grobów we wszystkich świętych jest jedną z bardziej zakorzenionych  tradycji i pewnie jeszcze przez dobre kilka lat to się nie zmieni. Wiele ludzi w całej Polsce wsiada w samochody i jeździ nie tylko po mieście, lecz przecież po całym kraju. Wożąc reklamówki ze zniczami i wiechcie kwiatów. Nawet ci na co dzień korzystający z rowerów, jeśli tylko będą mogli, wybiorą tego dnia samochód, choćby ze względu na rodzinną grupowość wypadu i stosunkowo duży bagaż. 

3. Wątpię, by policja i SM reagowały na te kilkanaście, dwadzieściaparę (typuję do 5 zatroskanach dzwoniących) zgłoszonych przypadków źle zaparkowanych samochodów, ale gdyby komuś tam odbiło na tyle, żeby sypać mandatami za parkowanie albo co gorsza nakładać blokady na koła, to życzę oficerowi i rzecznikowi szczęścia w przyszłym ugodowym załatwaniu spraw z lokalmi politykami. I dalszych sukcesów w promowaniu roweru jako miejskiego środku transportu.

PS. Kończę pisać 1 listopada wieczorem. W sumie uprawiałem grobing na trzech cmentarzach. Przy dwóch widziałem sporo samochodów stojących na zakazie, drogówkę czuwającą nad jako takim przepływem ruchu i promiliową aktywność rowerową. Nie widziałem żadnego mandatu za szybą i żadnej blokady - mam więc nadzieję, że facebookowa agitka rzecznika spotkała się z rozsądnym przyjęciem! 

21:48, miejskie_narty
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 24 października 2011
Kontrapas dla rowerów (i nie tylko) na Wólczańskiej

Od jakiegoś juz czasu się zbieram, żeby o tym osamotnionym kontrapasie napisać, ale temat pozornie słaby - choć nie bez potencjału (jakie to łódzkie;-). Kontrapas powstał w bólach, ale te, zdaje się, że już tradycyjne, nieporozumienia na linii ZDiT -- rowerzyści Makowski i Hubar, nie martwią mnie zbytnio. Co mnie niepokoi, to jedno zdanko z likowanego tekstu, które później również usłyszałem na spotkaniu z wiceprezydentem Banaszkiem w Krytyce Politycznej:

Zobaczymy, jak ten na ul. Wólczańskiej będzie się sprawdzał i jak zostanie odebrany. Od tego będzie zależało wyznaczanie kolejnych.

Jakie to typowe - zróbmy kawałek drogi, której wybrać nie sposób - bo kto, jak i po co miałby się na niej znaleźć na rowerze oprócz okolicznych dzieciaków, które i tak dzisiaj przecież rowerami nie jeżdżą? Co siedziało w głowie Wielkiego Kreślarza, który patrzył sobie na plan miasta i wskazał paluchem akurat na ten odcinek? Nie mogę wymyśleć żadnych miejsc powiedzmy na wysokości Mickiewicza/Piłsudskiego i na wysokości Ogrodowej/Srebrzyńskiej, między którymi miałbym się przemieścić rowerem tak, żeby najwygodniej byłoby mi machnąć te 200 metrów kontrapasem na Wólczańskiej. No po prostu niedasię. Nawet gdybym miał przejechać z rogu Wólczańskiej i Mickiewicza na róg Wólczańskiej i Próchnika, to bym albo pojechał Piotrkowską albo Gdańską, czyli na około, aż do samego Próchnika! 

Więc zróbmy kawałek drogi od czapy, a potem zapowiedzmy, że zobaczymy "jak zostanie odebrany" i zastanowimy się, czy jest sens robić coś więcej. Tylko uprzejmie proszę o podlinkowanie mi, jakmi narzędziami będzie mierzony "odbiór" tego kontrapasa i według jakiego algorytmu określana "zależność" dalszych tego typu inwestycji? Czyli, czy w ogóle to ktoś jakoś sprawdza? Jeśli tak, to jak? Jakie są założenia? Ile przejazdów ma być, żeby dalej ruszać z budową kontrapasów? W jakiej perspektywie czasowej? I wreszcie, co będzie się działo z kontrapasem zimą? 

