Kategorie: Wszystkie | ASUL | forma | materiał | miasto
RSS
piątek, 17 września 2010
Nocny rowerowy rajd po okolicy

Dawno tego nie robiłem, ale w końcu przyszła ta chwila. Kilka lat temu niemal dzień w dzień, a raczej noc w noc robiłem sobie podobne wypady rowerem i dziś właśnie przypomniałem sobie, jak dużą daje to przyjemność. A że wziąłem ze sobą na spacer aparat, to wpis dziś będzie ilustrowany.

Na początek mała, ale miła zmiana w otoczeniu Zielonego Rynku. Tam, gdzie od dawna był dziki parking i ogólna rozpierducha, a potem przez długie miesiące postrzępione rusztowania, w końcu pojawiał się jako taki ład. Nie to, żebym był zachwycony architekturą, ale cieszę się z poprawy:

Potem trochę gorzej. Kamienica przy rogu Zielonej (obecnie Szaroburej) i Gdańskiej, o której nie raz już pisały nasze gazety, ostatnio w związku z tym, że kupił ją piłkarz z Krakowa (zauważyłem prawidłowość, że często gdy jest mowa o inwestorach, którzy kupują nieruchomości na Starym Polesiu, okazuje się, że są z Krakowa - czyżby widzieli u nas podobny potencjał jak w Kazimierzu?) cały czas wygląda fatalnie:

Z Gdańskiej skręciłem w Próchnika, głównie po to, by odnotować powolną, lecz przecież wyraźną i niezaprzeczalną zmianę w charakterze tej ulicy. Dotąd kojarzona raczej jako zagłębie sklepów obuwniczych, dziś zwraca się do bardziej sprecyzowanej - i być może wciąż jeszcze mniejszej w porównaniu ze skelpami obuwniczymi - grupy klientów:

To względnie nowy sklep tuż przy Zachodniej, w okolicy gdzie niestety sklepy plajtują jeden po drugim: to że zlikwidowano tuż obok Księgarnię Odkrywcy nie dziwi mnie specjalnie, zwłaszcza, że obłsuga była tam niezbyta miła i wiem skądinąd, że to kolejna ich lokalizacja, która "nie wypala". Myślę, że nawet przy przesympatycznych i hiperwykwalifikowanych sprzedwcach i tak by splajtowali - padały tam wszakże punkty działające w tak ugruntowanych i obiecujących branżach jak alkohole i dopalacze! Mam więc nadzieję, że sex shop przełamie złą passę - choć szczerze mówiąc, myślę, że usługa"profesjonalne cyfrowe kabiny wideo" nie podeżre w tej okolicy... Tak czy inaczej, życzę im najlepszego:-)

Drugi sex shop to Pink Shop - sieciówka działająca już dłuższy czas niedaleko Piotrkowskiej. Nie wiem, jak im idzie, ale baner "wyprzedaż" nie zwiastuje orgiastycznych sukcesów. Niestety nie widać go na zdjęciu:

Z Piotrkowskiej wróciłem Więckowskiego z powrotem na Stare Polesie. Kawiarnia w MS jeszcze działała, co mnie mile zaskoczyło, ale się nie zatrzymywałem. Skręciłem w prawo w Żeromskiego i już już z daleka wydawało mi się, że Próchnia wyrosła erotyczna konkurencja, jednak gdy podjechałem bliżej, zobaczyłem to, czego zasadniczo powinienem się spodziewać i co z pewnością już wcześniej musiałem widzieć. Po prostu tło bezpośrednio skojarzyło mi się z poprzednimi sklepami:

Swoją drogą, ciekawe zestawienie - nurtuje mnie, jakimi dokładnie badaniami focusowymi kierował się dyrektor artystyczny tego monopolowego w wyborze kolejności oferowanych produktów?