Ostatnie pytanie bardzo mnie nurtuje, bo zima tuż za progiem i znów, jak co roku zacznie nam ubywać pasów na jezdniach. Pasy dla rowerów świetnie by się sprawdziły również zimą - i tak wiadomo, że w naszym klimacie zimą na rowerach popylają raczej wyłącznie stare hardkory, więc zasadniczo cała rowerowa infrastruktura na pół roku przestaje być większości rowerzystów potrzebna. A mogłaby służyć do składowania tam ton śniegu zalegających często do marca! Piszę to całkiem serio, bez jaj. Na Starym Polesiu naprawdę jest kłopot ze zmarzniętym śniegiem, którego nikt nie wywozi. Założę się, że kontrapas na Wólczańskiej i tak będzie zawalony zaspami - lepiej więc by było, gdyby od razu zaplanować pasy dla rowerów tak, żeby zimą służyły kierowcom i pieszym.

Prezydencie Banaszek! Zimą - pasy śniegowe, latem - pasy dla rowerów! Zrobi Pan dobrze kierowcom, pieszym, rowerzystom i SOBIE. Jaki PR! Jaka innowacyjność! Jaka skuteczność! Tylko trzeba więcej tych pasów! Serio. 

 

 

 

 

22:29, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 18 października 2011
Ziemia nieobiecana

Wyborcza lokalna zapowiedziała na dziś wieczór wydawało by się ciekawy wieczór autorski. Całość zapowiedzi:

Posłuchaj o "Ziemi nieobiecanej"
W ms cafe (ul. Więckowskiego 36) o godz. 20 rozpocznie się spotkanie z autorami powieści "Ziemia nieobiecana". Jej anonimowi autorzy publikują odcinki książki na facebooku. Piszą w niej o życiu młodych ludzi w Łodzi, prezentują miasto zwyczajne, dalekie od wyidealizowanych haseł Lodzi "nowych technologii", "akademickiej" czy "filmowej". Podczas spotkania będą prezentowane niepublikowane jeszcze fragmenty powieści. Wstęp wolny. 

Trochę się spóźniłem, ale załapałem się jeszcze na czytanie fragmentów. Potem miała być rozmowa o książce. I się zaczęło. Było o Łodzi, o demografii, o strategii marki, o strategii rozwoju, o tym, że książka jest o melancholii i o tym, że jest za mało akcji i o tym, że nie oddaje obrazu Łodzi, albo że źle oddaje. Mówił głównie radny Domaszewicz, mówił jakiś hipsterski koleś imieniem, jak zrozumiałem, Borys, mówiła dwójka ludzi, którzy niby nie byli autorami, ale krygowali się, jakby nimi byli i mówił jeszcze ktoś, kto niby miał prowadzić tę parodię spotkania autorskiego. 

Całe szczęście, że wejście było bezpłatne, bo gdyby ktoś przy tym poziomie żeny żądał jeszcze kasy, to byłoby to już istne szaleństwo. 

W zasadzie po samym tytule można spodziewać się już chały, no ale, że mam parę minut do ms cafe, i cały czas nie mam konta na FB, więc nie mogłem poświęcić 15 sekund, żeby zweryfikować to, czego nie obiecuje tytuł, to spróbowałem. 

Przede wszystkim czuję się oszukany - bo oprócz przeczytania paru stron grafomańskiego bełkotu w ogóle nie było rozmowy o literaturze. Było mędlenie o Łodzi, stare pierdy puszczane przez kwaśnych kolesi, że jest lepiej niż jest albo że jest gorzej niż jest i dlaczego im się tak wydaje. 

Nie było nic o literaturze, co w sumie nie dziwi, bo i nie było literatury. No ale jednak jest to nie fair. Przecież nie można z góry zakładać, że każdy sczytuje wszelkie bzdury z fejsa i jest przygotowany na później serwowaną ściemę w sosie koleżeńskim.  Jak się zapowiada spotkanie z autorami powieści, to wypadało by później coś o powieści mówić. A nie odgrzewać kotlety o Łodzi. 

Szanowni organizatorzy/autorzy "projektu" nie zauważają jednej rzeczy, w którą się tym powieściowym "projektem" i spotkaniem wpisali. Rozumiem (już teraz), że "projekt" miał na celu zasianie jakiegoś (kreatywnego, dyskusyjnego?) fermentu, rozpalić trochę emocję w tym "szarym mieście". I OK, udało Wam się, jednak posłuchajcie:

Wsród wielu utysków na Łódź pomineliście jedno zjawisko, dosyć w Łodzi (i nie tylko) popularne, które, moim skromnym zdaniem, przyczynia się do bylejakości tego miejsca. Otóż u nas wciąż panuje moda na powszechną ściemę - nienazywanie rzeczy po imieniu, to właśnie zaklinanie rzeczywistości, które - co sami już zauważacie - przejawia się w sztucznym tworzeniu marek, strategii itd. Sami robicie to samo: udajecie, że piszecie powieść, udajecie, że robicie spotkanie autorskie, lecz w gruncie rzeczy chodzi Wam o coś innego. O co, tego nie wiem, ale wpisujecie się w ten łódzki (polski) syfex doskonale.  

Pozdrowienia.  

22:25, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 października 2011
Lipowa (i ciut Żeromskiego)

 

Kolejny spacer z aparatem, tym razem po Lipowej. Ale zaczynamy od Żeromskiego, gdzie pod numerem 77/79 ostatnio zdjęto tabliczkę i tym samym odsłonięto informację z czasów wojny o schronie (Kuba, dzięki jeszcze raz za cynk!). Poniżej, zdaje się, że już po wyjściu Niemców z miasta, ktoś chyba chciał wskazać, że w schronie nadal ukrywają się żydzi:



Potem idziemy już w stronę Lipowej. Na rogu tejże i Struga kompletny remont elewacji. Ciekawe, czy Czarny Kot wyjdzie spod niej, a jeśli tak, to z jakimi zmianami?



Dalej, idąc Lipową na północ, widzimy, że pod numerem 54 mimo już zdecydowanie jesiennej aury, panuje nadal letni klimat.

 

W tym fragmencie Lipowa jest spełnienieniem moich marzeń (no, powiedzmy) o wyglądzie Starego Polesie. Kamienice są w większości odnowione, przed nimi rosną (a przynajmniej są) drzewa. Jeszcze tylko chodniki mogłyby być ucywilizowane:

 

Dalej kamienica, gdzie odbywały się pikniki Lipowej od Nowa. Ściana północna, na której był świetny mural jest odnawiana - mieszkańcy zyskają pewnie ocieplenie, stracą mural. Coś za coś:

 

Póżniej, na rogu z 6 Sierpnia, rozbiórka. Co będzie w zamian, nie mam pojęcia:



Poniżej update z budynku Browarów, który już nie raz fotografowałem, i o którym już nie raz pisałem. Jak widać Browary cuś nie mogą, albo nie chcą, zainwestować paru zyli w odmalowanie elewacji:



Dalej, już powyżej Zielonej, świetnie odnowiona kamienica. Na parterze znajduje się biuro Allianzu, gdzie kiedyś miałem sprawę i mogę zaświadczyć, że wnętrza tam też są świetne. Jeden mankement widoczny u góry z lewej - pamiętam, że jak remontowali, to była tam dziura, przez którą podawana na dół gruz. I teraz coś się chyba wilgoć trzyma:/

 

Tuż obok odnowiony budynek Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Kto pamięta, jak to wyglądało jeszcze rok temu, ten w życiu nie będzie sarkał na obecny odcień seledynu:)



A na koniec dziura. Do czego się dokopią? Jak się dowiem, doniosę. 

 

*Update z 24.10: W weekend na Lipowej przy dziurze pojawił się dźwig, który ustawiał właściwy, budowlany dźwig w środku dziury. Od obsługujących go kolesi dowiedziałem się, że w dziurze ma wyrosnąć blok. Sześciopiętrowy. Do wiosny 2013 roku. Czyli ktoś jednak wierzy, że Nowe Wspaniałe Centrum Łodzi nie przyczyni się do totalnej zapaści tej okolicy. No chyba, że to ma być blok więzienny:-) 

22:34, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 października 2011
Pogoda

O wyborach nie chce mi się pisać - może za wyjątkiem jednego króciutkiego, personalnego komentarza. Wielka szkoda, że Joński został posłem! Nie mam dla niego absolutnie żadnej sympatii, żadnego szacunku dla jego dokonań i tym mniej dla jego wyborów dotyczących kariery zawodowej. I chociaż niby naturalnym jest, że większość polityków wywodzi się ze szczebla lokalnego, to samorządowcy startujący do sejmu/senatu budzą moją niechęć.