Na koniec pojechałem zobaczyć jak tam rozbiórka koszarów Strzelców Kaniowskich przy Legionów. Mam ambiwalentny stosunek do działań dewelopera. Z jednej strony zżymam się na niefrasobliwość w wyburzaniu było nie było obkiektów o wartości historczynej, z drugiej zaś nie mogę się oprzeć wrażeniu, że teraz zatęchły róg Legionów i Pogonowskiego dostał  tak bardzo mu potrzebny zastrzyk świeżego powietrza. Wiem oczywiście, że zaraz tam zaczną pojawiać się bloczki, (znów mieszane uczucia: plus bo będą nowe i przysporzą nowych mieszkańców, minus, bo pewnie będą tandetne i paskudne). Nie wiem, czy to zdjęcie oddaje perspektywę. Jak nie, polecam skręcić w Pogonowskiego, zatrzymać się i spojrzeć w stronę Cmentarnej:

Na koniec drobna polewka z kiboli. Napis widnieje na jeszcze nie wyburzonej ścianie koszar. Za moment nadzieje w nim wyrażane legną w gruzie - tak, jak  ległoby kibolstwo, gdyby komuś chciało się tym zająć na poważnie:

"Był, jest i będzie" - aż przyjedzie pan Mietek koparką i rozwali. Miłej nocy!

00:36, miejskie_narty , materiał
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Galeria Młodzi

 

 

To zdjęcie galerii fotografii z Gdańskiej. Byłem tam kiedyś, kilka tygodni po otwarciu, i zamieniłem parę słów z pracownikiem(?), próbując trochę wybadać, nie tyle konkretnie czyja jest ta galeria, ile na jakiej zasadzie działa. Dowiedziałem się jedynie, że nie jest to miejska inicjatywa, lecz prywatne przedsięwzięcie. Ostatnio co przechodzę, to zamknięte.

Mam nadzieję, że nie zbankrutowali (o ile można mówić o bakntuctwie w przypadku galerii). Ich strona zaprasza na wernisaż z lutego 2010 r., więc nie wygląda to dobrze. Szkoda by było.

Kiedy myślę o amblitnych (i artystycznych) inicjatywach na Starym Polesiu, to mam dwie refleksje. Z jednej strony jest w sumie sporo państwowych instytucji kultury, które mają się nie najgorzej: jest oczywiście MS, jest MS2 w Manufakturze, jest Akademia Muzyczna, są teatry. w tym klimatycznie wyglądający, zwłaszcza w nocy, teatr lalek Arlekin. Dużo można pisać o różnych aspektach działania tych instytucji, tylko wspomnieć rozgrywki polityczne w Nowym! Dla mnie najważniejsze jest to, że większość (wyjątki to MS i Arlekin) z nich jest raczej zamknięta na otoczenie i funkcjonuje na Starym Polesiu trochę wyspiarsko. Czyli od premiery do premiery, od wernisażu do wernisażu. Pomiędzy nimi - pustka. Gdy w Powszechnym jest MFSPiN i gdy wystawia ktoś w rodzaju Klaty, to widok podjeżadżających na Legionów wypucowanych samochodów wartych więcej niż mieszkania w tamtejszych czynszówkach i widok wypłoszonych eleganckich ludzi czmychających z zażulonego parkingu pod Carrefourem, by bezpiecznie w końcu zasiąść na widowi dodaje festiwalowi sztuk przyjemnych i nieprzyjemnych nieoczekiwanego choć stosownego smaczku.