Owszem Joński nigdy nie wyglądał na samorządowca pełną gębą i być może nawet nie starał się udawać, że nim jest. A żałuję, że dostał się do sejmu dlatego, że po pierwsze jest to w końcu jakaś nobilitacja (przynajmniej w jego oczach), a po drugie lepej mieć krzykacza na miejscu (żeby trochę wyręczał nieudolnych lokalnych dziennikarzy) niż aparatczyka na Wiejskiej, który nic dla Łodzi nie będzie w stanie wylobbować. No, ale dosyć już o Jońskim - zaraz zniknie z horyzontu. (A pan Janek zniknie z Nescafe i teraz żeny będzie robił dla większego audytorium, ale to nihil novi).

No i wreszcie można coś o pogodzie: wczoraj byłem świadkiem chyba czterech wypadków, z czego dwa wyglądały na potrącenia pieszych - jeden na Zachodniej przy przejściu dla pieszych przy Manufakturze, a drugi przy skrzyżowaniu Legionów z Żeromskiego. O pierwszej wspomnianej sytuacji nic nie wiem, tylko wnioskuję po tym, że jak przejeżdżałem był jeden samochód i akcja była przy przejściu. Przy drugiej mam dobre informacje (od sprzedawcy z Warzywka), że poszkodowaną była piesza, którą zabrało pogotowie. Dżizas ludzie, opamiętajcie się - trochę deszczu, trochę zimna, a stłuczek jak po pierwszym śniegu! Co będzie, jak w końcu spadnie?  

07:06, miejskie_narty
Link Komentarze (2) »
niedziela, 09 października 2011
20 minut do końca ciszy wyborczej

Więc żeby je jakoś zagospodarować pozwolę sobie dać drobną radę przyszłym rządzącym. Cisza wyborcza ma to do siebie, że akurat wtedy serwisy informacyjne wydają się bardziej niż zwykle  pozbawione ważnych treści. Dziś jednak mamy wyjątek i oto głównym newsem na lodz.gazeta.pl jest rajd wandali na Wólczańskiej. A pod spodem komentarz o znieczulicy i o tym, że wystarczyło anonimowo zadzwonić. Anonimowo to najłatwiej podsuwać dobre rozwiązania w internecie:-)

Ale skoro już zacząłem radzić, to radzę do końca, tym bardziej, że sprawa dotyczy i mojej okolicy i ostatnio bliskiego mi tematu - hmm, właśnie nie wiem, jak go nazwać - "wandalizm" to może za dużo, chociaż w sumie to chyba właśnie o to chodzi.

Otóż anonimowy komentator z forum gazety myli się - nie wystarczy zadzwonić. U nas dzwonimy, policja przyjeżdża (czasem po 15 minutach, czasem po godzinie) albo i nie przyjeżdża, dzieciaki wreszcie rozchodzą się do domów, a następnego dnia to samo. I efekt jest taki, że w końcu już nikomu się nie chce dzwonić, bo w sumie przecież wygodniej udawać, że nie ma problemu niż denerwować się co wieczór nieskutecznością systemu i bezkarnością gówniarzy.

Lepiej by było, drodzy starzy (albo nowi starzy) decydenci, gdyby było jakieś przełożenie wizyt policji na komfort życia spisywanych (i ich rodziców) także, a nawet przede wszystkim wtedy, gdy rodzice są obojętni na losy dzieci, bądź ich nie ma i gdy szkoła się dla nich nie liczy. Nie wiem, może rozwiązaniem by były kary finansowe dla rodziców (a gdy nie ma pieniędzy - nakaz pracy społecznej?), może przydzielanie kuratora? Może przymusowe programy (re)socjalizacyjne w szkole? Coś, cokolwiek, co da potencjalnym dzwoniącym i potencjalnym nastoletnim staczom i rzucaczom butelek świadomość, że jakaś procedura stoi w tle ich rzucania. Że nie ma powszechnego przyzwolnia na rajdy wandali.

A teraz idę zobaczyć, do kogo te słowa kierowałem. Hej! 

21:01, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 29 września 2011
Co robić z nastolatkami, czyli o funkcji osiedla

Ostatnio pojawiło nam się (podorastali?, jakaś laska dorasta i się spędzają z okolicy?) po sąsiedzku sporo nastolatków z nadmiarem wolnego, wieczornego czasu i z niedoborem kontroli rodzicielskej. Efekt jest taki, że wystają przed bramą, poszturchują się, spijają piwka i próbuja się ze sobą komunikować monosylabami poprzeplatanymi kurwami, wykrzykiwanymi na cały głos. 

I tak - w zasadzie mam w nosie, czy się rozpijają, nie za bardzo przejmuję się tym, że mogą wpaść pod samochód, wystając często bezpośrednio na ulicy i nie mam nic przeciwko temu, żeby zostali totalnymi nieukami, w przyszłości realizującymi się zawodowo na kasie w Biedronce. Ale jednak ich obecność na ulicy działa mi mocno na nerwy. Już nie chodzi o hałas i syf, który robią co wieczór (a to też działa, oj działa), chodzi o to, że jak się mocniej zastanowię, to trudno mi mieć do nich pretensję. 

Bo co mają robić? Nie ma na naszym pięknym osiedlu miejsca, gdzie mogliby się podziać "na legalu" - nie ma dla nich żadnej oferty, poza jedną: przynależnością do ekipy kiboli. Tam mają wsparcie, poczucie siły, jedności i autorytet starszych. Nie mają tego w domu (tak zakładam), nie mają w szkole (nie muszę zakładać), nie mają w żadnej innej instytucji - miejskiej czy "pozarządowej". Co taki nastolatek ma zrobić po szkole przy założeniu, że w chacie nie ma miejsca, starzy nie mają ani czasu, ani kasy, ani ochoty się nimi zająć? Nie chce mu się uczyć, nie czyta, nie ma kompa, o konsoli nie wspominając, a go nosi. Więc stoją na ulicy i się popisują przed laskami. 

Wiem, że sąsiedzi wydzwaniają do Straży Miejskiej, która najczęściej zlewa i w ogóle nie przyjeżdża - sam zresztą też dzwonię, nie mogąc już wytrzymać hałasów. Wczoraj przyjechała policja i się ekipa rozeszła, ale to chyba nie jest rozwiązanie na dłuższą metę. Podejrzewam, że w końcu uporamy się z nastolatkami, bo przy całym zrozumieniu dla ich trudnej sytuacji naprawdę środek miasta, wąska ściśle zabudowana ulica, gdzie echo zwieloktornia każdy dźwięk, to nie jest najlepsze miejsce na urządzanie sobie imprezy z muzą z samochodu, piwkiem, rzuceniem butelkami i kurwami. Pewnie przeniosą się w końcu do innej bramy, ale gdybym miał się zakładać, po postwiłbym na to, że wcześniej niż my, nieudolna SM, "władze osiedla" - gdyby coś takiego w ogóle było, czy policja, załatwi to zima. Przynajmniej na parę miesięcy:-)

 

 

14:57, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 września 2011
Krótki spacer po Żeromskiego

Mały update z ośki. Być może Stare Polesie nie jest liderem remontów w Łodzi, jednak coś tu się jednak dzieje. Krótki spacer po Żermoskiego i kilka fotek tego, co dopiero się zmieniło bądź zmianie właśnie ulega. Zaczynamy przy Próchnika, kierując się na południe. Rzut okiem w prawo w Lipową i widać, jak fajnie może tutaj być, gdy stosunek norma -- patolo zacznie być bardziej norma niż patolo.

 

 

Z powrotem na Żeromskiego. Tuż za skrzyżowaniem, po drugiej stronie ulicy odnawiana jest jedna z kamienic. Na razie niewiele można powiedzieć o tym, co z tego wyjdzie, jednak sam fakt remontu cieszy:

 

 

Potem róg z Więckowskiego. Jedna z moich ulubionych kamienic w tej okolicy właśnie nabiera nowego blasku (ale popadam w banał;-)). Szkoda tylko, że płot okalający ten budynek  - niewidoczny na zdjęciu - zupełnie do niego stylistycznie nie pasuje.

 

 

 Teraz obracamy się lewo i widzimy, że tuż za I LO też coś się właśnie zadziało i mamy odrobinę różu (może to miał być łososiowy?):

 

 

 Na koniec kamienica przy Zielonym Rynku. Długo ją odnawiali, ale w efekt znakomity:

Owszem, można mieć niedosyt - można narzekać, że styropian, że to tylko kilka budynków z setek wymagających remontów, że kolory źle dobrane, i że i tak zaraz sprejem, panie, zamalują. Ale jednak zwróćcie uwagę, że zmiana idzie ku lepszemu, że komuś się chce inwestować pieniądze w tej zapomnianej przez Urzędnika dzielnicy, że nie od razu Rzym. No i że to tylko fragmencik Żeromskiego - mniejszych i większych prac remontowych widać w całej okolicy więcej, choć oczywiście nie wszystkie zachwycają. Ale marudził będę innym razem. 

 

21:54, miejskie_narty
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13