Druga strona medalu, to instytucje "prywatne". Te niestety mają się znacznie gorzej. Pewnie nie jest to specyfika tylko Starego Polesia, bo wiadomo, że kultura dochodowa bywa głównie w przypadku fundacji i festwiwali połączonych różnymi nićmi z organizmem publicznym, lecz mimo wszystko chyba jest gorzej niż przeciętnie. Na Próchnika była przez może rok Księgarnia Odkrywcy i się zwinęła (choć oni zwijają się z różnych lokalizacji - dzisiejsza, to o ile pamiętam trzecia czy czwarta). I jest (była) to jedyna znana mi "ambitna", czyli nienastawiona na podręczniki księgarnia tutaj. Na Gdańskiej, mniej więcej w okolicy Więckowskiego, funkcjonowała przez jakiś czas pralnio-kawiarnia. Tak długo zbierałem się, żeby tam zajrzeć, aż w końcu padła. W ogóle instytucja kawiarni na Starym Polesiu raczej jest niepopularna. Wyjątkami są skromne, często pojedyncze, stoliki w ciastkarniach, gdzie do bajaderki można zamówić kawę. Posiedzieć i pogadać się nie da. Jest prywatny Teatr V6, w którym wstyd przyznać, nie byłem. Wyglada na to, że to chlubny wyjątek i instytucja, która radzi sobie dobrze. Obiecuję sobie, że coś więcej o nich napiszę. Oczywiście są kluby, z Wytwórnią Toi na czele. Ale to trochę inna kategoria, więc nie będę teraz o tym pisał. Jest teatr filmówki, jest teatr Logos, ale znów, wydaje mi się, że to trochę inna bajka, co nie znaczy, że uważam ją za gorszą.

Co "niezależnego", oddolnego poza tym?

 

23:12, miejskie_narty , materiał
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 kwietnia 2010
Graffiti

Jak już pisałem ogólnie mało rzeczy wkurza mnie tak, jak skoksowani kolesie, ale muszę przyznać, że przeżyłem kiedyś lekką fascynację Banksym, więc nie wszystkie przejawy było nie było wandalizmu ulicznego wywołują we mnie bezsilną złość.

Jak ostatnio wybrałem się z synkiem na spacer, specjalnie na potrzebę tej notki zawędrowałem w okolice Łąkowej - swoją drogą jednej z fajnieszej ulic Starego Polesia, by strzelić niniejszą fotę:

Praca nie ma może polotu dzieł Banksy'ego i zasadniczo nie zgadzam się z jej przesłaniem, ale doceniam pomysł i doceniam wykonanie. I biorąc pod uwagę to, że jest wykonana na murze i tak zaniedbanym, jakby w ogóle nie miał właściciela, to gdybym był nim, już choćby ze wstydu zastosowałbym się do prośby i nie zamalowywał. Praca jest dowcipna, świeża - mimo, że w szarych odcieniach - i rozwesela tę smutną w dużej mierze okolicę.

Piszę o tym, bo jak tylko przeczytałem o planach, by część ruder między Manufakturą a Piotrkowską została pomalowana przez znanych w świecie grafficiarzy (czy może twórców street artu?), to pomyślałem sobie o niszczejącej kamienicy z rogu Lipowej i Próchnika (której fragment jest na zdjęciu w czołówce bloga). Ten klimayczny róg wygląda fatalnie głównie przez wygląd właśnie tego budynku - widać go i z Piotrkowskiej i z Zielonej. Pisały o nim i Aleksandra Hac (link nie bezpośrednio do tekstu, lecz do przeklejki za jednym z łodzkich for)i Marta Pietrasik z naszej kochanej łódzkiej Wyborczej, pisał gdzieś zdaje się Jakub Polewski i jak to zwykle bywa - nadal nikt nic nie wie, co dalej z nim będzie. Wyburzenie byłoby najgorszą opcją - bo w efekcie powstałaby w jego miejscu lepsza bądź gorsza plomba lub, co niestety bardziej przemawia mi do wyobraźni, przez wiele lat straszyłby pusty plac, ewentualnie zagospodarowany przez jakiegoś lokalnego biznesmena na parking.  Gdyby zamiast szpetnej, zniszczonej elewacji powstało ciekawe graffiti, być może budynkiem zainteresowałby się ktoś, komu opłaciłoby się zainwestować w jego odnowienie i przywrócenie do życia. Temat jest dłuższy i bardziej skomplikowany niż samo namalownie graffiti na elewacji, więc póki co kończę, komplementując postać z małpką. (Podobną małpkę już jakbym gdzieś zresztą widział w Łodzi, nie mogę tylko skojarzyć gdzie).

15:03, miejskie_narty , materiał
Link Komentarze (4) »